Sejm: Prawo geologiczne i górnicze czeka już tylko na podpis prezydenta
fot: Maciej Dorosiński
Ustawa przyjęta przez Sejm wprowadza system tzw. białych certyfikatów, czyli świadectw efektywności energetycznej
fot: Maciej Dorosiński
Wreszcie jest. Po przeszło dwóch latach tworzenia i cyzelowania nowego zespołu zasad, myśli i urządzeń 9 czerwca sejm uchwalił nowe Prawo geologiczne i górnicze. Ustawa czeka już tylko na podpis prezydenta RP.
Jan Rzymełka, śląski poseł bodaj najbardziej zaangażowany w przeprowadzenie projektu na Wiejskiej, dopatruje się w nim historycznej ciągłości z wydanym w 1528 r. w Opolu Ordunkiem Górnym, czyli pierwszym prawem górniczym. Tamto sprzyjało rozwojowi górnictwa kruszcowego, to najnowsze precyzuje podwaliny dla działalności rozmaitych gałęzi polskiego górnictwa w warunkach przynależności naszego kraju do Unii Europejskiej.
Nowa ustawa tworzy przestrzeń prawną m.in. dla wykonywania prac geologicznych, wydobywania kopalin, podziemnego bezzbiornikowego magazynowania substancji oraz składowania odpadów w nieczynnych wyrobiskach. Komplementarnie z unijnymi dyrektywami reguluje warunki udzielania i korzystania z zezwoleń na poszukiwanie, badania i eksploatację węglowodorów. Zawarty w niej zespół zasad jest szczególnie istotny w kontekście spodziewanej ekspansji w poszukiwaniu i wydobyciu nowych złóż węglowodorów, w tym zwłaszcza gazu łupkowego. Ale zarazem Pgig jest także dla „małych”, upraszczając i cywilizując rygory eksploatacji niewielkich ilości kopalin pospolitych na własne potrzeby.
Nowa górnicza konstytucja powstałaby zapewne dużo wcześniej, gdyby nie poprzedzające jej uchwalenie spory. Najintensywniej iskrzyło w relacji przedsiębiorcy górniczy–lokalne samorządy w sprawie obłożenia podatkiem podziemnych wyrobisk. Pierwsi argumentowali, że nakładanie na branżę kolejnych obciążeń może wręcz zagrozić jej trwaniu, drudzy, że drugorzędny dla górnictwa wydatek jest nieodzowny dla gmin na realizację ich zadań. Ostatecznie rozstrzygnięcie tego dylematu rozegra się na innej płaszczyźnie.