Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

31.17 PLN (-3.20%)

KGHM Polska Miedź S.A.

307.00 PLN (+2.68%)

ORLEN S.A.

130.16 PLN (+4.13%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

11.10 PLN (-0.18%)

TAURON Polska Energia S.A.

10.43 PLN (-4.75%)

Enea S.A.

26.44 PLN (+1.38%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

30.80 PLN (-0.96%)

Złoto

4 794.82 USD (+0.49%)

Srebro

75.97 USD (+2.58%)

Ropa naftowa

93.56 USD (-1.27%)

Gaz ziemny

2.76 USD (-2.55%)

Miedź

5.77 USD (+2.22%)

Węgiel kamienny

121.15 USD (+0.75%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

31.17 PLN (-3.20%)

KGHM Polska Miedź S.A.

307.00 PLN (+2.68%)

ORLEN S.A.

130.16 PLN (+4.13%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

11.10 PLN (-0.18%)

TAURON Polska Energia S.A.

10.43 PLN (-4.75%)

Enea S.A.

26.44 PLN (+1.38%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

30.80 PLN (-0.96%)

Złoto

4 794.82 USD (+0.49%)

Srebro

75.97 USD (+2.58%)

Ropa naftowa

93.56 USD (-1.27%)

Gaz ziemny

2.76 USD (-2.55%)

Miedź

5.77 USD (+2.22%)

Węgiel kamienny

121.15 USD (+0.75%)

Syn śląskiej ziemi bronił praw polskości, ujmował się za górnikami

fot: Kajetan Berezowski

Bronisław Korfanty prezentuje zbiór przemówień swojego przodka wydany przez "Śląsk" Wydawnictwo Naukowe

fot: Kajetan Berezowski

Posiadanie sławnego przodka nobilituje, ale też bywa przyczynkiem do bliższego zainteresowania historią. Tak postąpił Bronisław Korfanty, polityk, ekonomista, senator VI i VII kadencji. Owocem jego starań jest opublikowany zbiór przemówień Wojciecha Korfantego.

- Jestem wnukiem Jana, brata Wojciecha Korfantego. Przez długie lata moi przodkowie związani byli z górnictwem. Ojciec Wojciecha, Andrzeja i Jana Korfantych, czyli mój pradziadek, nosił imię Józef i pracował w siemianowickiej kopalni Fanny. Mój dziadek, Jan, również był górnikiem i pracował w tej samej kopalni. W ich ślady poszedł ojciec. Jeszcze przed wojną rozpoczął studia w AGH w Krakowie, które przerwała wojna. Po okupacji skończył je. Jako nadsztygar pracował w kopalni Polska, był także ratownikiem górniczym – opowiada Bronisław Korfanty.

Śledząc historię rodziny, największą uwagę skupił ze zrozumiałych względów na Wojciechu Korfantym. Uznał, że dostępna bibliografia nie wyczerpuje w pełni wiedzy o jego działalności, a zwłaszcza okresie, kiedy pełnił funkcję posła w niemieckim Reichstagu i pruskim Landtagu. Bronisław Korfanty podjął więc kroki zmierzające do zdobycia materiałów źródłowych z niemieckich archiwów. Udało się.

- Na wieść o tym, że moje starania nie poszły na marne, bardzo się ucieszyłem, ponieważ jako członek rodu Korfantych uważałem za swoją powinność przybliżyć działalność mojego przodka na rzecz obrony polskości na Górnym Śląsku – przyznaje Bronisław Korfanty.

