UOKiK: Aż 16 modeli czujników przeszło badania w specjalistycznym laboratorium

fot: Krystian Krawczyk

Do ogrzewania pomieszczeń wykorzystywano głównie paliwa stałe, a zwłaszcza węgiel kamienny. To jest wyjątkiem w Unii Europejskie

fot: Krystian Krawczyk

Inspekcja Handlowa zweryfikowała 167 wykrywaczy tlenku węgla oferowanych przez 84 przedsiębiorców. Ponad 25 proc. z nich jest źle oznakowanych. Jeden ze zbadanych czujników stwarzał realne zagrożenie - nie alarmował, gdy ulatniał się tlenek węgla - informuje UOKiK.

UOKiK przypomina, że tlenek węgla, inaczej czad, to silnie trujący gaz, nazywany „cichym zabójcą”. Jest bezbarwny, bezwonny i pozbawiony smaku – dlatego tak trudno wykryć go samodzielnie. Brak okresowych przeglądów przewodów kominowych oraz wentylacyjnych, niesprawne urządzenia grzewcze lub nieprawidłowa ich eksploatacja mogą być przyczyną poważnego zatrucia, a nawet śmierci. Dlatego trzeba pamiętać, aby w pomieszczeniach instalować wykrywacze tlenku węgla, które w porę ostrzegą nas przed zagrożeniem.

- Inspekcja Handlowa skontrolowała 167 modeli czujników. Zakwestionowała 42 modele spośród nich, z czego w 1 przypadku pracownicy IH stwierdzili, że czujnik nie włącza się, gdy ulatnia się tlenek węgla. Najwięcej nieprawidłowości dotyczyło oznakowania i instrukcji użytkowania. Brakowało w nich m.in. ważnych dla konsumentów oznaczeń i ostrzeżeń np. przez jaki maksymalny czas można używać urządzenie lub że czujnik musi instalować fachowiec - czytamy w nadesłanej informacji prasowej.

Aż 16 modeli czujników przeszło badania w specjalistycznym laboratorium. Specjaliści sprawdzali, czy przy wysokim progu alarmowym, czyli stężeniu CO 300 ppm (ang. parts per million – liczba cząsteczek CO w 1 mln cząsteczek powietrza) alarm uruchamia się w odpowiednim czasie. Powinien on włączyć się, zanim miną trzy minuty. W trakcie badań jeden model czujnika nie zadziałał. Efektem kontroli jest dwanaście wystąpień pokontrolnych oraz jedno postępowanie administracyjne. Wadliwy czujnik wycofano ze sklepu, ponadto przedsiębiorca usunął przyczyny nieprawidłowości i naprawił produkt.

UOKiK przypomina, że w porównaniu do wcześniejszych kontroli czujników liczba wykrywanych nieprawidłowości jest mniejsza. Poprzednio do badań laboratoryjnych skierowane zostały próbki 7 modeli czujników czadu, z czego wszystkie były kwestionowane z uwagi na niewłaściwe zadziałanie progów alarmowych.

Detektory tlenku węgla to urządzenia do użytku domowego, które zaalarmują nas, gdy w pomieszczeniu pojawi się czad.

Przy zakupie czujnika zwróć uwagę na: Typ czujnika - typ A – emituje alarm wizualny i dźwiękowy, a także może doprowadzić do uruchomienia wentylacji. Typ B - tylko emituje alarm wizualny i dźwiękowy. Rodzaj zasilania - detektory czadu mogą być zasilane na baterie lub z domowej sieci elektrycznej. Jeśli często masz awarie prądu, wybierz czujnik na baterie. Normę - czujnik powinien być oznakowany nazwą normy PN-EN 50291-1:2010/A1:2013-05. Przedsiębiorca poświadcza w ten sposób, że przeprowadził badania czujnika pod kątem wymagań bezpieczeństwa. Instrukcję użytkowania - musi być napisana po polsku i zawierać pełne, jednoznaczne i dokładne informacje dotyczące instalacji, prawidłowego działania oraz regularnego sprawdzania urządzenia. Dowiesz się z niej też, co robić w razie alarmu i jak rozpoznać ewentualną awarię czujnika.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Nadzór górniczy i przedsiębiorcy stają przed kolejnymi wyzwaniami

Przepisy rozporządzenia metanowego spędzają sen z powiek menedżerom spółek węglowych. Górnictwo coraz silniej zależy od systemów teleinformatycznych, automatyki przemysłowej, systemów sterowania, łączności, monitoringu zagrożeń naturalnych oraz infrastruktury IT/OT.

Według prognoz KE, polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE

Komisja Europejska prognozuje, że polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE - podkreśliło Ministerstwo Finansów w komentarzu do prognoz KE. Bruksela spodziewa się wzrostu PKB Polski w 2026 r. na poziomie 3,5 proc.

Miliardy z ETS w worku bez dna. Jak rząd Morawieckiego przejadł pieniądze na transformację

Temat unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) od lat budzi w Polsce ogromne emocje. Przez jednych nazywany „unijnym podatkiem od CO2”, przez innych „klimatyczną kroplówką dla budżetu” – system ten stał się centralnym punktem debaty o polskiej energetyce i kosztach życia. Stał się też tematem protestu związkowego (20 maja w Warszawie) wielu branż, dla których jest kamieniem u szyi. Prezydent Karol Nawrocki proponuje m.in. w jego sprawie przeprowadzić ogólnokrajowe referendum. Problem w tym, że udział w proteście brali też politycy prawicy, którzy za przyjęcie tego systemu odpowiadają, ale próbują to wymazać z publicznej świadomości. Ponad 85-90 proc. z ponad 130 mld zł „rozpłynęło się” w ogólnym worku budżetowym, służąc do finansowania bieżących obietnic politycznych i osłon socjalnych. Na energetykę poszło – 1,3 proc. tej kwoty.

Niższy wzrost PKB i wyższa inflacja wpływają na rynek pracy

Niższy wzrost PKB i wyższa inflacja negatywnie wpływają na rynek pracy - napisali ekonomiści Banku Pekao w komentarzu do danych GUS. Ich zdaniem, ten wpływ będzie także widoczny w roku przyszłym.