Tarnów: Forum Inwestycyjne - dyskusja o prywatyzacji w czasie kryzysu
Jak podkreślił wiceminister, plan resortu skarbu państwa pozostaje niezmienny: do 2011 roku ma zostać sprywatyzowane 70 proc. firm, które znajdowało się w portfelu ministra skarbu na początku jego kadencji.
- Aktualnie procesy prywatyzacyjne prowadzone są w około 500 podmiotach, a w 200 zostały już zakończone - zaznaczył Leszkiewicz. Dodał, że w pierwszym półroczu nie udało się znaleźć nabywców dla około 50 firm.
Liczba nieudanych prywatyzacji jest większa niż przed rokiem, co - zdaniem przedstawiciela MSP - jest spowodowane światowym kryzysem gospodarczym.
- Nieustannie powinniśmy jednak dążyć do tego, żeby tego co państwowe było mniej, a tego co prywatne, czyli lepiej zarządzanego, więcej - podkreślił Leszkiewicz.
Przypomniał, że tegoroczny plan prywatyzacji został do tej pory zrealizowany w 35 proc. i przyniósł 3,9 mln zł. Duże oferty, takie jak m.in. prywatyzacja pierwszej grupy Wielkiej Syntezy Chemicznej, Giełdy Papierów Wartościowych czy Enei po konsultacjach z doradcami zostały przesunięte na drugie półrocze tego roku.
Zdaniem Leszkiewicza, z punktu widzenia działań prywatyzacyjnych zmarnowane zostały lata koniunktury 2006-2007.
Jak poinformował podczas dyskusji wiceprzewodniczący Funduszu Mienia Państwowego Ukrainy Oleksandr Potiomkov, plany budżetowe związane z prywatyzacją na Ukrainie zostały w ostatnich latach wypełnione tylko raz - w 2005 roku. W tym roku zakładają one sprzedaż przedsiębiorstw za około 10 mld hrywien, a do tej pory osiągnięto dochody z tego źródła wynoszące ok. 1 mld hrywien. - Jesteśmy prawie pewni, że planu nie wypełnimy - dodał.
Według niego na Ukrainie wciąż trwa dyskusja o prywatyzacji - od ataków, że przedsiębiorstwa są rozkradane i sprzedawane za bezcen, po zarzuty, iż resort niczego nie sprzedaje. W parlamencie pojawiają się projekty ustaw mających całkowicie zablokować sprzedaż firm państwowych.
Potiomkov poinformował, że na Ukrainie jest 2,5 tysiąca przedsiębiorstw, które nie mogą podlegać prywatyzacji. Firmy, które znalazły się na tej liście, praktycznie nie mogą jej opuścić, bo wymaga to zgody większości parlamentarnej i podpisu prezydenta.
Sergey Pyatkov z Komitetu Państwowego ds. Mienia Publicznego Białorusi przyznał, że prywatyzacja w jego państwie nie ma szerokiego zasięgu, a większość sprzedawanych przedsiębiorstw trafia w ręce inwestorów rosyjskich.
- Szukamy nowych dróg i ścieżek. Staramy się stworzyć warunki dogodne dla inwestorów. Przedsiębiorstwa są przestarzałe i wymagają restrukturyzacji, mniejszej energochłonności i pracochłonności - mówił.