„To ma być przestrzeń do życia, a nie tylko cmentarz”. Robert Ciupa o przyszłości kopalni Wujek
- Po raz pierwszy możemy zamknąć kopalnię w „normalny” sposób. Zazwyczaj po likwidacji zakładu wywozi się wszystko: tokarki, młoty, maszyny. Zostają gołe ściany. My mamy szansę zatrzymać autentyczną tkankę historyczną, której będzie można doświadczyć podczas zwiedzania - mówi Robert Ciupa, dyrektor Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z Wujka w Katowicach.
fot: Katarzyna Kozieł-Jasionowska
Robert Ciupa, dyrektor Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z Wujka w Katowicach
fot: Katarzyna Kozieł-Jasionowska
- Po raz pierwszy możemy zamknąć kopalnię w „normalny” sposób. Zazwyczaj po likwidacji zakładu wywozi się wszystko: tokarki, młoty, maszyny. Zostają gołe ściany. My mamy szansę zatrzymać autentyczną tkankę historyczną, której będzie można doświadczyć podczas zwiedzania - mówi Robert Ciupa, dyrektor Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z Wujka w Katowicach.
Panie dyrektorze, zacznijmy od pytania fundamentalnego: Jaka jest dziś w Polsce wiedza o wydarzeniach w KWK Wujek z 1981 roku? Czy ta historia niesie się poza Śląsk i trafia do młodych ludzi?
To zawsze trudne pytanie. Gdybyśmy przeprowadzili ankietę o tym, co Polacy pamiętają z bitwy pod Grunwaldem, mogłoby się okazać, że ta wiedza jest bardzo powierzchowna. Podobnie jest z pacyfikacją kopalni Wujek. Myślę, że ogólnopolskie wyniki nie byłyby dla nas oszałamiające, ale właśnie po to istnieją takie instytucje jak nasza – aby tę pamięć stale budować. Co kluczowe, musimy to robić w każdym kolejnym pokoleniu. Wystarczy przegapić jedno z nich, by powstała wyrwa w świadomości historycznej. Mimo to uważam, że „marka” Wujek jest wciąż silna. Ludzie pamiętają, że to tutaj walczono o wolność, którą dziś wspólnie się cieszymy.
Spotkałem się ze spostrzeżeniem osoby spoza Śląska, że o kopalni w ogólnopolskiej przestrzeni medialnej słychać w zasadzie tylko w grudniu: Pod Pomnik-Krzyż przyjeżdża prezydent RP, są oficjalne przemówienia, telewizja emituje „Śmierć jak kromka chleba” i filmy dokumentalne, a do kolejnej rocznicy pacyfikacji jest o Wujku znacznie ciszej. Jak trafić z szeregiem całorocznych wydarzeń, za którymi stoi ŚCWiS, do jak najszerszego grona osób?
Każdy miesiąc w polskim kalendarzu historycznym ma swoje symbole. Trudno nam konkurować z narracją o np. Żołnierzach Wyklętych w marcu czy rocznicą pierwszych częściowo wolnych wyborów w czerwcu – to nie jest nasz czas. Naszym miesiącem jest grudzień. Jednak niewątpliwie praca na to, by 16 grudnia pod pomnikiem pojawiły się tłumy i by symbolicznie na minutę zatrzymać miasto, trwa cały rok. Obecnie pod pomnikiem gromadzimy około 1100 uczniów – z każdej z ponad stu szkół delegacja dziewięciu osób uczestniczy w Biegu Dziewięciu Górników. To jest finał naszej całorocznej działalności: konferencji, publikacji i dbania o tożsamość górniczą.
Jesteśmy już po symbolicznym zakończeniu działalności wydobywczej w KWK Wujek. Co ten moment oznacza dla przyszłości ŚCWiS?
To trudny moment dla wszystkich, zwłaszcza dla pracowników Ruchu Wujek. Dla nas to czas wielkiego sprawdzianu. Jesteśmy jedyną instytucją w kraju, która funkcjonowała przy czynnym zakładzie wydobywczym. Potrafiliśmy wejść w to specyficzne, momentami hermetyczne środowisko i wypracować świetną współpracę. Liczymy, że po zakończeniu wydobycia te relacje z Polską Grupą Górniczą i innymi kopalniami zostaną utrzymane, by wspólnie dbać o tożsamość tego miejsca.
Zmiana nazwy Państwa instytucji na Śląskie Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z Wujka to sposób na upamiętnienie nazwy likwidowanej kopalni?
Dokładnie tak, chcemy, aby ta nazwa przypominała o kopalni jako o zakładzie przemysłowym, a jednocześnie w godny sposób upamiętniała naszych bohaterów i samo miejsce wydarzeń.
Co dalej z terenem po KWK Wujek? Pomysłów na jego zagospodarowanie nie brakuje.
