Solidarność i Związek Zawodowy Górników w Polsce alarmują, że 40-milionowe straty spowodowane strajkiem w Budryku będą pretekstem m.in. do szybkiej nowelizacji ustawy o związkach zawodowych. Może do tego dojść już wiosną tego roku – napisała „Gazeta Wyborcza”.
- Już dotarły do nas głosy, że posłowie koalicji chcą niekorzystnych dla nas zmian - nie ukrywa Dominik Kolorz, szef górniczej Solidarności.
Związkowcy obawiają się przede wszystkim wprowadzenia zapisu o finansowaniu związków tylko ze składek członkowskich oraz \"wyeksmitowania\" związków z zakładów pracy. Dziś każda kopalnia musi zapewnić działaczom pomieszczenie, w którym mogą prowadzić działalność.
Wacław Czerkawski, wiceszef ZZG, przekonuje, że przeciągający się strajk w Budryku zrobił też górnikom fatalną reklamę w Polsce. - Najgorsze, że ten strajk nas skłócił, pokazał, że w trudnych sytuacjach nie zawsze potrafimy się zjednoczyć. Utrwalił też stereotyp, że związkowcy to oszołomy, którym zależy tylko na kasie - mówi Czerkawski i dodaje, że nie jest sztuką strajk rozpocząć, ale go zakończyć. - Koledzy z Budryka mieli wiele okazji, by wyjść z tej sytuacji z honorem, ale z nich nie skorzystali - mówi Czerkawski.
Obawy górniczych związkowców są uzasadnione. Posłowie, z którymi rozmawiała „GW”, nie ukrywają, że strajk w Budryku pokazał słabość administracji państwowej w starciu z wszechwładnymi związkami. - Wielu związkowców dalej tkwi w mentalności PRL-u. Manipulują górnikami, a kopalnię traktują jak swoją własność, taki prywatny folwark. Budryk pokazał, że nie zawahają się nawet przed doprowadzeniem firmy na skraj bankructwa. Jestem za tym, by ukrócić to wszelkimi sposobami - nie ukrywa poseł PO.
Tragiczny wypadek w Hucie Miedzi Głogów II. Nie żyje 38-letni pracownik huty
Do tragicznego wypadku doszło w nocy z piątku na sobotę na terenie należącej do KGHM Huty Miedzi Głogów II. Zginął 38-letni pracownik huty.