URE łapie prąd na smycz
Deklaracja Mariusza Swory, nowego prezesa Urzędu Regulacji Energetyki (URE), że cofnie decyzję poprzednika o uwolnieniu cen energii, nie była dla rynku wielką niespodzianką. Branża mogła się z tym liczyć już od chwili gwałtownego odwołania z tej funkcji Adama Szafrańskiego. Poprzedni prezes URE poległ z ręki premiera po 10 dniach od chwili ogłoszenia, że zdejmie z firm handlujących energią obowiązek zatwierdzania taryf w urzędzie - napisal \"Puls Biznesu\".
Mariusz Swora przekonywał wczoraj, że jest apolityczny, a cofnięcie decyzji o uwolnieniu cen nie było warunkiem objęcia przez niego posady. Ale z deregulacji rynku energii oczywiście zamierza się wycofać.
Przed odwołaniem Adam Szafrański zdążył wydać aż 158 indywidualnych decyzji administracyjnych zwalniających spółki obrotu energią z obowiązku przedstawiania taryf do zatwierdzenia. Trafiły do 14 dużych spółek powiązanych kapitałowo z operatorami sieci dystrybucyjnych oraz do całej rzeszy firm z obszaru energetyki przemysłowej.
Wszyscy zgodnie twierdzą, że w sferze deregulacji cen energii panuje nieprzeciętny bałagan prawny. Vattenfall Poland na przykład uważa, że taryfowanie go nie obowiązuje, odkąd rozdzielił działalność dystrybucyjną od obrotu energią. Spółka szwedzkiego koncernu dostała decyzję Adama Szafrańskiego o zwolnieniu z taryf, ale uważa, że nie była ona konieczna. To tylko problem prawny, a pozostają jeszcze twarde realia ekonomiczne. Ceny muszą rosnąć, bo rosną koszty. Jak prezes URE poradzi sobie z tym problemem?