Urzędy górnicze trzeba wzmacniać, a nie dezawuować
fot: Krystian Krawczyk
Były wicepremier, minister gospodarki i prezes WUG Janusz Steinhoff otrzymał wyróżnienie za promocję integracji europejskiej
fot: Krystian Krawczyk
Czy - Pana zdaniem - nie należałoby zmienić usytuowania WUG w strukturze centralnych urzędów państwa?
- W okresie, kiedy ja kierowałem urzędem, był on podległy prezesowi Rady Ministrów. To powodowało, że byłem prezesem niezależnym. Między mną, a ministrem - wtedy - przemysłu i handlu, bądź środowiska bardzo często pojawiały się różnice zdań. To naturalne. Zawsze powtarzałem wtedy adwersarzom moje credo, że na ołtarz bezpieczeństwa trzeba położyć i ekonomię, i gospodarkę złożem. Dlatego byłem i pozostaję zdecydowanym zwolennikiem powrotu do rozwiązania, sytuującego prezesa WUG w orbicie szefa rządu.
Zmiana tego podporządkowania nastąpiła już przecież w okresie rządu Jerzego Buzka.
- I wtedy nie byłem apologetą tego rozwiązania. Ale - w ramach reformy administracji - zrodziła się tendencja do wyprowadzania wszystkich urzędów centralnych spod nadzoru prezesa RM. W tej sytuacji uważałem, że - skoro nie premierowi - najfortunniejszym rozwiązaniem będzie podporządkowanie prezesa WUG ministrowi spraw wewnętrznych i administracji. To rozwiązanie - jak się później okazało - też, niestety, nie było najlepsze. Po jednej z katastrof w kopalni urzędnicy z resortu spraw wewnętrznych poczuli się odpowiedzialni za bezpieczeństwo w górnictwie i zaczęli ingerować w kontrole. A przecież na tym trzeba się znać.
Przyszedł kolejny rząd, i kolejna wolta w położeniu WUG.
- Już w czasie przygotowywania ustawy, która miała spowodować podporządkowanie urzędu ministrowi środowiska, wysłałem list do premiera Jarosława Kaczyńskiego. Zwracałem w nim - powołując się na własne doświadczenie - uwagę na nieracjonalność tego pomysłu. Niestety, pan premier Kaczyński nie podzielił mojej opinii. Nie otrzymałem nawet jakiejkolwiek odpowiedzi.
W czym tkwi atut rozwiązania, przy jakim tak Pan obstaje?
- Prezes WUG - i, generalnie, urzędy górnicze - musi mieć zdecydowanie bardzo mocną pozycję w państwie. Przecież on cały czas wchodzi w konflikty. Ludzie - w powodzi medialnego szumu, jakiego jesteśmy świadkami choćby teraz po dramacie w ,,Śląsku\" - o tym nie wiedzą. Mało kto wie na przykład, że urzędy górnicze przeprowadzają rocznie około 3 tys. kontroli, że w ich następstwie jest podejmowanych przeszło 2 tys. decyzji zatrzymujące określone roboty. Przecież zdarza się, że inspektor Okręgowego Urzędu Górniczego swoim postanowieniem zatrzymuje pracę ściany, która stanowi niekiedy o połowie całości wydobycia kopalni. Ludzie nie wiedzą, że w sytuacjach kiedy w grę wchodzi zagrożenie życia i zdrowia pracowników, urzędy górnicze kierują bardzo dużo spraw do prokuratur. Potrzeba więc nie dezawuowania urzędów górniczych, ale, przeciwnie, ich wzmacniania, nawet w sferze werbalnej. W tym kontekście niektóre ostatnie wypowiedzi wysokich rangą członków rządu uważam za co najmniej niezręczne. Za taką niezręczność uważam m. in. wypowiedź pana wicepremiera Grzegorza Schetyny o potrzebie nadzoru urzędów górniczych przez urzędników z Warszawy. Toż to absurd. Na tym trzeba się znać.
Czy dostrzega Pan potrzebę takiej nowelizacji prawa, by zwiększyć uprawnienia i możliwości urzędów górniczych?
- Jestem przekonany, że prezes WUG ma dostateczne uprawnienia. Powinien mieć więcej pieniędzy na zlecanie ekspertyz w sytuacjach, kiedy są one konieczne. Czasami pojawia się bowiem niezręczność, kiedy są one finansowane przez kopalnie. Być może trzeba by rozbudować sankcje. Są one dziś za mało dolegliwe. Myślę zwłaszcza o mandatach. Represyjna działalność urzędów powinna być zdecydowanie mocniejsza. Powtarzam zatem: urzędy górnicze powinny być dobrze wyposażone i twardo działające. I - co niesłychanie ważne - nie powinny ich dotykać jakiekolwiek naciski.