fot: GE Energy
Turbniy wiatrowe GE Energy
fot: GE Energy
Możemy stać się europejskim liderem w geologicznym rozpoznawaniu, przygotowaniu i monitorowaniu procesów składowania dwutlenku węgla (CCS), a także w nierozwiniętych jeszcze obszarach czystych technologii węglowych – podziemnego zgazowania i produkcji paliw syntetycznych, a także wodoru. Geologiczne i geofizyczne aspekty sytuacji Polski, w kontekście nałożonych na nasz kraj zobowiązań w zakresie energetyki, dyskutowane były podczas konferencji w Będlewie k. Poznania.
Zjazd, zorganizowany przez prof. Jerzego Buzka, Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE (KPK) i Europejskie Forum Energetyczne, pod patronatem medialnym PAP, odbył się w dniach 7-9 grudnia i stanowił uzupełnienie poznańskiego szczytu klimatycznego.
- Bezpieczne technologie węglowe mogą być zastosowane bezpośrednio do modernizacji naszych elektrowni, której wymaga od nas w szybkim czasie Unia Europejska. Technologie obejmujące wyłapywanie – czyli zgazowanie, spalanie w tlenie lub czyszczenia gazów spalinowych będą rozwijane w kilkunastu obiektach flagowych UE. Walczymy o to, aby dwa z nich były zlokalizowane w Polsce - (w Bełchatowie i Kędzierzynie) – mówił dr Andrzej Siemaszko, dyrektor Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych UE w Polsce.
PGE - największa europejska elektrownia \"Bełchatów\" może wdrożyć system post-processingu czyli czyszczenia spalin z CO2, natomiast PKE/ZAK byłby pierwszym w UE czystym kompleksem energetyczno-karbochemicznym z CCS w Kędzierzynie, zgazowywującym węgiel dla produkcji energii elektrycznej, ciepła i syntetycznych paliw.
Jak podkreśla dr Siemaszko, Polska ma wyśmienite geologiczne warunki dla składowania dwutlenku węgla. Cała Polska od linii Wrocław, Częstochowa, Kielce, Lublin na północ jest wielkim basenem mezozoicznych skał porowatych, przypominających gąbkę, które mają warstwy przepuszczalne, a każda z nich jest przykryta całkowicie nieprzepuszczalnymi iłami i glinami.
- To wszystko dzieje się na głębokości tysiąca, dwóch tysięcy metrów, więc nawet gdyby dwutlenek węgla w jakikolwiek sposób migrował, to setki, a nawet tysiące lat upłyną, zanim jakiekolwiek cząstki gdziekolwiek się ulotnią – zapewnia dr Siemaszko.
Jak zaznacza, punktami krytycznymi jest ransport (rurociągiem czy cysternami) lub nieszczelności przy samym odwiercie. \"Problem bezpieczeństwa powinien być zatem rozumiany raczej w kontekście ekonomicznym: jeżeli już wydaliśmy pieniądze, żeby zatłoczyć ów dwutlenek węgla tak głęboko w ziemię, najnowocześniejsze systemy powinny monitorować, kontrolować i cały czas analizować, czy stężenie dwutlenku węgla jest takie, jak być powinno\" – wylicza dyrektor KPK.
Te właśnie kwestie poruszano podczas będlewskiej konferencji. Dyr. Siemaszko ocenia bardzo pozytywnie prezentację ministerstwa środowiska, które z optymizmem patrzy na szanse Polski w zbudowaniu pozycji lidera identyfikacji, monitorowania i testowania składowisk na dwutlenek węgla. \"To jest nasza szansa na zbudowanie narodowego przemysłu\" – podsumowuje dyrektor KPK.
Dr Siemaszko przypomina, że dwutlenek węgla jest gazem życia - dzięki niemu żyjemy, a rośliny mają pokarm. W Polsce w wielu miejscach ulatnia się on z głębi ziemi – tak dzieje się we wszystkich źródłach mineralnych. Także wulkaniczne miejsca naturalnego wypływu dwutlenku węgla rozpoznawane są przez naukowców po bujniejszej roślinności, rośliny bowiem szybciej rosną, gdy mają większą pożywkę dwutlenku węgla.
