fot: bumar.com
Bumar-Łabędy boryka się z finansowymi kłopotami
fot: bumar.com
\"Gazeta Wyborcza\" ujawniła, zamiast należnych 1,95 proc. PKB na siły zbrojne przekazano tylko 1,67 proc. Nie osiągnięto także ustawowego współczynnika, zgodnie z którym 20 proc. budżetu MON powinno zasilić program unowocześnienia armii - w praktyce wskaźnik był o proc. niższy.
Formalnie daje to podstawę do postawienia przed Trybunałem Stanu ministra odpowiedzialnego za złamanie ustawy. \"Gazeta\" zastanawia się, czy odpowiadać powinien a to minister obrony, czy może minister finansów.
Ustawa o modernizacji sił zbrojnych RP z 2001 roku wypełnia zalecenie NATO a jej złamanie grozi upadkiem polskiego przemysłu zbrojeniowego. Wydatki przewidziane w ustawie na unowocześnienie armii polegają bowiem głównie na zakupach nowego sprzętu: transporterów Rosomak, rakiet przeciwpancernych i morskich oraz śmigłowców.
\"Gazeta Wyborcza\" napisała, że ministerstwo finansów od dawna próbowało naruszyć przywilej MON gwarantowanej wysokości finansowania. Ostatnio w związku z kryzysem gospodarczym rząd wysyła sygnały o możliwości zmiany ustawy, o właśnie w MON można szukać największych oszczędności.
Były minister finansów Mirosław Gronicki nie ma złudzeń. Jeśli rząd chce oszczędzić 17 mld zł, nie da się tego zrobić \"na spinaczach\". - Takie oszczędności można uzyskać, rezygnując z modernizacji armii, policji - twierdzi rozmówca \"GW\".
Bogdan Klich daje do zrozumienia, że nie uzgadniano z nim ewentualnych zmian: - Nic nie słyszałem o tym, aby rząd przygotowywał nowelizację ustawy o modernizacji sił zbrojnych - powiedział \"Gazecie\" i odesłał reporterów do resortu finansów.
Szef komisji oborny poseł SLD Janusz Zemke przewiduje, że zmiana ustawy modernizacyjnej oznaczać będzie \"koniec polskiego przemysłu obronnego, któremu składa się zamówienia, a także ministra Klicha\".