Skandal w Serbii zagraża planom Gazpromu
Rachunki za gaz rosną o 60 proc. - dowiedzieli się w połowie października zszokowani Serbowie. Zaczęli szukać powodów drastycznej podwyżki i zaraz wyszło szydło z worka - podała „Gazeta Wyborcza”.
W połowie października Sasza Ilić pełniący obowiązki szefa serbskiej państwowej firmy gazowniczej Srbijagas podpisał w Moskwie kontrakt na zakup w 2009 r. 2,4 mld m sześc. rosyjskiego gazu za 700 mln euro. Afera wybuchła, kiedy okazało się, że Ilić podpisał umowę z Rosjanami bez zgody zarządu Srbijagas, nie mając nawet pełnomocnictw do sygnowania umów o takiej wartości - pisał dziennik \"Blic\". Przy tym Ilić nie podpisał kontraktu bezpośrednio z Gazpromem, lecz z kontrolowaną przez Gazprom firmą Jugorosgaz. Za wystawianie faktur pośrednik dostanie aż 35 mln euro prowizji. Oliwy do ognia dolała informacja, że Ilić łączył obowiązki szefa państwowego Srbijagas ze stanowiskiem wiceprezesa Jugorosgaz. Działał tak, jakby podpisał kontrakt sam ze sobą i z kasy państwowej firmy zapewnił wielką prowizję dla pośrednika, który go zatrudnia.
Pod koniec zeszłego tygodnia Ilić został odwołany ze stanowiska w Srbijagas. Prokuratura wszczęła śledztwo, aby sprawdzić, czy nie doszło do nadużyć. Minister gospodarki Serbii Mladjan Dinkić domaga się wyrugowania pośrednika w dostawach gazu z Rosji.
Aferę w Serbii może na swojej skórze odczuć Gazprom - ocenia rosyjski dziennik \"Kommiersant\". W styczniu rząd byłego premiera Serbii Vojislava Kosztunicy podpisał z Rosją umowę o budowie na terenie Serbii odnogi gazociągu South Stream. To rura, którą Gazprom chce ułożyć przez Morze Czarne do Europy Południowej i Środkowej, aby zablokować dostawy kaspijskiego surowca konkurencyjnym gazociągiem Nabucco projektowanym przez europejskie firmy. Ale oferta podłączenia do tranzytowej rury była przynętą, na którą Rosjanie łowili większą rybę w Serbii.
Integralną częścią umowy o gazociągu jest protokół, w którym rząd w Belgradzie zgodził się odstąpić Gazpromowi bez przetargu kontrolę nad koncernem NIS - monopolistą na serbskim rynku paliwowym. Za 51 proc. akcji NIS Rosjanie zapłacą 400 mln euro plus 500 mln euro zobowiązań inwestycyjnych. Tymczasem w sierpniu renomowana firma Deloitte wyceniła NIS na 2,2 mld euro.
Analitycy spekulowali, że rząd Kosztunicy sprzedaje Rosjanom NIS za grosze i bez przetargu w rewanżu za poparcie przez Moskwę protestów Belgradu w sprawie Kosowa - zamieszkanego przez Albańczyków regionu, który dążył do uzyskania niepodległości. Mimo sprzeciwów Serbii i Rosji Kosowo proklamowało niepodległość. Dwa miesiące temu parlament Serbii ratyfikował sojusz z Rosją, a w zamian serbscy nacjonaliści poparli starania rządzących prozachodnich partii o stowarzyszenie z UE.
Polityczna umowa z Rosją stoi ością w gardle rządu Serbii. Przewidziano w niej, że Belgrad nie wprowadzi europejskich standardów jakości paliw przez cały okres modernizacji NIS przez Gazprom. Do 2012 r. ma być wydłużony zakaz importu gotowych paliw, a Serbia nie może zmieniać podatków i ceł na ropę naftową oraz paliwa. - To narusza suwerenność podatkową Serbii - denerwują się w ministerstwie finansów w Belgradzie. Serbów zirytowało też, że Rosjanie gwarantują tranzyt nowym gazociągiem tylko 10 mld m sześc. gazu rocznie, dwa razy mniej niż oczekiwano w Belgradzie. Budowę rury South Stream Gazprom przesunął zaś z 2013 na 2015 r.
Dotąd Rosjanie nie chcieli rozmawiać o zmianach umowy na korzyść Serbów. Być może będą musieli to zrobić po aferze z pośrednikiem, bo właśnie Jugorosgas miał budować serbską część South Stream.