Umowie ACTA mówię nie!

fot: ARC

- Umowa ACTA była sporządzona pod dyktando wielkich globalnych korporacji, w tym firm komputerowych, które w 2005 roku przegrały w Parlamencie Europejskim , a teraz szukają okrężnych dróg, by walczyć o swój interes - uważa prof. Adam Gierek

fot: ARC

Portal górniczy nettg.pl zapytał prof. Adama Gierka, posła do Parlamentu Europejskiego, co sądzi o umowie ACTA?

- Porozumienie ACTA podejmuje w swej istocie trzy bardzo ważne kwestie dotyczące: prawa handlowego opartego na zastrzeżonym prawie do korzystania z towarowego znaku firmowego. Na rynku często bowiem pojawiają się podróbki identyczne do oryginałów opatrzone analogicznymi lub podobnymi znakami, co traktowane jest jako złamanie praw własności intelektualnej. Praw internautów do poruszania się w środowisku cyfrowym - Art. 27 oraz praw twórców do korzyści finansowych z udostępniania rynkowego ich dzieł: muzyki, filmów, prac naukowych i innych, które zostały zabezpieczone przy pomocy "skutecznych środków technicznych".

O ile kwestia pierwsza i trzecia nie budzą większych zastrzeżeń, choć wymagają doprecyzowania, to "zakamuflowany" w całym dużym przecież tekście mały rozdzialik zawierający Art. 27 może budzić wątpliwości, w szczególności zaś punkt 4, w którym zobowiązuje się dostawcę usług internetowych do kontroli i ujawnienia posiadaczowi praw autorskich zidentyfikowanego sprawcy. Czy nie dojdzie do naruszania prawa do ochrony danych osobowych? Czy nie ma innej metody prowadzenia kontroli i realizowania bardziej praworządnych środków ochrony przed ukrytymi w przestrzeni wirtualnej sprawcami?

Nie do przyjęcia jest punkt 6, kiedy mowa o obchodzeniu "skutecznego środka technicznego" oraz urządzeń, które "głównie", ale przecież nie tylko, służą temu obchodzeniu dzięki "programom komputerowym" w nich zawartych. Własne lub przyjęte przez internautów programy komputerowe tak długo nie mogą być zakazane, jak długo nie zostanie udowodnione, że w krajach UE zostało zarejestrowane w Urzędach Patentowych copyright na nie. To jednak winien udowodnić najpierw autor programu.

Pragnę przypomnieć, że PE w 2005 roku odrzucił w II czytaniu sprawozdanie komisji prawnej dotyczące "zdolności patentowej wynalazków realizowanych przy pomocy komputera". Był to wówczas projekt przygotowany przez Michela Rocard'a, z którym aktywnie współpracowałem. Uważaliśmy, że proponowane zmiany naruszałyby konwencję patentową z 1973 roku. Co to oznacza?

Oznacza to, że programy komputerowe nie mogą być patentowane. Oznacza to ponadto, że wielkie firmy komputerowe, głównie amerykańskie - producenci komputerów, tabletów, IPhonów, które nie udostępniając kodów źródłowych chciałyby zabronić naszym informatykom wykorzystanie tych urządzeń do opracowywania nowych, innowacyjnych programów komputerowych, także stosowanych w Internecie. Czy może zatem zdolny informatyk opracować jakąś nową, praktyczną aplikację na urządzeniu jakiejś firmy? Myślę, że nie można mu tego zakazać, chyba, że ktoś inny okaże się właścicielem prawa autorskiego na ten program. Hamowałoby to innowacyjność, na przykład w zakresie nowych aplikacji informatycznych.

Ba, jeśli nikt się nie okaże autorem tego programu, to wszelkie prawa autorskie należy przyznać temu informatykowi, a nie na przykład firmie produkującej urządzenia.

