Warszawskie metro żegna się z górnikami
Pierwsi górnicy przyjechali do Warszawy w 1984 r. Metro zaczęli drążyć rok później. W szczytowym okresie pracowało ich naraz 500. Spędzili w Warszawie po kilka, kilkanaście lat. Właśnie przebili tunel ze stacji Słodowiec na Marymont. Muszą go jeszcze tylko uszczelnić. Powinni się z tym uwinąć do końca października. A potem - do domu.
Między Słodowcem i Marymontem po raz ostatni przy drążeniu tunelu pierwszej linii zastosowano metodę górniczą. Na Bielanach metro budowane jest już techniką odkrywkową. Przez ponad 20 lat na odcinku od stacji Wilanowska do Trasy AK podziemne korytarze drążyły powolne radzieckie tarcze. Przesuwały się tylko o dwa metry na dobę. Za tarczami szli górnicy, którzy przerzucali ziemię do wagoników i wywozili w głąb tunelu, a potem szybem na powierzchnię - napisała „Gazeta Wyborcza”
Część górników zastanawia się: wrócić do pracy w kopalni czy przekwalifikować się na budowlańca i zostać w Warszawie. Wielu innych wróciło już w swoje strony - do Lubina, Wałbrzycha, Głogowa. Firma PeBeKa wielu swoim pracownikom proponuje pozostanie w górnictwie; mogliby m.in. drążyć chodniki w zagłębiu miedziowym koło Lubina albo zabezpieczać wyrobiska w kopalni soli w Wieliczce. Górnicy zatrudnieni przez PRG Metro, drugą firmę, która drążyła tunele, pewnie się przekwalifikują.