fot: Ośrodek Karta
Z około 3 tys. zatrudnionych przy wydobywaniu rudy uranu żyje dziś 350
fot: Ośrodek Karta
Pierwsze poszukiwania rud uranu – w poniemieckich Sudetach – Sowieci rozpoczęli zaraz po zajęciu Śląska w 1945 r. Pod nadzorem NKWD prowadziło je sowieckie przedsiębiorstwo „Kuźnieckie Rudniki” z siedzibą w Janowicach Wielkich, które pod koniec lat 50. przekształcono w polskie przedsiębiorstwo „Zakłady Przemysłowe R-1” (działające do 1972 r.) - napisał dr Łukasz Jastrząb w \"Tygodniku Powszechnym\".
Wydobycie odbywało się – podobnie jak w Niemczech Wschodnich – pod nadzorem NKWD, a całkowity urobek wywożono do ZSRR, m.in. samolotami z lotniska w Legnicy.
Rudę wydobywano i przetwarzano w ogromnej tajemnicy. Wszelkie ślady po wyrobiskach, urządzeniach, przetwórniach niszczono, zatapiano lub – jak w przypadku całego miasteczka Miedzianki – wysadzano w powietrze. Podczas okresu eksploatacji wydobyto łącznie 700 ton rudy uranu. Musiano w tym celu wybić 40 sztolni, wydrążyć 36 szybów i ponad 270 km wyrobisk górniczych, usuwając 1,5 mln ton skał.
Kopalnie uranu znajdowały się m.in. w Kowarach (które były wtedy „miastem zamkniętym”), Stroniu Śląskim, Podgórzu, wspomnianej Miedziance, Górach Izerskich oraz koło Lądka Zdroju – w Kletnie. Niewielkie złoża wydobywano w okolicy Kielc: w kopalni pirytu w Rudkach. Do prac przy uranie skierowano 10. batalion (Jednostka Wojskowa nr 2930) i 11. batalion (JW 1466), które jako 10. Brygada Pracy w latach 1950-51 pracowały dla Przedsiębiorstwa Państwowego „Kowarskie Kopalnie”. Liczyła ona prawie 3 tys. ludzi.
Jedną z najbardziej tajemniczych kopalń była Miedzianka, istniejąca w latach 1948-52 i nazywana „gułagiem”. Świadkowie twierdzą, że niepokorni, podejrzani politycznie lub mało wydajni górnicy mieli być zabijani strzałami w potylicę lub zrzucani do szybów przez strażników z NKWD.
Z około 3 tys. żolnierzy zatrudnionych przy wydobywaniu rudy uranu żyje dziś 350; prawie wszyscy są inwalidami. Pozostali zmarli przedwcześnie: na pylicę, krzemicę czy choroby nowotworowe, wywołane kontaktem z materiałem radioaktywnym. Warunki pracy w kopalniach uranu stanowiły bowiem śmiertelne zagrożenie dla ludzi.
Według byłego lekarza wojewódzkiego i inspektora orzecznictwa przy oddziale ZUS w Kamiennej Górze, do dziś nie zrobiono nic, aby naprawić ludzkie krzywdy. Dawniej przeszkodą była tajemnica i brak dokumentacji, którą zabrali Rosjanie – teraz brak odpowiednich przepisów. Innym problemem są hałdy odpadów z kopalń, które np. w Kowarach i Szklarskiej Porębie stanowią zagrożenie dla zdrowia mieszkańców.
Wojskowe Bataliony Górnicze zaczęto likwidować po „odwilży” 1956 r.; ostatni rozformowano w 1959 r. W 2001 r. powstał „Raport z badań byłych żołnierzy-górników”.