Posłużę się analogią. Jeśli kupię samochód, to niewątpliwie mogę go tak przerabiać, jak mi się podoba, oczywiście tracąc gwarancję. Istotne nowinki, które wprowadzę, np. materiałowe, mogą być przedmiotem mego zgłoszenia patentowego.

Podobnie rzecz się ma z komputerem, kiedy posłuży mi do opracowania jakiegoś programu komputerowego, przy czym w Urzędzie Patentowym mogę zastrzec swoje pierwszeństwo do stosownych praw autorskich.

Mamy zdolnych informatyków, o czym świadczy wartość sprzedaży programów w ub. roku w wysokości około 4 miliardów zł.

Umowa ACTA była sporządzona pod dyktando wielkich globalnych korporacji, w tym firm komputerowych, które w 2005 roku przegrały w Parlamencie Europejskim (w USA patentuje się programy komputerowe), a teraz szukają okrężnych dróg, by walczyć o swój interes i, ograniczając dostęp do Internetu, wprowadzić praktyczny monopol na programy komputerowe. Z umowy ACTA trzeba wydzielić oczywistą sprawę podróbek i zająć się szczegółowo prawami autorskimi w Internecie i ich ochroną, przy uwzględnieniu zarazem potrzeby dostępu do wolnego oprogramowania - open source.

Nie ma miejsca na piractwo w przestrzeni wirtualnej, ale walka z nim wymaga innowacyjnych działań prawnych oraz kosztownych rozwiązań technicznych, czego niewątpliwie mogliby się podjąć nasi informatycy.

Ponieważ umowa ACTA nie może być ze względów formalnych poprawiona, to należy ją bezwzględnie odrzucić, gdyż może utrudniać internautom dostęp do dóbr kultury, a w tym np. do tzw. "dzieł osieroconych". Nie dość tego, może się okazać niezwykle niekorzystna dla gospodarki europejskiej.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Inflacja do końca roku pozostanie w przedziale 3,0-3,5 proc.

Wskaźniki inflacji CPI i bazowej do końca 2026 r. powinny utrzymywać się w przedziale 3,0-3,5 proc. rdr, a RPP prawdopodobnie odłoży decyzje o zmianach stóp procentowych do czasu większej klarowności perspektyw inflacji - ocenili ekonomiści Pekao po piątkowej publikacji danych GUS.

Polscy przewoźnicy zdominowali drogowy transport towarów w UE

Przewoźnicy z Polski odpowiadają za ponad 20 proc. drogowego transportu towarów w krajach Unii Europejskiej – wynika z danych Eurostatu opublikowanych w piątek, 31 lipca 2026 r. Przewożą najwięcej w całej UE.

Minister Grzegorz Wrona o JSW: Dyskusja z 83 związkami zawodowymi zaczyna być problemem

Wiceminister aktywów państwowych Grzegorz Wrona brał udział w posiedzeniu sejmowej komisji ds. energii, klimatu i aktywów państwowych, która była poświęcona aktualnej sytuacji Grupy Kapitałowej JSW. - Pozwalam sobie na takie pierwsze w życiu moje wystąpienie polityczne, ponieważ bardziej jestem znany z tego, że zajmuję się gospodarką, a nie polityką. Chcę powiedzieć jedno. Zanim posłowie będą nas krytykować, chciałbym również słyszeć w tej krytyce rozwiązania i pomoc - mówił podczas posiedzenia komisji.

Zabrze z dofinansowaniem 7,2 mln zł. Przebudowa ważnego skrzyżowania coraz bliżej

Miasto Zabrze otrzymało 7,2 mln zł z rezerwy subwencji Ministerstwa Infrastruktury na 2026 rok na rozbudowę układu drogowego w rejonie skrzyżowania ul. Tarnopolskiej i Składowej. To kluczowy krok w kierunku rozpoczęcia jednej z najbardziej oczekiwanych inwestycji w północnej części miasta, która ma znacząco poprawić bezpieczeństwo i płynność ruchu.