Czy skala tegorocznych podwyżek, ustalonych w podpisanym porozumieniu, jest do zaakceptowania przez Radę Nadzorczą?
Mogę wypowiadać się tylko w swoim imieniu, ponieważ Rada jeszcze tego porozumienia nie analizowała. Cieszę się, że uniknęliśmy najgorszego. Strajk generalny byłby dramatem nie tylko dla Kompanii, ale także dla całego sektora energetycznego i procesu restrukturyzacji. Zostało nam około 20 procent założeń restrukturyzacji do spełnienia i byłoby niepowetowaną stratą, gdyby nie można było ich zakończyć.
Rada Nadzorcza, podobnie jak zarząd Kompanii, miała pełną świadomość konieczności podwyżek wynagrodzeń. Zaczynało nam brakować ludzi do pracy pod ziemią. Nastąpiła deprecjacja płac górników w stosunku do innych grup zawodowych. Rynek wypłukiwał nam najlepszych fachowców, dla których Kompania nie była atrakcyjnym pracodawcą.
Czy Kompania będzie w stanie udźwignąć zobowiązania płacowe?
Jestem przekonany, że tak, Kompania poradzi sobie z tym, jeżeli nie nastąpią jakieś nadzwyczajne sytuacje. Bardzo starannie liczyliśmy, że średnia płaca w bieżącym roku może wzrosnąć do 5100 zł. Z przyjętych ustaleń wynika, że będzie o 100 złotych większa. Gdy pomnożymy to przez 12 miesięcy i 64 tysiące zatrudnionych, to robi się wielka kwota. Kompania to ogromna firma i magia wielkich liczby robi wrażenie.
Można jednak postawić inaczej pytanie: czy zarząd mógł upierać się, że wzrost wynagrodzeń musi być na zakładanym poziomie, czyli o 100 mln mniej od wynegocjowanego. Pamiętajmy jednak, że to były twarde rozmowy, które wymagały elastyczności i dążenia do kompromisu, ponieważ mogło dojść do eskalacji protestu. Negocjacje odbywały się pod presją strajku generalnego. Zarząd miał bardzo ciężki dylemat i udało się go rozwiązać.
Krążą pogłoski, że tegoroczna pomoc publiczna dla Kompanii pójdzie na płace, czy to prawda?
Niektórzy nie wiedzą, co mówią lub mylą fakty. 416 milionów dotacji, które ma dostać Kompania, to nie jest jakaś ekstra darowizna, lecz stare zobowiązanie rządu na restrukturyzację i likwidację niepotrzebnych wyrobisk. Kompania miała na to otrzymać 2,5 miliarda złotych (dokapitalizowania oraz dotacji budżetowej) i wspomniane 416 milionów jest brakującą kwotą do wymaganego zobowiązania rządu.
Proszę zestawić 200 milionów złotych na inwestycje początkowe, które Kompania ma otrzymać z 130 milionami, które musi wydać na posiłki regeneracyjne. Wtedy widać skalę problemu. Pieniędzy na podwyżki płac nikt Kompanii nie da, sama musi je wypracować. Może natomiast pojawić się problem natury formalnoprawnej. Mianowicie, Kompania, podobnie jak inne przedsiębiorstwa sektora państwowego, musi respektować wskaźnik ponadnormatywnego wzrostu wynagrodzeń, który jest co roku ustalany przez Komisję Trójstronną.
Tak zwany popiwek, kiedyś miał swoje racjonalne uzasadnienie, dziś powoduje niezamierzone reperkusje w funkcjonowaniu przedsiębiorstw. Na razie nie wiemy, czy tegoroczny wskaźnik przysporzy kłopotów. Zapewne strajk generalny przyniósłby bez porównania większe dramaty społeczne, gospodarcze i polityczne niż rozwiązywanie ewentualnego problemu wskaźnikowego.