Szeryf na górniczej emeryturze

fot: Kajetan Berezowski

Eugeniusz Jastrzębski kiedyś nosił w pracy kask ochronny i aparat ucieczkowy, dziś na szychtę zabiera kapelusz kowbojski wraz z nieodłącznym winchesterem

fot: Kajetan Berezowski

Jeśli ktoś kocha western i zna doskonale jego głównych bohaterów, to najlepiej, żeby został szeryfem. Eugeniusz Jastrzębski dokładnie tak właśnie postąpił. Lecz zanim chwycił za strzelbę i włożył na głowę kowbojski kapelusz, odpracował swoje lata w charakterze ratownika górniczego. Ma krzepę, refleks i wie, kiedy pociągnąć za spust winchestera, z którym praktycznie się nie rozstaje. Jednym słowem, doskonale łączy trzy najistotniejsze cechy wzorowego stróża prawa.

- Broń, naboje, kapelusz kowbojski i buty, prawdziwe, z Denver. Takie jak noszą kowboje. Trochę za nie dałem – opowiada Eugeniusz, który pilnuje bezpieczeństwa w żorskim miasteczku Twinpigs.

Wzrok zwiedzających przykuwają zwłaszcza kajdanki, które nosi za pasem. Stylowe, z czasów Dzikiego Zachodu.

- Wykute przez kowala. Jak ktoś bardzo chce, to gotów jestem go zakuć, ot tak, dla hecy – śmieje się mrugając okiem szeryf o posturze Johna Wayne’a u szczytu kariery filmowej.

Wzorem do naśladowania jest dla niego legendarny Wyatt Earp. Pod koniec XIX w. był szeryfem w Wichita, miasteczku do złudzenia przypominającym Twinpigs. Ubrany w czarny serdak, z muszką pod szyją, był bezwzględny dla przestępców, choć jak głosi plotka, podobno dążył za wszelką cenę do przejmowania kontroli nad saloonami i kasynami gry. Za to właśnie rada miejska wyrzuciła go z pracy. Nie przejął się tym specjalnie. Wyjechał do Dodge City, by tam ponownie założyć gwiazdę szeryfa. Zwano go nieustraszonym.

- Lubię tę atmosferę. Western zawsze robił na mnie duże wrażenie. W miasteczku westernowym spędzam każdą wolną chwilę. Ja tu po prostu odpoczywam, ale też czujnym okiem doglądam, czy wokół panuje ład i porządek – zarzeka się z ręką na sercu Eugeniusz Jastrzębski.

A ma kogo i czego pilnować. W zagrodzie Twinpigs od rana swoje umiejętności prezentują jemu podobni kowboje z krwi i kości, którzy do Twinpigs ściągają swoje najlepsze konie i całe jeździeckie wyposażenie.

Szymon Wierzchosławski ma na swoim koncie kilkanaście tytułów Mistrza Europy w ujeżdżaniu koni i byków oraz kilkadziesiąt tytułów Mistrza Polski w konkurencjach westernu sportowego i rodeo. Odnosił też sukcesy na zawodach w Stanach Zjednoczonych w kategorii ujeżdżania byków. Jego występy oklaskiwano w Nevadzie i Arizonie. Teraz występuje w Żorach.

- Kowbojem jestem od urodzenia. Mnie też zaimponował western i jego bohaterowie. Od 15 lat prowadzę w Zabrzu grupę kaskaderską. Przygotowujemy zawodników do zawodów w rodeo. Jeździectwa kowboj uczy się całe życie – opowiada Szymon, szykując konia do kolejnej konkurencji.

W duecie z bratem Łukaszem popisują się znakomitym wprost refleksem, zwłaszcza w konkurencji rzutu lassem w galopie. Wspaniale też ujeżdżają dorodne wierzchowce.

- Stanie na koniu w galopie to chyba najtrudniejsza figura. Stracisz bracie równowagę, spadasz i może być po tobie. Nie mamy żadnych zabezpieczeń, a koń gna z prędkością 45 km na godzinę – tłumaczy Łukasz Wierzchosławski, mistrz Europy w ujeżdżaniu dzikich koni i byków.

Tymczasem z szeryfem Eugeniuszem można by cały dzień przegadać o różnych historiach związanych z podbojem Dzikiego Zachodu. Kto wie, jak naprawdę zginął słynny rabuś i rewolwerowiec Billy Kid? Na dobrą sprawę podobno nikt. Stare amerykańskie kroniki wymieniają nazwisko Pata Garretta, szeryfa okręgowego w Lincoln z przełomu lat 70. i 80. XIX stulecia. Miał on zastrzelić Kida w pojedynku. Ale to tylko filmowa opowiastka. Podobno w rzeczywistości Garrett strzelił bandycie w plecy i to wcale nie przed saloonem, a…spod hotelowego łóżka. Wcześniej wśliznął się pod nie cichaczem, gdy nieświadomy niebezpieczeństwa Kid spokojnie popijał whisky w saloonie na parterze.

W historii Dzikiego Zachodu było wiele czynów pięknych i wiele haniebnych, wiele uroku i tyleż samo grozy. I choć klasyczny western jest dziś już wyłącznie reliktem muzealnym, to jednak wciąż ma swych gorących wielbicieli, również u nas, na górniczym Śląsku.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zawody wędkarskie. Brawa dla górników!

Zakończyły się dwudniowe 21. Mistrzostwa Polski Górników w Wędkarstwie Feederowym. Zorganizował je Związek Zawodowy Górników w Polsce. Świetnie poszło górnikom-wędkarzom z LW Bogdanka.

Książka na weekend: „Spotkajmy się, kiedy będzie ładna pogoda”

Zapewne koreańska literatura jest rzadkością wśród naszych czytelniczych wyborów. A szkoda. Bo warto „wziąć na warsztat” książkę, której akcja dzieje się w odległym kraju, zobaczyć, jak funkcjonuje tamtejsze społeczeństwo, co nas łączy, a co dzieli. Książka „Spotkajmy się, kiedy będzie ładna pogoda” jak na dłoni pokazuje relacje między Koreańczykami, przy okazji pochwalając proste rzeczy.

O dziedzictwie pogórniczym w otoczeniu fedrujących kopalń

Obrady ICMUM 2026 stanowiły znakomitą okazję do promocji naszych obiektów muzealnych związanych z górnictwem

Spojrzał górnikom w twarz. Może jesteś wśród nich?

Uznany śląski fotografik Jan Czypionka uwiecznił na zdjęciach wizerunki górników przy pracy. Mało kto trafia w te miejsca z obiektywem. Sesja pod ziemią, przy ostrym świetle lamp na górniczych kaskach, nie należy do łatwych zadań.