Sumy, szczupaki i okonie brały wyjątkowo dobrze ku zadowoleniu najmłodszych. To właśnie z myślą o nich działacze klubu wędkarskiego Syrenka zorganizowali niedzielne zawody nad stawem przy ul. Kędzierzyńskiej w Bytomiu.
Dwadzieścioro ośmioro młodych adeptów wędkarstwa sportowego przez ponad dwie godziny demonstrowało swój wędkarski talent. Siatki pękały w szwach pełne od złowionych okazów.
Dwunastoletniemu Branajowi Sówce wystarczyło zaledwie dwadzieścia minut, aby złapać pokaźnego okonia. Mimo, że po kwadransie ryba trafiła z powrotem do wody, radości było co niemiara.
- Brajan łowi od roku, ale widać, że ma rękę do wędki – chwalił chłopca Wojciech Kiedos, organizator zawodów.
Górnicy z kopalni Bobrek-Centrum zrzeszeni w klubie Syrenka każdego roku w czerwcu organizują zawody dla dzieciaków. Chętnych nie brakuje, nad staw przychodzą z całymi rodzinami.
- Moja córka też łapie. Poszła w ślady ojca – śmieje się Kiedos, którego przygoda z wędką zaczęła się w wieku czternastu lat. W domu półki uginają się od pucharów. Piętnastoletni syn Witek ma ambicję dogonić ojca w ilości nagród. Idzie mu doskonale.
- Bywało, że sporych rozmiarów ryby szły na wędkę. Z wyciągnięciem był już problem, ojca na pomoc wołałem, żeby siatką podebrał. Ale w takich sytuacjach uciecha jest niesamowita – przyznaje Witek.
Mała Milena Kociubich przyszła na zwody wraz z ojcem Markiem. W dwie godziny potrafiła złowić prawie 40 płoci.
-Trenuje pod moim okiem prawie każdego dnia po bite dwie godziny Efekty widać gołym okiem. Jestem przygotowany na każdą pogodę, nawet deszcz nas stąd nie wygoni – zapewniał Marek Kociubich.
Nad wodę zabrał z sobą cały wędkarski ekwipunek: siatki, stojaki, przynęty, zanęty, parasol i namiot. Sprzęt do tanich nie należy.
-Sama zanęta kosztuje mnie każdego tygodnia 100 złotych. Sprzętu nie liczę – macha ręką Witold Skiba kontrolując, czy córka Sandra prawidłowo zakłada robale.
Z początku robiły na niej niezbyt sympatyczne wrażenie, z czasem niesmaczne skojarzenia same przeszły. Dziś Sandra to jedna z najlepszych wędkarek-młodziczek.
Po złowieniu płotki dziewczyna szybkim ruchem wypychacza uwalnia rybę i umieszcza w wiaderku. - Będzie już tego prawie dwa kilo- prezentuje z dumą złapane okazy.
Staw przy ul. Kędzierzyńskiej znajduje się pod opieką klubu Syrenka działającego w ramach Polskiego związku Wędkarskiego.
- Żeby cieszyć się łowieniem trzeba najpierw staw zarybić. Trzy razy do roku przywozimy tu po dwieście, trzysta kilo ryb. Utrzymanie porządku, naprawa pomostów, to również nasz obowiązek – wyjaśnia Wojciech Kiedos.
Celem zawodów dla najmłodszych jest przede wszystkim zwrócenie ich uwagi na korzyści płynące z faktu obcowania z przyrodą i potrzeba jej poszanowania. Nie ma tu przegranych i wygranych. Każdy wraca do domu z nagrodą.
W galerii: Zawody nad stawem przy ul. Kędzierzyńskiej w Bytomiu (zdjęcia Kajetan Berezowski - nettg.pl)