TVN24: Czego nie zobaczyli kontrolerzy WUG?
WUG utrzymuje, że przeprowadził w \"Wujku\" kilka kontroli i nie wykazały one nieprawidłowości. Informator TVN24 twierdzi, że o planowanej wizycie inspektora WUG wiedzieli wszyscy górnicy, którzy mieli zostać tego dnia skontrolowani. Na odprawie polecono im zabrać na dół trzy lutnie (rury do wentylacji - przyp. red.). Kazano się im spieszyć, bo wiadomo już było, że ktoś doniósł na policję, że w kopalni czujniki wkładane są do nawiewów, by \"polepszyć\" wyniki pomiarów. - Więc zjechaliśmy na dół, montując dodatkowe nawiewy na szybko – relacjonuje mężczyzna.
- Ściana była wietrzona, ale metanu nie dało się stamtąd pozbyć – mówi nam świadek. - W miejscu, gdzie było najwięcej metanu, puszczono więc wodę i zalano część wyrobiska tak, aby pan z WUG-u tam nie wszedł. Było tam wody do kolan. Tyle, że gumiaki by mu się zalały. W związku z tym nie wszedł tam – relacjonuje górnik.
Według jego opisu urzędnik z WUG miał się tam zatrzymać na chwilę i spytać ratowników, czy mają komplet niezbędnego wyposażenia. Jeden z ratowników nie miał obowiązkowego na kopalni \"aparatu ucieczkowego\", za co miał dostać mandat. Urzędnik spisał jego numer identyfikacyjny. Po wyjeździe ratownicy poszli załatwić sprawę mandatu do szefa wentylacji. - No i załatwili sprawę. Mandatu nie było – rozkłada ręce obserwator kontroli.
Większość górników zebrała się w jednym miejscu i dzwoniła co chwilę z pytaniami, czy kontroler wyszedł już z ich rejonu. Według dokumentacji WUG, podczas kontroli największe stężenie, jakie odnotował inspektor wynosiło 1,9 proc. zawartości metanu w powietrzu. Świadek twierdzi, że miał ze sobą swój osobisty miernik ręczny. – Gdy ja szedłem za nim, u mnie wskazywało w pewnych miejscach pomimo wietrzenia nawet 7,8 proc.
Przygotowania do kontroli czasem zajmowały sporo czasu. Z rozmowy z górnikiem wynika, że kiedy na przykład było wiadomo, że WUG będzie kontrolował ilość półek w zaporze przeciwwybuchowej, górnikom polecano budować brakujące półki na nocnej zmianie razem z ratownikami. - Potrafiliśmy w nocy zabudować całą brakującą zaporę czyli około 55 półek - mówi pracownik kopalni.
Jeśli, któraś z kopalnianych maszyn nie spełniała wymogów bezpieczeństwa, oszukiwano inspektorów twierdząc, że maszyna nie działa. Przykładem wymienianym przez górnika jest \"Becker\", czyli kolejka jadąca po torach, wprawiana w ruch liną. - Zawsze gdy jest w kopalni Urząd Górniczy, zostaje zamknięte wejście do napędu takiego urządzenia i kredą pisze się, że urządzenie jest niesprawne. Maszyna nie jest sprawdzana, bo teoretycznie jest uszkodzona i nikt z niej nie korzysta.
Górnicy dla wygody znaleźli swój sposób na uruchomienie kolejki. – Jeździ się „na tzw. diodę” - uśmiecha się nasz rozmówca. Poprzez zwarcie elektryczne wetknięta w odpowiednie miejsce dioda sprawia że kolejka wprawiana jest w ruch. - Kolejki używa każdy kto ma w kieszeni diodę – dodaje.
Mężczyzna, z którym rozmawiała telewizja TVN24, zapowiedział, że w katowickiej prokuraturze odpowie na pytania prokuratorów, dotyczące przebiegu kontroli i przygotowań prowadzonych do górników.