W szoli z Kasią jest tłoczno

fot: Witold Gałązka/ARC

Katarzyna Wróblewska jest inspektorem urządzeń dźwignicowych w kopalni Wujek.

fot: Witold Gałązka/ARC

- Nie wiem, skąd mi się to bierze, ale ja muszę pracować pod ziemią! Najchętniej przy maszynach, i to dużych maszynach, wielkich i ciężkich, takich jak górnictwo - mówi Kasia Wróblewska, która uparła się, żeby zostać sztygarem. Rzuciła pracę w sklepie i zatrudniła się w sortowni węgla.

Tyrając na płuczce, zaocznie skończyła dwa fakultety, jest inżynierem i nie potrafi zrozumieć, dlaczego ciągle brakuje dla niej etatu w dozorze ruchu kopalni, skoro koledzy po politechnice dostają przydział.

Nikt z bliskich ani dalekich krewnych nigdy nie był górnikiem, tylko mama Kasi pracuje od lat w kopalnianej administracji. Tata ma własną firmę, handluje wyrobami stalowymi.

- Był przeciwny, żebym szła do górnictwa. Jak usłyszał, że miałabym zjeżdżać pod ziemię, to się chwycił za głowę i powiedział, że chyba upadłam na łeb! - wspomina Kasia, która kopalnię po raz pierwszy zobaczyła 10 lat temu na szkolnej wycieczce. Po kilkunastu minutach koleżanki jęczały, że je bolą nogi, a Katarzyna, w drelichu, z pochłaniaczem na ramieniu, nareszcie poczuła się sobą.

- Od dzieciństwa goniłam po podwórku w Chorzowie z chłopakami, zawsze byłam chachar, ekspedientki mówiły do mnie "chłopczyku", bo nosiłam krótkie włosy, zapuściciłam je dopiero na studiach - wspomina dziewczyna. Żeby móc pójść do kopalni, zarabiała na płuczce, studiując zaocznie kierunek maszyny górnicze i urządzenia wiertnicze na Politechnice Śląskiej w Gliwicach. W lutym będzie bronić się na drugim kierunku: mechanika i budowa maszyn ze specjalnością technologie spawalnicze.

W kopalni Wujek już doceniono jej kwalifikacje - została inspektorem, ma sprawdzać dokumentację urządzeń dźwignicowych.

- Kobieta, jak wiadomo, ładnie pisze, więc niech przerzuca papiery. A mnie zawsze ciągnęło na dół, do ruchu. Jestem tak zdeterminowana, że nie ma innej opcji! - zapala się Kasia, która z własnej woli wykorzystuje każdą sposobność, żeby zaliczyć zjazdy pod ziemię. Stara podglądać poważne roboty szybowe, jak np. niedawną wymianę liny. Tłumaczy, że to rzadkie widoki, a nie wie, kiedy znowu będą jej dane. Marzy o tym, by znaleźć się w tzw. głowicy naczynia, z której przeprowadza się trudne reperacje szybu.

Chociaż Wróblewska nie boi się niebezpieczeństw ani wysiłku, po dwóch latach bezskutecznego ubiegania się o przeniesienie do oddziału wydobywczego, zaczęła zastanawiać się, gdzie właściwie tkwi problem.

- Wiedziałam, że będzie kłopot, ale nie, że aż taki! Kopalnia to połączenie wojska z samczą mentalnością. Gdyby ktoś mi otwarcie powiedział "tak" lub "nie". Najgorsze, że mnie zbywają. Nikt z kierownictwa nie powie wprost, że nie chce na dole dziewczyny, bo wiadomo, że to by była dyskryminacja - mówi Kasia, która świadomie zrezygnowała z oddzielnej kabiny w łaźni dozoru i kąpie się razem z kobietami z płuczki. Ma tam od lat swoją szafkę.

- Może nie chcą mnie w ruchu, bo wyglądam zbyt kobieco?

"Czy pani sobie poradzi?" - pytają inżynierowie, od których zależy decyzja. To irytuje Katarzynę, bo wie, że w przypadku dozoru argument siły fizycznej nie ma żadnego znaczenia.

- Chyba musiałabym przyjść z petem w gębie, w gumiorach, przeklinając, żeby spojrzeli na mnie jak na równą - ironizuje.

Jest pewna, że jako sztygar, mający pod sobą nawet kilkudziesięciu górników, z dyscypliną nie miałaby najmniejszego problemu.

- Nigdy się nie drę na nikogo. Jestem w stanie zwrócić uwagę mężczyźnie tak dosadnie, że pójdzie mu w pięty. Ale nie musiałam jeszcze robić z tego użytku - mówi Wróblewska. - Chciałabym wypracować sobie taki autorytet, żeby ludzie mnie poważali, szanowali przez wzgląd na wiedzę i fachowość, sumienność, konsekwencję. Nie trzeba wtedy stosować gróźb i krzyków. Kiedyś sztygar to była figura, a teraz sztygar pozwala sobie na kolesiostwo i każdy na dole ma go w nosie - zauważa Kasia.

Wcale nie peszy jej, gdy idzie chodnikiem przy podszybiu i często słyszy cmokanie, gwizdanie lub inne odgłosy męskiego zachwytu.

- To jest bardziej miłe niż denerwujące, przyzwyczaiłam się - mówi, że na powierzchni często miewała poważne propozycje, ale na dole to się raczej nie zdarza. Zamiast umawiać się z Wróblewską, pod ziemią górnicy grzecznie pozdrawiają "Szczęść Boże, pani inżynier!".

Zjeżdżając rzadko pod ziemię, Kasia spina długie włosy w koński ogon i chowa pod kask, ale kobiecości nie da się ukryć. Czasem spostrzega, że na jej widok musi spadać wydajność, bo w pierwszym momencie każdego zatyka i górnicy odrywają się od pracy. W szoli z Kasią nie odsuwają się jak zwykle od siebie. Przeciwnie, zawsze robi się tłok.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

URE zatwierdził taryfę Gaz-Systemu z uwzględnieniem odcinka gazociągu jamalskiego

Prezes Urzędu Regulacji Energetyki zatwierdził taryfę na przesył gazu przez Gaz-System - poinformował Urząd. Po raz pierwszy taryfa dotyczy też polskiego odcinka gazociągu jamalskiego.

Konsolidacja w śląskiej zbrojeniówce. Bumar-Łabędy przejmuje Bumar-Mikulczyce

Śląska zbrojeniówka łączy siły. Gliwicki zakład Bumar-Łabędy przejmie Bumar-Mikulczyce z Zabrza. Ogłoszono już plan połączenia, który – jak zaznaczono – wpisuje się w długofalową strategię Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Obie spółki znalazły się także na liście kluczowych firm programu SAFE.

Marian Zmarzły: Bezpieczna transformacja energetyki wymaga odporności cyfrowej

O cyberataku na polski sektor energii, ciągłości działania, roli Politechniki Śląskiej oraz współpracy sektora przemysłowego, nauki i administracji rozmawiamy z dr. Marianem Zmarzłym, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Energii.

Osiedle przy ul. Kosmicznej w katowickim Giszowcu gotowe do użytkowania

Realizacja jednej z najbardziej zaawansowanych technologicznie i ekologicznie inwestycji mieszkaniowych Katowickiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego przy ul. Kosmicznej 57 b–h zakończona. Mieszkania są gotowe do użytkowania i czekają na nowych najemców.