Stocznia Gdańsk w rękach Ukraińców
Wczoraj okazało się, że poza Ukraińcami nikt inny nie złożył oferty na kupno nowych akcji Stoczni Gdańsk. A właśnie podwyższenie kapitału spółki - o kwotę 400 mln zł - ma być sposobem na prywatyzację firmy – napisała „Gazeta Wyborcza”.
Stocznia Gdańsk jest dziś kontrolowana przez dwie państwowe spółki - Agencję Rozwoju Przemysłu (63 proc. akcji) i handlujący bronią Cenzin (19 proc.). Pozostałe 18 proc. akcji już teraz należy do ISD Polska.
Kiedy na konto Stoczni Gdańsk wpłynie 400 mln zł za nowe akcje, Ukraińcy staną się posiadaczami 83 proc. akcji zakładu.
- Ale ten udział może zwiększyć się do 100 proc., bo dotychczasowi akcjonariusze - ARP i Cenzin - będą mieć tzw. opcję wyjścia i gwarancję wykupu akcji przez ISD minimum po cenie nominalnej - mówi Jaworski.
Formalnie Ukraińcy jeszcze nie stali się właścicielami Stoczni Gdańsk. - Potrzebna jest jeszcze zgoda Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Już o nią wystąpiliśmy - mówił Konstanty Litwinow, prezes ISD Polska.
Ze zgodą UOKiK nie powinno być kłopotów, bo koncern z Ukrainy nie miał do tej pory w swoim portfelu stoczni ani w Polsce, ani za granicą.
Od kilku lat państwowe stocznie przynoszą straty. Strata Stoczni Gdańsk za 2006 r. to ok. 70 mln zł. Dlaczego Ukraińcy zdecydowali się na jej kupno?
- Budujemy pionową strukturę koncernu. Odbiorcą 50 proc. grubych blach na całym świecie jest przemysł okrętowy. My mamy już huty, teraz chcemy budować statki - tłumaczył Litwinow. - Stocznia Gdańsk wydawała się nam firmą najlepiej przygotowaną do restrukturyzacji. Dlatego się na nią zdecydowaliśmy.
Oprócz pakietu inwestycyjnego związkowcy rozpoczęli negocjacje na temat pakietu socjalnego dla załogi. Porozumienie powinno być podpisane w ciągu dwóch tygodni. W przypadku prywatyzacji Huty Częstochowa w 2005 r. kluczową sprawą była gwarancja zatrudnienia. Dla stoczniowców takie gwarancje nie są ważne, bo obecnie nie mają najmniejszego kłopotu ze znalezieniem pracy w innej stoczni czy choćby za granicą. Dlatego ustalono, że pakiet socjalny ma opierać się głównie na wzroście wynagrodzeń.