Tani ukraiński prąd może ulżyć naszym firmom

Polskie i ukraińskie firmy chcą uruchomić potężny kabel, dzięki któremu do naszego kraju popłynąłby tani prąd znad Dniepru. Projekt blokuje ukraiński rząd. - Sprawa wymaga interwencji premiera Tuska - twierdzą energetycy.

- Można dobrze zarobić. Szkoda tracić okazję - zachęcał wiceprezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych Jerzy Andruszkiewicz podczas odbywającego się kilka dni temu Polsko-Ukraińskiego Forum Energetycznego.

\"Gazeta Wyborcza\" wyjaśnia, że dhodzi o kabel energetyczny łączący Polskę z Ukrainą. Biegnie z elektrowni atomowej w Chmielnickiej do Rzeszowa. Postawiony jeszcze w czasach \"realnego socjalizmu\" łącznik od lat nie działa i wymaga remontu. A polskie firmy mają apetyt na ukraiński prąd. Na razie płynie on tylko kablem Zamość - Dobrotwór, ale to minimalne ilości, które dla obu krajów nie mają żadnego znaczenia. Tym połączeniem już nic więcej nie popłynie - ma ono za małą moc i za niskie napięcie.

Dwa tygodnie temu do Kijowa w poszukiwaniu megawatów pojechał wiceprezes gdańskiej Energi Roman Szyszko. Należąca do skarbu państwa Energa nie ma własnej dużej elektrowni. - Chcemy kupić prąd, chcemy przesłać go do Polski, jesteśmy gotowi do inwestycji w sieć - mówił na forum prezes Energi Mirosław Bieliński. Polacy oczekiwali jasnej deklaracji od przedstawicieli Ukrainy. Ale się zawiedli. - O kablu w ogóle nie będę mówił, bo to sprawa polityczna - stwierdził Mykoła Borysow z ukraińskiego ministerstwa paliw i energetyki, którego wypowiedź przytoczyła \"Gazeta\".

Jak informuje \"GW\" o kabel zabiegają firmy z obu krajów, bo Ukraina ma ogromną nadwyżkę produkcji energii elektrycznej, a u nas coraz bardziej daje o sobie znać jej deficyt. Ceny więc rosną. Od 2008 r., gdy uwolniono ceny prądu dla firm, które zużywają 75 proc. energii elektrycznej w Polsce, zdrożała ona o blisko 90 proc. Dla wielu przedsiębiorstw był to szok - firmy małe i duże zaczęły protestować. Załoga Huty Stalowa Wola demonstrowała przed siedzibą dostawcy energii w Rzeszowie, domagając się obniżki cen.

Na Ukrainie sytuacja jest odwrotna - dramatycznie spadł popyt na prąd, bo wskutek kryzysu wielkie zakłady przemysłowe ograniczają produkcję. Ukraińskie firmy chciałyby więc sprzedać energię do Polski. A do tego potrzebny jest kabel. Można by go wyremontować w rok. Miałby moc przesyłową ok. 1200 MW - dla porównania dwa bloki energetyczne zbudowane w ciągu ostatnich kilku lat w Polsce - Pątnów II i Łagisza mają razem ponad 900 MW. Inwestycja w kabel kosztowałaby kilkaset milionów złotych, nowy blok o mocy 1200 MW jest wart 6-8 mld zł - podała \"Gazeta\".

W naszym kraju za megawatogodzinę w hurcie trzeba zapłacić 220-240 zł. Ukraińcy mają tani prąd z elektrowni atomowych, a ich elektrownie węglowe nie płacą jak polskie za uprawnienia do emisji CO2. Ukraina eksportuje więc prąd po blisko 50 dol. za MWh, czyli poniżej 200 zł.

Dlaczego Kijów nie chce remontować kabla do Rzeszowa? Ukraina chce dołączyć do europejskiego systemu energetycznego zwanego UCTE. Dziś należy do innego systemu, łączącego kraje dawnego ZSRR. Dzięki połączeniu z UCTE, zwanym fachowo synchronicznym, Ukraina mogłaby odłączyć się od Rosji. Kabel z Rzeszowa do Chmielnickiego to tzw. wstawka na prąd stały, która pozwala Ukrainie mieć zarówno połączenie z Rosją, jak i z UE. Ukraińcy boją się, że po wybudowaniu kabla Polska straci zainteresowanie włączeniem Ukrainy do systemu krajów UE. Andruszkiewicz zapewnia, że wcale tak nie jest. - Połączenia na prąd stały buduje się nawet w krajach, które już mają połączenia synchroniczne - tłumaczy. - Taki łącznik budują teraz np. Francuzi i Hiszpanie.

Najnowszy raport UCTE ? możliwościach połączenia systemów UE i byłego ZSRR mówi, że wstawki na prąd stały są na razie najlepszym rozwiązaniem. W dodatku Ukraina rozpaczliwie potrzebuje dziś twardej waluty, żeby stabilizować kurs hrywny i zmniejszyć deficyt handlowy, a za importowany prąd polskie firmy płaciłyby w dolarach lub euro. - Na budowę połączenia synchronicznego przyjdzie czekać dziesięć lat. Ukraińskim elektrowniom pieniądze potrzebne są teraz, a nie w nieokreślonej przyszłości. Nie możemy tak długo czekać - tłumaczy \"Gazecie\" Witalij Butenko z DTEK - największej prywatnej firmy energetycznej na Ukrainie, należącej do potężnego oligarchy Rinata Achmietowa.

Polscy energetycy podejrzewają, że kabel, jak wiele przedsięwzięć na Ukrainie, padł ofiarą nieporozumień między premier Julią Tymoszenko a prezydentem Wiktorem Juszczenką. Rywalizujące ze sobą otoczenia obu przywódców torpedują sobie nawzajem niemal każdy duży projekt inwestycyjny.

- Premier Tusk cały czas podkreśla, jak ważny jest tańszy prąd dla naszej gospodarki. Może więc porozmawiałby z Julią Tymoszenko w sprawie kabla - mówi nam prezes państwowej firmy energetycznej.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Inflacja w górę. Nieznacznie, ale jednak zapłacimy więcej

W maju 2026 r. inflacja po wyłączeniu cen żywności i energii wyniosła 3,1 proc. w ujęciu rocznym, podczas gdy w kwietniu br. było to 3 proc. - podał we wtorek Narodowy Bank Polski. Inflacja w maju br. również wyniosła 3,1 proc.

Tusk: Ta akcja była dobrze zaprojektowana

Odeszliśmy od tej części programu CPN, która dotyczyła akcyzy, za jakiś czas będzie decyzja w sprawie VAT - zapowiedział we wtorek premier Donald Tusk. Dodał, że CPN w dużej mierze sfinansują firmy paliwowe, dzięki podatkowi od nadzwyczajnych zysków.

Local content? To przyszłość gospodarki

Udział polskich firm w inwestycjach jest zdecydowanie lepiej zabezpieczony - powiedział premier Donald Tusk we wtorek po podpisaniu rekomendacji w sprawie local content, przygotowanych przez resort aktywów państwowych. Jego zdaniem te dobre praktyki staną się powszechne.

Premier: ElectroMobility Poland docelowo ma produkować 400 tys. aut rocznie

Na Dolnym Śląsku będziemy mieć fabrykę półprzewodników we współpracy z Foxconnem, z którym ElectroMobility Poland współpracuje w sprawie budowy fabryki w Jaworznie - zapowiedział we wtorek premier Donald Tusk. Poinformował, że EMP docelowo ma produkować 400 tys. aut rocznie.