W kopalni Borynia dochodzimy do lepszych pokładów węgla
Zawód górnika to w Pana przypadku był świadomy, przemyślany wybór?
- Trochę przypadkowy. W mojej rodzinie nie było górniczych tradycji. Po szkole podstawowej uczyłem się w Technikum Górniczym, ale dalszą naukę chciałem kontynuować w branży elektrycznej czy elektronicznej. Ostatecznie jednak tak się stało, że ukończyłem Wydział Górniczy Politechniki Śląskiej i w 1984 r. podjąłem pracę w kopalni „Borynia”. Jestem tu do dzisiaj, z roczną przerwą na odbycie służby wojskowej.
Kopalnia Borynia nie jest łatwą do kierowania, a ostatnio problemów z realizacją wydobycia tutaj nie brakowało. Nie zniechęcało to Pana?
- To prawda, kopalnia jest trudna, a w spółce krążą opinie, że jest jedną z najtrudniejszych do kierowania. W tym samym złożu jedna ściana wydobywcza idzie dobrze, a z drugą są problemy. Nieprzewidywalność tego, co może się przydarzyć w trakcie eksploatacji, to nasza bolączka. Moim atutem jest to, że pracuję w Borynii od początku kariery zawodowej i poznałem tę kopalnię bardzo dobrze. Mam nadzieję, że wraz z zespołem moich współpracowników uda mi się obecną, trudną sytuację opanować. Są już oznaki, że będzie lepiej.
Problemy z wydobyciem w kopalni Borynia już się kończą?
- W funkcjonowaniu każdej kopalni są okresy lepsze i gorsze. Związane jest to częściowo ze złożem. Prawie nigdy się nie zdarza, że kopalnia zaczyna wydobycie węgla na jednym pokładzie i na nim kończy. Przepisy prawa górniczego mówią, że pokłady trzeba wybierać po kolei, żeby nie zniszczyć złoża. Chodzi też o to, żeby kopalnia istniała jak najdłużej i dawała ludziom zatrudnienie. Dlatego w Borynii wybieramy również pokłady cieńsze, przerostowe. Jest to kosztowne, bo jest dużo kamienia, trudno się je urabia. My mieliśmy dwa takie pokłady słabe jakościowo i stąd wynikły perturbacje z wydobyciem. Już prawie je wybraliśmy i dochodzimy do lepszych pokładów. W przyszłym roku będziemy mieli trzy ściany w pokładach z węglem o bardzo dobrej jakości, gdzie jest mało kamienia i zanieczyszczeń. Mam nadzieję, że to nas pociągnie, jak dobra lokomotywa.
Z tego, co Pan mówi, można wnioskować, że problemy, które kopalnia miała, nie były zaskoczeniem. Wiedzieliście, że wchodzicie w te słabe pokłady i musicie je wybrać.
- Tak, wciąż jeszcze je wybieramy, wydłużając tym samym byt kopalni. Gdybyśmy tego nie robili i wybierali tylko dobre pokłady, to za pięć, dziesięć lat złoże byłoby wyczerpane, a kopalnię trzeba by zamknąć, bo nie byłoby w niej węgla. W tej chwili wiemy, że zgodnie z najnowszą strategią Jastrzębskiej Spółki Węglowej, Borynia będzie funkcjonowała jako kopalnia zespolona z Zofiówką i kopalnią Jas-Mos. Wiemy, że to kiedyś nastąpi. Ale jeżeli będzie dobra cena węgla, a my będziemy dobrze pracować, to ten moment nastąpi później.
Chodnik, który ma Borynię połączyć z Zofiówką już jest drążony.
- Przekop jest drążony z dwóch kierunków. Tak więc połączenie technologiczne wkrótce nastąpi wyrobiskiem podziemnym.
Z kopalnią jest Pan związany od ponad 20. lat. Wśród współpracowników ma Pan zapewne wielu kolegów. To ułatwia, czy utrudnia pracę?
- Te znajomości i, wytworzone prze wiele lat wspólnej pracy, więzi, czasem przeszkadzają w podejmowaniu trudnych decyzji. Ale mogę powiedzieć, że nie mam z tym problemów. Moi współpracownicy znają się na swojej pracy i wiem, że mogę na nich polegać.
Czy odejścia fachowców na emerytury utrudniają pracę kopalni?
- Fachowców zaczyna nam brakować. Staje się to coraz bardziej odczuwalne. Ale jest zielone światło, żeby zatrudniać nowych pracowników. Brakuje nam przede wszystkim ludzi do brygad zbrojeniowo-likwidacyjnych. Mamy krótkie wybiegi ścian i żeby rytmicznie pracować, musimy wykonać sześć do siedmiu zabudów nowych ścian i likwidacji w ciągu roku. To są prace trudne, wymagające dużego doświadczenia i fachowości od ludzi. A ci doświadczeni pracownicy nam się wykruszają.