Szejnfeld: Suchą nogą przejść przez kryzys
fot: Jarosław Galusek
fot: Jarosław Galusek
Ostatnie dane makroekonomiczne wskazują na ożywienie polskiej gospodarki. Czy te optymistyczne prognozy się spełnią?
- Wzrost gospodarczy prognozowany przez Ministerstwo Gospodarki na 2009 rok jest nadal realny. Pierwszy kwartał bieżącego roku zamknęliśmy na bardzo dobrym poziomie, kilka dni temu GUS potwierdził, że wzrost gospodarczy w drugim kwartale wyniósł 1,1 proc. Dobre symptomy pokazują się na zachodzie Europy, a także w Japonii i Stanach Zjednoczonych. Jeżeli te tendencje będą stałe, to już wkrótce kryzys będziemy traktować jako coś, co mamy już za sobą. Mimo to trzeba podkreślić, że bieżący i przyszły rok będą dla polskiej gospodarki, a przez to i dla społeczeństwa trudne. Będziemy musieli podejmować bardzo wiele działań, żeby podtrzymywać wzrost gospodarczy, dlatego rząd realizuje antykryzysowe programy, które mają wspierać małe i duże firmy niezależnie od tego, co się dzieje w makroekonomii. Chcemy nie tylko suchą nogą przejść przez kryzys, ale także go wykorzystać, by zwiększyć polską konkurencyjność na rynku europejskim i światowym. Szybciej doganiać średnią Unii Europejskiej, jeśli chodzi o rozwój gospodarczy i zamożność społeczeństwa. Jeżeli nam się to uda, to będzie nam łatwiej w przyszłości ścigać się z Europą i światem.
Polskie górnictwo zostało dotknięte skutkami światowego kryzysu gospodarczego. Najmocniej sytuacja ta uderzyła w Jastrzębską Spółkę Węglową. Czy wobec symptomów poprawy sytuacji gospodarczej możemy być spokojni o przyszłość branży?
- Popyt na węgiel koksujący i sam koks zaczyna rosnąć, to powoduje, że polskie koksownie planują zwiększenie produkcji. Z tego powodu jestem przekonany, że będziemy mogli obserwować coraz lepszą sytuację w Jastrzębskiej Spółce Węglowej. Istotne jest, aby umieć przeżywać chwile kryzysu w ten sposób, by gdy wraca koniunktura, być gotowym na czerpanie z jej owoców. Jednym z elementów warunkujących taki stan przygotowania jest kontynuowanie inwestycji. Inwestycje w dobie kryzysu prowadziły wszystkie polskie spółki węglowe, mimo spadku cen, mimo spadku dochodów, mimo spadku zamówień. Ich skala nie była taka, jak planowano wcześniej, ale jednak je realizowano. To jest budowanie dobrego fundamentu na przyszłość. Ważne jest także, aby załogi i związki zawodowe zrozumiały, że czym innym jest czas koniunktury, a czym innym czas wielkich wydatków inwestycyjnych czynionych po to, żeby nie tylko dzisiaj, ale i za dwadzieścia lat była praca. Jeżeli te wszystkie czynniki się spotkają, to przed polskim górnictwem na pewno jest dobra przyszłość.
Górnictwo nie jest w stanie wygenerować dzisiaj miliardowych środków na inwestycje. Skąd ma wziąć pieniądze na ich finansowanie?
- Polskie górnictwo w przeciągu kilkunastu lat potrzebuje około 20 mld zł nakładów. Jeżeli spółki węglowe będą działały racjonalnie, jeżeli kryzys przez następnych kilka lat się nie powtórzy, a przynajmniej nie będzie tak głęboki, to uważam, że potencjał spółek węglowych jest wystarczający. Oczywiście potrzebne są zmiany restrukturyzacyjne – w zakresie zarządzania i wprowadzania nowych technologii, ale także – co bardzo istotne – potrzebne są inwestycje początkowe. Musimy otwierać nowe pokłady, bez tego rozwój polskiego górnictwa jest niemożliwy. Na koniec nie sposób nie wspomnieć o prywatyzacji. Polskie firmy, w tym spółki węglowe oraz firmy, które działają wokół górnictwa, potrzebują kapitału. Kapitał daje sama produkcja i jej rentowność, daje go właściciel, ale także powinien dać rynek.
Unia Europejska dopuszcza pomoc państwa dla górnictwa, ale w tegorocznym budżecie państwa środki na ten cel się nie znalazły. Czy inaczej będzie w przyszłym roku?
- Budżet jest dopiero konstruowany, natomiast pamiętajmy, że samo prawo udzielania, w bardzo ograniczonym zakresie, dofinansowania z budżetu państwa to jest tylko prawo. Muszą być jeszcze możliwości budżetowe, a w dobie kryzysu trudno je znaleźć. Ponadto trzeba pamiętać, że dofinansowanie jest tylko wtedy racjonalne, jeżeli konsumpcja pieniędzy, które przeznacza się na ten cel, jest także racjonalna. Trzeba wykorzystać najpierw wszystkie możliwości, jakie są na rynku, w tym związane z pozyskiwaniem kredytów, emisją obligacji, pozyskiwaniem środków finansowych tak, jak robi to każde wolnorynkowo działające przedsiębiorstwo. Dopiero gdy się te możliwości wykorzysta, a środków nadal brakuje, można się ubiegać o wsparcie budżetowe. W Polsce bardzo często jest odwrotnie, najpierw wyciąga się rękę do państwa, a potem patrzy, czy nie da się gdzieś indziej zdobyć jakiegoś grosza.
Górnicy patrzą jednak na współfinansowanie inwestycji początkowych przez państwo jak na gest dobrej woli.
- Dofinansowanie górnictwa to około pół mld zł, ale pamiętajmy o tym, że pomoc państwa nie kończy się na kwestiach czysto finansowych. Mamy w planie dokapitalizowanie spółek, które, co jest oczywiste, podniesie ich wartość, ale zarazem wzmocni ich pozycję jako kredytobiorcy na rynku. Ministerstwo Gospodarki prowadzi aktualnie rozmowy z ministrem skarbu państwa, który w ramach prac rządu jest zobowiązany do przeznaczenia pewnych aktywów na rzecz Kompanii Węglowej. Proces ten powinien się zakończyć jeszcze w tym roku.