Wciąż mawiają o mnie „nasz dyrektor”
fot: Jerzy Chromik
Cieszą mnie kręcące się koła szybowe kopalni Wujek - mówi Franciszek Wszołek
fot: Jerzy Chromik
Zauważyłem, że – mimo upływu tylu lat – wciąż cieszy się Pan w „Wujku” wielkim szacunkiem. To, że na jubileusz 110-lecia kopalni przyszedł Pan w pełnej generalskiej gali też sugeruje, iż „Wujek ” jest dla Pana szczególnym miejscem.
- Cóż, mam już swoje 86 lat, toteż – co zrozumiałe – bardziej rozpoznają mnie emeryci. Kiedy wyszedłem z kościoła po dzisiejszej mszy św. w intencji górników „Wujka”, obstąpiła mnie cała gromada dawnych współpracowników. Nie tylko pamiętają mnie więc z czasów kiedy razem pracowaliśmy, ale wciąż zwracają się do mnie określeniem „nasz dyrektor”. Trudno o większą satysfakcję.
Wówczas stawiał Pan „Wujka” na nogi, a później pełnił role dyrektora Dąbrowskiego Zjednoczenia Przemysłu Węglowego oraz wiceministra. To były trudne czasu, wymagające twardych ludzi i stanowczego postępowania.
- O, tak. Kiedy przyszedłem do „Wujka” w kopalni pracowało 1400 żołnierzy, 300 więźniów i ledwie 600 prawdziwych górników. Dlaczego? Bo nie było mieszkań. Założyłem Spółdzielni Mieszkaniową „Górnik” i zacząłem budować domy.
Te mieszkania tak Panu pamiętają?
- To też, ale nie tylko. Kiedyś ksiądz proboszcz w pogawędce przy okazji kolędy zagadnął mnie, czy nie krzywdziłem ludzi. Odparłem, że w życiu i w pracy nigdy nie zapomniałem o Ewangelii i Dekalogu. Czy zrobiłem komuś krzywdę? Niech to osądzą ci, z którymi współpracowałem. Myślę, ten osąd nie jest najgorszy, skoro ciągle słyszę jeszcze to określenie „nasz dyrektor” i skoro – kiedy tylko zaczynam grzebać w ziemi w ogródku – natychmiast robi się wokół mnie prawdziwe zebranie.
Wciąż interesuje się Pan „Wujkiem” i sprawami kopalni?
- Jakżeby mogło być inaczej. Cieszą mnie kręcące się koła szybowe i to, że dzień w dzień za kopalnianą bramę wyjeżdża 10 pociągów z węglem.
Czytaj także: Jubileusze dobrą okazją do rodzinnej zabawy