Romans z węglem - rozmowa ze Zdenkiem Bakalą
Decyzja o inwestowaniu w górnictwo węgla kamiennego zapadła po przeprowadzeniu szeregu dokładnych analiz całego sektora. Z naszego punktu widzenia był to pomysł ze wszech miar trafiony. Ale podkreślam, że chodzi o inwestycje długoterminowe. Z drugiej strony wiedzieć trzeba, że obecnie instnieje szereg równie interesujących dziedzin, w które można by inwestować lecz nie zawsze nadarza się tak dobra do wykorzystania okazja.
Oceniając swoją inwestycję z perspektywy czasu co sprawiło Panu największy kłopot, czy musiał Pan dokonywać istotnych zmian, choćby w obszarze zarządzania?
Jak już wspomniałem, zanim podjęliśmy decyzję o inwestowaniu w przemysł górniczy w Czechach, eksperci dokładnie przeanalizowali wszystkie możliwe warianty, aby uniknąć rozczarowań. Ale wszystkiego przewidzieć się w życiu nie da. Były więc bardziej i mniej przyjemne momenty. Z pewnością przyjemnym zaskoczeniem był wysoki poziom techniczny zakładów funkcjonujących w OKD oraz doskonała kadra menedżerska spółki. Zdecydowanie mniej przyjemnym doświadczeniem był sam proces restrukturyzacji firmy, który przeciągał się w czasie, ale liczyliśmy się z tym, że przekształcenie w spółce, która na początku procesu restrukturyzacyjnego liczyła 52 podmioty gospodarcze będzie trudne i czasochłonne.
A może górnictwo w jakimś sensie zmieniło Pana, pańskie spojrzenie na gospodarkę?
To oczywiste, że musiałem się dużo uczyć i nadal to robię. Bardzo lubię uczyć się górnictwa. Ale z „ekonomicznego“ punktu widzenia wcale się aż tak nie zmieniłem. Raczej większy wpływ na całokształt ma moje osobiste spojrzenie na górnictwo, kiedy uświadamiam sobie, jak bardzo ciężka i niebezpieczna to praca. Dlatego jestem rad, że nasz nowy program inwestycyjny technicznego wyposażania kopalń OKD wpłynie na podniesienie komfortu górniczej roboty i polepszy jej bezpieczeństwo.
Teraz przyjdzie Panu w symboliczny sposób zmieniać polskie górnictwo. Zresztą przetarł Pan już ścieżki giełdowe polskim spółkom węglowym.
Wejście na giełdę warszawską było dla grupy NWR niezwykle ważnym momentem, naturalnie wraz z debiutem na innych giełdach. Giełda w Warszawie odgrywa dominująca rolę na rynkach naszego regionu i wierzymy, że jej rola jeszcze będzie rosnąć. Wprowadzenie naszych papierów na warszawską giełdę jest logicznym posunięciem wobec dalszych długoterminowych planów związanych z inwestycjami NWR w Polsce. Co się zaś tyczy owego „wyprzedzania“, to powiem, że jako właściciele OKD zdecydowaliśmy, że priorytet ma restrukturyzacja spółki. Dopiero potem zrealizowaliśmy plan wprowadzenia akcji NWR – właściciela OKD – na światowe giełdy. Właściciel polskich spółek węglowych ma swoje priorytety i ja w żadnym wypadku nie twierdzę, że ktoś tu kogoś wyprzedzał.
Udany debiut NWR na warszawskiej giełdzie zwiększył apetyty menedżerów górniczych w Polsce na spore przychody z parkietu. Słusznie?
Nie moją rolą jest komentowanie procesu przygotowania polskich spółek węglowych do debiutów na światowych giełdach. Tym niemniej podkreślić muszę, że debiut grupy NWR na giełdach w Londynie, Paryżu i w Warszawie dowiódł, iż węglowe inwestycje w naszym regionie to dobry interes. Te inwestycje przy spełnieniu kilku warunków doskonale obronią się nie tylko na rynkach krajowych, ale na światowych również. O ile dochodzą do mnie sprawdzone informacje, polskie spółki węglowe potrzebują zwłaszcza środków na inwestycje. I tu doskonałym źródłem ich pozyskania może stać się właśnie giełda..
Czy uważa Pan, że można wprost porównać emisję NWR z planowanymi emisjami państwowych spółek węglowych, wszak z jednej strony mieliśmy do czynienia z prywatnym przedsiębiorstwem, a tu do debiutu szykują się spółki, które wciąż pozostają pod kontrolą Skarbu Państwa?
Już powiedziałem, że dla mnie komentowanie procesu przygotowania polskich spółek węglowych do debiutów giełdowych nie jest zadaniem łatwym. Niektóre apekty tego procesu mogą być dla spółki będącej w rękach państwowych łatwiejsze, a niektóre inne bardziej skomplikowane niż dla prywatnych podmiotów.