Światło dzienne ujrzało ponad 60 stenogramów z lat 1904-1918, sprowadzonych z Berlina i przetłumaczonych na język polski. Piękna jest mowa Korfantego z października 1918 r., w której zażądał on włączenia do odradzającego się państwa polskiego wszystkich etnicznie polskich ziem zaboru pruskiego, wywołując konsternację na sali obrad, a także zaapelował do władz niemieckich o uwolnienie Józefa Piłsudskiego. Nade wszystko jednak Wojciech Korfanty zajmował się sprawami polskich robotników, poszkodowanych przez urzędników pruskich. W każdym swym wystąpieniu przywoływał konkretne zdarzenie, podając nazwisko poszkodowanego i urzędnika, który złamał prawo. W szczególności ujmował się za śląskimi górnikami.

"W kopalni Mysłowice, polscy górnicy nazywani są przez urzędników niższego szczebla świniami i bydlętami. Pewna grupa górników poskarżyła się na to dyrektorowi kopalni. Została przez niego potraktowana słowami: Precz stąd, wy polskie świnie, napluję wam w pysk, wy przeklęci hultaje" – mówił Korfanty, dodając na koniec swego wystąpienia: „To nie są moje słowa, tylko kwiatki z łąki pruskiej kultury”.

„Królewska Eisenhuette w Gliwicach zakazała swoim hutnikom mówić po polsku. Kto mówi po polsku, płaci 5 marek kary. Jak tak postępują urzędnicy w zakładach państwowych, to w firmach prywatnych musi być jeszcze gorzej" – grzmiał innym razem z mównicy Reichstagu.

Podobnych historii są dziesiątki, a może nawet setki.

- Andrzej Korfanty uciekając przed prześladowaniami, wyjechał do Kanady i nigdy do Polski nie powrócił. Dziadek Jan przeszedł piekło kilku obozów. Z wycieńczenia zmarł w 1947 r. Babcia Wiktoria została aresztowana i w 1943 r. zamordowana w Auschwitz. Mój ojciec cudem uniknął aresztowania przez Gestapo – opowiada Bronisław Korfanty.

Wśród wielu zdarzeń, które wspomina, są również żartobliwe historie, w tym górnicze.

- Mój ojciec pełnił służbę w ratownictwie górniczym. Pewnego dnia wezwano go do akcji. Ratownikom udało się wyprowadzić z zagrożonej strefy kilku górników. W pewnym momencie jeden z nich zwrócił się do niego ze słowami: „Panie sztajger, w tym chodniku, kaj żech był przysypany, został mój zygarek. Nie widzieliście go?”.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Wygrali licytację, by zwiedzić kopalnię

W Zakładzie Górniczym Janina w Libiążu gościli Barbara i Michał – zwycięzcy jednej z dwóch licytacji na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. - Dzięki ich ogromnej hojności i otwartym sercom, mogliśmy wspólnie wesprzeć szczytny cel, a w zamian uchylić rąbka tajemnicy podziemnego świata jednej z kopalń  - podkreślają przedstawiciele Południowego Koncernu Węglowego.

Jastrzębie-Zdrój otrzymało dofinansowanie na Łaźnię Moszczenica

Część postindustrialnego obiektu Łaźni Moszczenica, wraz z przyległym terenem, będzie zagospodarowana na cele społeczne, edukacyjne, gospodarcze oraz kulturowe. Projekt otrzymał właśnie dofinansowanie na ponad 29 mln zł.

Kochamy wielkanocne tradycje

Na granicy Chorzowa i Katowic topiono marzanny, pleciono palmy i malowano jaja. Śmiechu było przy tym co niemiara. Pomyśleć, że takie zwyczaje kultywuje się jeszcze w samym centrum wielkiej aglomeracji.  Do skansenu w Chorzowie zjechali mieszkańcy ze wszystkich stron naszego regionu. Przywieźli z sobą marzanny ubrane w pstrokate spódnice i koszule. Byli i tacy, którzy klecili kukły

Tak święcono pokarmy na katowickim Nikiszowcu

W Wielką Sobotę, 4 kwietnia, na katowickim Nikiszowcu odbyło się czwarte święcenie pokarmów w strojach ludowych. W Kościele św. Anny pojawiły się tłumy wiernych i turystów.