Roman Łój: O sprzedaż nie muszę się martwić
Kilkadziesiąt godzin temu objął Pan prezesurę KHW. Nowego szefa zwyczajowo pyta się o to, ile kontynuacji, a ile nowych akcentów w zarządzaniu firmą.
Na pewno będziemy kontynuowali zadania, których realizacja już biegnie, a które zmierzają do głębokiej przebudowy organizacyjno-technicznej struktury spółki. Myślę przede wszystkim o stworzeniu megakopalni i centrum usług wspólnych, ponieważ – z punktu widzenia przyszłości firmy – są to zagadnienia o kluczowym znaczeniu. Na pewno będziemy szukali źródeł finansowania przyszłorocznych wydatków, tak aby w perspektywie kilku najbliższych miesięcy można było myśleć o zlikwidowaniu przeterminowanych zobowiązań oraz zabezpieczeniu środków na konieczne inwestycje.
Występując na uroczystości barbórkowej, zapowiedział Pan, że przyszły rok musi być dla spółki przełomowy. Na czym miałby polegać ów zwrot?
Głównie na tym, że spółka będzie musiała zrealizować założenia planu techniczno-ekonomicznego, co nam się nie udawało przez ostatnie cztery lata. Ta sprawa bardzo skomplikowała sytuację firmy. Musimy zadbać o wydobycie na takim poziomie i w takiej strukturze, aby przychody ze sprzedaży nie tylko pokryły ponoszone koszty, ale również nasze zobowiązania, w tym te, wynikające z realizacji obligacji węglowych.
Czy prawdziwy jest paradoks, że Holding ma węgiel, kiedy rynek jest nim zasypany, a nie może sprostać popytowi, kiedy występuje na nim deficyt?
Konsekwentnie realizowana od dłuższego czasu polityka sprzedaży doprowadziła do sytuacji, że nie musimy się o nią martwić. Natomiast musimy się orientować na sprzedaż jak najlepszego, o najwyższych parametrach i właściwościach paliwa, a więc trafiającego na rynek po najatrakcyjniejszej, możliwej do uzyskania cenie. Na dzień dzisiejszy naszym podstawowym zmartwieniem jest to, aby taki produkt mieć. Jeśli będziemy go mieli, to nie boję się o sprzedaż.
Czy takim optymalnym modelem dla spółki jest produkcja 15 mln ton węgla rocznie z kilkuprocentową tolerancją na wahania zapotrzebowania rynkowego?
W odniesieniu do przyszłego roku mówimy o wydobyciu na poziomie 13,6–13,7 mln ton. Produkcja 15 mln ton będzie realna w 2012 roku. Nie ma prostej możliwości ograniczenia kosztów o tyle, o ile wynika to z ograniczonych przychodów ze sprzedaży w konsekwencji niezrealizowanych zadań wydobywczych. Dlatego – obok inwestowania w przedsięwzięcia podporządkowane przyszłej produkcji – musimy przede wszystkim realizować bieżące zadania wydobywcze.
Czy pracownicy spółki mogą czuć się w niej pewnie w kontekście zapowiadanej w jej strategii restrukturyzacji zatrudnienia? To zawsze źle się załodze kojarzy, mimo zapewnień, że nie będzie zwolnień.
Restrukturyzacja zatrudnienia obejmie przede wszystkim oddziały powierzchniowe. Na dole – jak już wielokrotnie i przy różnych okazjach mówiłem – cały czas borykamy się z następstwami tzw. luki pokoleniowej, czyli ograniczonych do minimum przyjęć w wielu ostatnich latach. Z kopalń odeszła najlepiej przygotowana, najbardziej doświadczona kadra, czyli ludzie doskonale znający tajniki górniczego zawodu. W tej chwili musimy intensywnie szkolić młodzież. Ale wykształcenie i wiedza – nabyta w szkole średniej, a nawet na studiach – muszą zostać zweryfikowane w praktyce, a to przychodzi dopiero po kilku latach pracy pod ziemią. Dopiero wtedy można mówić o prawdziwym fachowcu, o dojrzałym górniku. Nie ma więc powodów, by mówić o zamyśle ograniczania zatrudnienia, lecz przeciwnie – o dodatkowych przyjęciach do pracy.
Skoro rozmawiamy o priorytetach, to niepodobna pominąć prywatyzacyjnych aspiracji spółki. Tym bardziej, że głośno ostatnio o aliansie z Węglokoksem.
Prawda, jest pomysł powiązań kapitałowych KHW z Węglokoksem. Formuła prywatyzacyjna wciąż jest jednak otwarta. Trwają analizy, których istotą jest określenie nie tylko, w jaki sposób i kiedy, ale przede wszystkim jakie cele miałyby w ten sposób spełnić oba te podmioty. Nasza spółka nie będzie się broniła przed żadnymi rozwiązaniami, które pozwolą nam na wzmocnienie pozycji rynkowej, uzyskanie stabilizacji finansowej oraz dalszy rozwój firmy. Kluczowe będzie stanowisko właściciela. Właściwe materiały i od nas, i od Węglokoksu otrzyma on w styczniu i wtedy rozpocznie się merytoryczna dyskusja – czy, kiedy i na jakich zasadach.