Karbonia, spółka zależna NWR otrzymała właśnie koncesję na wydobycie węgla z obszaru dawnej kopalni Dębieńsko. Kiedy możemy spodziewać się, że z nowej kopalni wyjedzie na powierzchnię pierwszy?
Uzyskanie koncesji na wydobywanie węgla w regionie Dębieńsko jest kluczowym elementem naszego projektu, ale jest również wynikiem długiej i systematycznej pracy. Teraz wszystko rozbija się o jego realizację. Według naszych planów pierwszy węgiel zostanie wydobyty na powierzchnię za sześć do siedmiu lat. Zrobimy jednak wszystko, aby ewentualnie skrócić ten czas. Zostaną zastosowane najnowocześniejsze technologie przy wznoszeniu zakładu.
Skoro inwestuje Pan w to przedsięwzięcie kilkaset milionów euro, to jest Pan przeświadczony o rentowności tego przedsięwzięcia, mimo faktu, że kopalnia „Dębieńsko” zakończyła swój żywot z uwagi na ponoszone straty.
Gdybyśmy nie byli przekonani o powodzeniu projektu w Dębieńsku nie zdecydowalibyśmy o inwestowaniu w przedsięwzięcie milionów euro. Od czasu likwidacji kopalni wiele się zmieniło. Zwłaszcza poszły w górę ceny węgla na światowych giełdach. Nie znamy cen węgla, które obowiązywać będą w momencie uruchomienia kopalni, ale nowoczesne technologie jego eksploatacji umożliwią utrzymanie rentowności wydobycia ze wszystkich pól, nawet o bardziej skomplikowanych warunkach.
Pewnie po drodze czeka Pana wiele niespodzianek, nie obawia się Pan tego?
To prawda, że sześć, siedem kolejnych lat może przynieść jakieś nieprzyjemne doświadczenie. Jednak dysponujemy znakomitym sztabem ekspertów, złożonym zarówno z naszych pracowników, jak i grupy TJBoyd, pełniącej rolę naszego głównego doradcy. Ten zespół rozszerzymy niebawem o polskich ekspertów i wówczas będziemy kompleksowo przygotowani na wszystkie możliwe warianty, z którymi należałoby się liczyć.
A konkretnie czego Pan się obawia?
O konkretnych obawach na razie nie mówimy. Jest na to dość czasu. Obecnie najważniejsze jest, że pokonaliśmy wszystkie problemy administracyjne. Przesadzam, mówiąc „problemy“. Proszę nie brać tego dosłownie.
Oprócz inwestycji w „Dębieńsko” wciąż aktualny pozostaje temat kopalni Morcinek?
Projekt „Morcinek” jest wciąż aktualny. Współpracujemy tu z Jastrzębską Spółką Węglową i jest to dla nas partner kluczowy. Czeka nas jeszcze wiele pracy, aby zrealizować plany. Jednym z podstawowych problemów jest zupełnie inny sposób wstrzymania eksploatacji węgla niż w przypadku „Dębieńska”. Towarzyszy temu również diametralnie inne nastawienie lokalnej społeczności do wznowienia eksploatacji węgla w tym regionie.
Na tym chyba Pan nie poprzestanie, w wielu wywiadach podkreśla Pan, że chce stworzyć na bazie OKD i JSW silnego producenta węgla koksowego. Liczy Pan na prywatyzację JSW?
Mogę tylko potwierdzić, że w przypadku, gdy polski rząd podejmie decyzję o prywatyzacji JSW, będziemy przygotowani do uczestniczenia w tym procesie. Jestem przekonany, że połączenie dwóch bardzo podobnych spółek prowadzących wydobycie węgla w tym samym regionie, tyle tylko, że podzielonym sztucznie granicą administracyjną, byłoby szansą na dalszy, dynamiczny rozwój tych obszarów.
Pewnie podobne plany w stosunku do JSW wiążą inni wielcy gracze na rynku, jak choćby ArcelorMittal. Jest Pan w stanie konkurować z tak potężnym koncernem? A może zwiąże się Pan z tym koncernem w staraniach o JSW.
Mam przekonanie, że w warunkach wolnego rynku jesteśmy zdolni konkurować z jakimkolwiek podmiotem gospodarczym. Już powiedziałem raz, że połączenie naszych kopalń z JSW jest z wielu aspektów logiczne i dobre dla obu stron. Mówiąc „dla obu stron“ mam na myśli naszą grupę i nie tylko JSW, ale także państwo polskie.
No, ale zapewne czytał Pan artykuły w polskiej prasie, że za pańskimi inwestycjami w węglu stoi tenże potentat stalowy?
Nie chcę nic sugerować. Ze spółką ArcelorMittal mamy dobre stosunki, chodzi bowiem o jednego z naszych kluczowych klientów. Nic więc dodać, nic ująć. A gwoli uzupełnienia powiem, że i pod tym względem jesteśmy bardzo bliscy JSW.
Rozmawiał: Jacek Srokowski