Prezes KGHM: Nie ustąpię związkowcom
W poniedziałek 13 central związkowych w KGHM ogłosiło wyniki referendum strajkowego, które zostało przeprowadzone w ubiegłym tygodniu. Ponad 90 proc. pracowników opowiedziało się w nim za strajkiem. Związkowcy zapowiedzieli 24-godzinny strajk ostrzegawczy na 5 listopada we wszystkich oddziałach spółki. Domagają się 550 zł podwyżki dla każdego z pracowników oraz odstąpienia od konsolidacji trzech kopalń w jedną, co według zarządu ma przynieść oszczędności - napisała \"Gazeta Wyborcza\".
Każdy dzień strajku przyniesie KGHM 20 mln zł straty. Tymczasem wczoraj znowu spadły ceny miedzi na światowych giełdach. Za tonę tego surowca płacono nawet 4,220 tys. dol. Akcje miedziowego kombinatu były wycenione wczoraj na 22,20 zł - najmniej w historii. Przed rokiem płacono za nie 143 zł - podała \"GW\", która opublikowała rozmowę z Mirosławem Krutinem.
Ceny miedzi na światowych rynkach wciąż spadają, tymczasem w KGHM co roku rośnie koszt wydobycia tony miedzi w przeliczeniu na pracownika. Dlaczego tak się dzieje?
Mirosław Krutin, prezes KGHM: KGHM jest bezwładną firmą, która nie może szybko przystosować się do zmieniającego się rynku i drastycznie obniżyć kosztów. I to w momencie, kiedy cena miedzi spada, a my zbliżamy się do progu rentowności. KGHM ma bardzo wysoki poziom kosztów stałych (około 80 proc.) i nie jest w stanie szybko ich zmniejszyć. Trzeba wreszcie mocno zacisnąć pasa, racjonalniej gospodarować finansami.
Związki zawodowe grożą jednak strajkiem, jeśli zarząd nie zrezygnuje z pomysłu reorganizacji spółki. Domagają się też 550 zł podwyżki dla każdego z pracowników.
- Obejmując stanowisko prezesa KGHM, liczyłem się z oporem działaczy związkowych. Obserwując od lat firmę, widziałem, że rządzący nią prawie w ogóle jej nie zmieniali, między innymi dlatego, że nie chcieli narazić się działaczom związkowym. Żeby mieć spokój i komfort administrowania, też mogłem nie podejmować niepopularnych decyzji. Ale one są dla dobra tej firmy po prostu konieczne.
Nie ustąpi pan?
- W żadnym razie. Gdyby kurs dolara przy aktualnych cenach miedzi był taki jak trzy miesiące temu, to dzisiaj notowalibyśmy już straty. 550 zł z punktu widzenia związkowców to być może nie jest dużo, bo to \"tylko\" 150 mln zł. Ale właśnie takie sumy mogą zdecydować w przyszłym roku o tym, czy odnotujemy zysk, czy stratę. Świadome mnożenie kosztów w obliczu zbliżającego się kryzysu może być uznane za działanie na szkodę spółki.
Związki krytykują pana za styl rządzenia. Sprzedał pan samolot należący do spółki, zrezygnował z kierowcy, który pana woził do pracy. Ryszard Zbrzyzny, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego, mówi, że to żenujące, by prezes tak bogatej firmy - szóstego na świecie kombinatu miedziowego - nie miał szofera i sam jeździł do pracy samochodem.
- To bardzo wygodny argument - jeżeli prezes żyje w Bizancjum, to dlaczego wszyscy inni wokół nie mają tak żyć? Ja nie jestem menedżerem, który musi opływać w splendor i błyskotki. Wydatki w KGHM są bardzo rozbuchane. W kombinacie przywilejami górniczo-hutniczymi objęte są osoby, które w życiu nie były w hucie czy pod ziemią. Te przywileje są rozdawane wszystkim. Nie wiem, czy górnicy i hutnicy się z tego cieszą, bo to powoduje, że i oni mają mniejsze przywileje.
Zmiana świadomości to lata pracy, ale wierzę, że to się uda. Wiem, że wiele osób w spółce podobnie myśli i pozytywnie reaguje na nasze plany. Bizancjum nie jest nam potrzebne i zamierzam z nim walczyć.
Niedawno związkowców rozsierdziło pismo pańskiego zarządu, w którym zalecano, by zamiast rozmawiać z kierownictwem związków zawodowych, których i tak się nie da przekonać, docierać do pracowników. To jak wypowiedzenie wojny organizacjom związkowym.
- Nie jesteśmy na żadnej wojnie. Fakt, że nie mamy tak świetnie prowadzonej kampanii informacyjnej przez lata jak druga strona, ale jesteśmy pierwszym zarządem od lat, który chce coś zmienić. Popatrzmy na inwestycje. Kilka miesięcy zabrało nam zatwierdzenie dwóch ważnych projektów inwestycyjnych za ponad 2 mld zł. O tych projektach dyskutowano kilka lat! Wreszcie ruszą duże inwestycje w podstawową działalność, szkoda tylko, że tak późno.
Na ostatnim posiedzeniu rady nadzorczej jej członkowie delegowani ze strony pracowników złożyli wniosek o pańskie odwołanie. Wówczas uzyskał pan poparcie ministra skarbu. Jak daleko ono sięga?
- Mam pełne poparcie właściciela, by zmieniać firmę; by była lepiej zarządzana, lepiej przygotowana na czas kryzysu i lepiej funkcjonowała na rynku. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości.
W KGHM mówi się o \"cudzie Krutina\". Dwie największe organizacje związkowe w KGHM - \"Solidarność\" i ZZPPM posła SLD Ryszarda Zbrzyznego - przez lata były ze sobą w konflikcie. Ostatnio występowały razem podczas strajku w 1992 r. Teraz połączyła je determinacja w walce z zarządem. Pan jest równie zdecydowany?
- To było do przewidzenia, nie mam zaplecza politycznego, nie stoi za mną żaden związek zawodowy, jak było do tej pory. Chcę wreszcie przeprowadzić w spółce zmiany. Nawet jeśli nie od razu i nie wszystkie przeprowadzę ja, to po mnie przyjdzie drugi, trzeci \"heretyk\", który w końcu doprowadzi do tego, że KGHM będzie firmą sprawnie funkcjonującą, przynoszącą zyski akcjonariuszom, a pracownikom godziwe płace i bezpieczne miejsca pracy.