Wbrew deklaracjom urzędującego prezydenta, amerykański przemysł węglowy kurczy się
fot: whitehouse.gov
W Białym Domu prezydent Trump podarował amerykańskim górnikom pióro, którym podpisał unieważnienie antywęglowych przepisów
fot: whitehouse.gov
Wybory prezydenckie w USA lada dzień. Ich rezultat wydaje się nie być przesądzony, a zagraniczne media podsumowują mijającą – z wielu przyczyn niełatwą – kadencję urzędującego Donalda Trumpa. Nie brakuje wątków górniczych, bo – jak przypomina serwis fusion.inquirer.com – pomimo deklaracji prezydenta Donalda Trumpa podczas wiecu w Johnstown w zeszłym tygodniu, że jego polityka „przywraca do pracy wielkich górników”, nawet tamtejsi mieszkańcy widzą, że ta gałąź przemysłu będzie umierać niezależnie od tego, czy Trump, czy Joe Biden wygra nadchodzące wybory.
Już w zeszłym roku stacja telewizyjna CNN przypominała, że podczas prezydentury Trumpa zostało zamkniętych więcej kopalń niż podczas pierwszej kadencji Obamy.
Komentator Jason Nark na łamach Fusion.inquirer informuje, że w słynącym z wydobycia węgla stanie Pensylwania liczba górników spadła z 4559 w 2017 r. do 3979 w 2019 r. W całym kraju jest dziś natomiast o 6400 górników mniej niż w momencie objęcia urzędu przez Trumpa.
Oczywiście nietrudno w przyczynach sytuacji doszukać się czynników, na które urzędujący prezydent nie miał wpływu. Według amerykańskiego departamentu pracy liczba miejsc pracy w górnictwie spadła w kwietniu tego roku o 12 proc., do 43 800, i było to bezpośrednim wynikiem kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa.
Rachel Gleason, dyrektor wykonawcza Pennsylvania Coal Alliance, powiedziała o Trumpie: „Niekoniecznie zrobił cokolwiek, aby pomóc, ale nie zrobił też nic, co mogłoby nas skrzywdzić”.
We wspomnianej publikacji czytamy więc, że poparcie dla Trumpa w tej grupie nie słabnie oraz, że „sojusz węglowy poparł Trumpa”. Jak ta sytuacja przełoży się na wynik elekcji w USA? Dowiemy się już 3 listopada.