Polska jako pierwsza w UE rozpoczęła zatłaczanie dwutlenku węgla pod ziemię w 1995 roku w Borzęcinie. Przedsięwzięciu towarzyszyło przygotowanie komputerowych modeli numerycznych, przewidujących \"zachowanie\" dwutlenku węgla w czasie i przestrzeni. Dane zweryfikowane przez eksploatację tych otworów potwierdziły założenia modelowe.
- Dziś wiemy, jak dwutlenek węgla zachowuje się w warstwach podziemnych i możemy to kontrolować; mamy dużo doświadczeń, których inne kraje nie mają – ocenia dr Siemaszko.
W opinii uczestników konferencji, są przynajmniej trzy obszary nowych technologii węglowych, w których Polska mogłaby wyspecjalizować się na europejską, a nawet światową skalę. Są to technologie podziemnego zgazowania węgla, czy też produkcji z węgla syntetycznych paliw gazowych i płynnych oraz technologii przyszłościowej, polegającej na produkcji wodoru przy pomocy węgla. Jak stwierdza dr Siemaszko, te obszary nie mają dzisiaj w Europie lidera, natomiast na świecie (Australia, Chiny, RPA, USA) trwają bardzo intensywne prace, żeby te technologie rozwinąć.
Te trzy technologie to wymarzona szansa dla Polski. W zakresie podziemnego zgazowania mamy przygotowane dwa pilotaże – jeden w okolicy Rybnika, drugi na Dolnym Śląsku – konsorcjum wokół EIT we Wrocławiu (faza badawcza). Czekają nas olbrzymie wydatki na budowę nowych czystych obiektów energetycznych. Powinniśmy tam w optymalny sposób stosować polskie technologie tak, abyśmy w przyszłości mogli na tym zarobić\" – mówi dyr. Siemaszko. Jego zdaniem, zarobić można już w ciągu pierwszej dekady, dyrektor KPK ostrzega jednak, że należy się spieszyć, gdyż już \"za chwilę\" technologie zostaną na tyle rozwinięte, że będziemy już tylko mogli je kupić.
W ocenie ekspertów, warto iść w tym kierunku, ponieważ Polska ma bardzo bogate złoża węgla, które nie nadają się do eksploatacji górniczej, a idealnie by się nadawały do podziemnego zgazowania. Są to złoża bardzo niskiej miąższości, ukośne, zlokalizowane na głębokości przekraczającej 1000 metrów. Analiza złóż pozabilansowych pokazuje, że cała środkowa i północna Polska jest pokryta węglem brunatnym, a złoże lubelskie węgla kamiennego ciągnie się od Chełma, przez Lublin, Puławy, Warszawę aż po Płock.
- Być może to są właśnie miejsca, gdzie małymi, rozproszonymi instalacjami moglibyśmy węgiel pod ziemią zgazowywać. Warto to szybko sprawdzić, gdyż biorąc pod uwagę olbrzymie polskie zasoby węgla, moglibyśmy w przyszłości zapewnić sobie pełne zapotrzebowanie w gaz, a nawet w przyszłości eksportować paliwa – zastanawia się dr Siemaszko.
Jak dodaje, złoża wystarczyłyby na setki lat \"czystej\" eksploatacji. Testy kontroli podziemnego zgazowania wymagają około dwóch lat. Oryginalną technologię opracował zespół prof. Bohdana Żakiewicza złożony z doświadczonych w tym zakresie specjalistów.
- Mamy deklaracje Rafako, które pod swoim szyldem takie technologie chciałoby stosować w elektrowniach budowanych na całym świecie. Nie wolno nam powtórzyć błędu popełnionego przy budowie autostrad, gdzie zamiast rozwinąć polski potencjał budowlany, kupiliśmy usługi na zewnątrz – konkluduje Siemaszko.