To prawda, ale przede wszystkim potrzebny jest operator, który weźmie odpowiedzialność za ten obszar. Od początku postuluję, by zarządzała tym instytucja kultury, a nie zwykła spółka, która w każdej chwili może zostać rozwiązana lub sprzedać grunt. Na terenie kopalni może pojawić się biznes, usługi, a część terenu zapewne przejmie zabudowa mieszkaniowa – to naturalny proces. My jednak zgłaszamy akces do opieki nad częścią industrialną. Skoro już zarządzamy łaźnią łańcuszkową, jesteśmy gotowi na więcej. Chcemy pokazać Wujka jako miejsce, gdzie sacrum pomnika i muzeum łączy się z nowoczesną opowieścią o wolności, którą celebrujemy w przestrzeniach pofabrycznych.
Najważniejsze jest to, że po raz pierwszy możemy zamknąć kopalnię w „normalny” sposób. Zazwyczaj po likwidacji zakładu wywozi się wszystko: tokarki, młoty, maszyny. Zostają gołe ściany. My mamy szansę zatrzymać autentyczną tkankę historyczną, której będzie można doświadczyć podczas zwiedzania.
Wspomniana łaźnia oraz podziemia na poziomie 370 to największe potencjalne atrakcje turystyczne?
Dla mnie osobiście najbardziej fascynująca jest kuźnia z jej kompletnym parkiem maszynowym. Tam wystarczy otworzyć drzwi, by poczuć niesamowity klimat – gwarantuję, że każdy byłby zachwycony. Poziom 370 to również wielka sprawa, choć kosztowna. Rozmowy o jego przekształceniu trwają. To poziom szkoleniowy, więc technicznie jest niemal gotowy do udostępnienia.
Apeluję jednak, byśmy nie zrobili czegoś, czego będziemy żałować. Boję się scenariusza, w którym za ogromne pieniądze zamulimy dół kopalni, a za 10 lat będziemy wydawać kolejne miliony, by go odgruzować i ściągać maszyny z zewnątrz, żeby udawać, jak wyglądała kopalnia. My mamy autentycznego „gotowca”. Dajmy go ludziom.
Wspomniał Pan niedawno o pomyśle otwarcia restauracji w Szybie Lechia. Czy taka funkcja nie będzie się gryzła z martyrologią Wujka?
Skądże znowu! Z Szybu Lechia rozpościera się przepiękny widok na całe Katowice. Restauracja nie gryzie się z martyrologią i trudną historią tego miejsca. To nie jest tak, że tutaj mamy tylko płakać. Są strefy na zadumę, ale są też miejsca, gdzie powinniśmy dziękować za wolność i po prostu się nią cieszyć. To ma być przestrzeń do życia, a nie tylko cmentarz.
Wzorujmy się na Europie Zachodniej – w Zagłębiu Ruhry takie miejsca przyciągają tłumy właśnie dlatego, że są autentyczne. Zawsze podaję też przykład Koloseum: gdybyśmy je obudowali stalą i szkłem, straciłoby swój urok. Kopalnia Wujek musi pozostać autentyczna. Jeśli w szybie będzie restauracja, a tuż obok otworzą się wypożyczalnia rowerów czy siedziba firmy – to świetnie. To ma być żywa tkanka miasta.
Czy rewitalizacja terenu po Wujku nie powinna służyć także tworzeniu nowych miejsc pracy w branżach, w których zatrudnienie mogliby znaleźć również górnicy? Czy nie wymaga tego interes regionu?
Moim zdaniem ciężki przemysł w samym sercu miasta to przeszłość. Wujek jest genialnie położony – blisko centrum, przy autostradzie A4. Zasługuje na to, by stać się wizytówką turystyczną i świetną dzielnicą do mieszkania. Mamy kopalnie położone dalej od centrów i to tam jest miejsce na nową produkcję. Ale oczywiście, jeśli pojawi się inwestor z mądrym pomysłem na strefę przemysłową szanującą dziedzictwo – nie będę protestował.
Jaki jest idealny scenariusz dla Wujka za 10 lat? Miejsce historii i pamięci, ale także miejsce do życia i przestrzeń, której nie zrujnowali deweloperzy?
Historia oceni nas za to, co z tego miejsca zostawimy. Dlatego apeluję: dajmy sobie czas. W Ostrawie czy w Niemczech nie wyburzano wszystkiego od razu po otrzymaniu dotacji na likwidację. Często u nas „likwidacja” oznacza po prostu równanie z ziemią. Nie róbmy tego. Ta przestrzeń wybudowała to miasto, całe osiedla powstały z węgla. Oddajmy sprawiedliwość temu dziedzictwu i ludziom, którzy tu pracowali, pokazując światu, jak wyjątkowe to miejsce.