Rozmowy bez efektu w Budryku
Jego projekt chce bowiem wcześniej przeanalizować resort gospodarki. Strajk w Budryku trwa już 26 dni.
Kolejna tura negocjacji trwała od piątkowego rana w siedzibie JSW, do której Budryk został niedawno włączony. Wieczorem, po dziewięciu godzinach rozmów i konsultacji nowej propozycji, złożonej przez protestujących związkowców, wypracowano kompromis, ale - jak mówili uczestnicy rozmów - musi go zaakceptować Ministerstwo Gospodarki. Na razie nie wiadomo, kiedy zapadnie decyzja w tej sprawie.
- JSW jest w 100 procentach spółką Skarbu Państwa. Naszym obowiązkiem przed podpisaniem jakiegokolwiek porozumienia jest poinformowanie o tym właściciela. To zostało zrobione. Od tego momentu będziemy czekać na opinię właściciela na temat porozumienia - powiedział po negocjacjach prezes JSW Jarosław Zagórowski.
Jak zaznaczył, strony zbliżyły się, ale bez zgody właściciela zarząd nie może podpisać porozumienia.
Związkowcy nie kryli rozczarowania takim obrotem sprawy. Zapowiadają, że jeżeli będą jeszcze negocjować, to tylko w Budryku. Zagrozili, że mogą wrócić do swoich pierwotnych żądań, nie wykluczyli też eskalacji strajku.
Jak mówili dziennikarzom po rozmowach związkowcy, przedstawiciele komitetu strajkowego - dotąd domagający się podwyżek do wysokości średniej płacy w JSW, czyli ponad 600 zł - teraz przystali na to, by górnicy z Budryka zarabiali w przybliżeniu tyle, ile pracownicy z kopalni Krupiński. Zarobki są tam najniższe spośród kopalń należących do JSW. Jak podawali związkowcy, wynoszą o ok. 200 zł mniej niż średnia płaca w spółce. Płaca w Budryku miałaby zostać zrównana ze średnią w JSW do 2009, a nie do 2011 r.
Jeden z liderów protestu Wiesław Wójtowicz powiedział dziennikarzom, że piątkowe spotkanie rozpoczęło się od apelu zarządu o jak najszybsze zakończenie protestu z uwagi na rosnące zagrożenie pożarowe w kopalni.
- Zrobiliśmy bardzo duże ustępstwo w stosunku do wcześniejszych żądań, jednak okazało się, że pomimo zgody strony społecznej JSW - wszystkie związki zawodowe zgodziły się, że takie porozumienie może być zawarte - decyzję podjęła Warszawa. Ta Warszawa, która mówi przez cały czas, że nie jest stroną w tym konflikcie - powiedział Wójtowicz.
Odpowiedzialnością obarczył wicepremiera i szefa resortu gospodarki Waldemara Pawlaka oraz odpowiedzialnego za górnictwo wiceministra Eugeniusza Postolskiego.
Jak powiedział Wójtowicz, projekt porozumienia zaakceptowali przedstawiciele sztabu protestacyjnego, związkowcy z Budryka i JSW, którzy nie popierają strajku, oraz zarząd JSW.
Wcześniej nic nie zapowiadało zbliżenia stanowisk uczestników negocjacji. Związkowcy mówili już o zerwaniu negocjacji. Doszło do bardzo ostrej wymiany zdań pomiędzy związkowcami z Budryka, a przedstawicielami pozostałych organizacji związkowych JSW, które protestu nie popierają.
W środę strony sporu uzgodniły niemal wszystkie punkty planowanego porozumienia. Późnym wieczorem negocjacje zostały przerwane po pojawieniu się rozbieżności w kluczowym punkcie, dotyczącym wysokości i sposobu naliczania podwyżek płac.
Negocjacje płacowe były już kilkakrotnie zrywane. Strony miały wrócić do rozmów w czwartek po południu - po ponownym przeliczeniu swych propozycji. Rozmowy te jednak nie odbyły się, bo zarząd JSW został wezwany do Ministerstwa Gospodarki. Spotkanie było związane z przejęciem przez tę spółkę Budryka i oceną sytuacji ekonomicznej kopalni oraz strat spowodowanych strajkiem.
Pod ziemią protestują obecnie trzy osoby, a kilkaset prowadzi strajk okupacyjny na powierzchni. Protest prowadzą cztery z 9 działających tam związków zawodowych.