Prawo: morderczy pakiet

Cały świat stawia na węgiel, a unijni biurokraci i ekolodzy forsują zabójczy dla europejskiej gospodarki pakiet energetyczno-klimatyczny.

Świat rozwija produkcję węgla kamiennego. Sięgające 3,24 mld t wydobycie samych Chin rok w rok rośnie w tempie 178 mln t. W USA stabilna produkcja tego surowca utrzymuje się na poziomie około 1 mld t rocznie. Dla Australii węgiel kamienny stanowi główny produkt eksportowy. W tym i przyszłym roku jego sprzedaż na zewnątrz ma wzrosnąć do 378 mln t. W latach 2007–2008 zyski tego kraju z wywozu węgla sięgnęły około 24 mld dolarów. Inwestycje górnicze forsuje Rosja, produkująca rocznie 186 mln t. Oto niektóre zjawiska światowej rzeczywistości węglowej, kłócącej się, niestety, z europejską optyką i jej klimatyczną fanaberią.

 

Europejska bzdura o schyłku

Obszerną ilustrację roli węgla kamiennego w światowej gospodarce, zdecydowanie kłócącą się z tezą o jego schyłkowym jakoby znaczeniu, przedstawili podczas wtorkowej sesji Europejskiego Kongresu Gospodarczego pn. „Górnictwo węgla kamiennego w świecie” prof. Józef Dubiński, dyrektor naczelny Głównego Instytutu Górnictwa, i Jerzy Podsiadło, prezes zarządu Węglokoksu.
– W porównaniu z 2009 rokiem w ubiegłym nastąpił wzrost światowej produkcji węgla o 8,5 procent. W ciągu ostatnich 30 lat wydobycie węgla energetycznego wzrosło z 2,3 do 5,7 miliard ton, jego udział w światowym obrocie handlowym zwiększył się w tym czasie z 242 milionów do 1,22 miliarda ton, a prognozowany po rok 2030 udział w produkcji energii nie będzie słabł, lecz się umacniał. Zatem bez węgla kamiennego nie może być mowy o utrzymaniu konkurencyjności europejskiej gospodarki – konstatował Jerzy Podsiadło.
To ostatnie spostrzeżenie jest istotne zwłaszcza dla rzeczywistości i przyszłości polskiego górnictwa. W ocenie Podsiadły import węgla kamiennego do Polski może sięgnąć w tym roku aż 14,5–15 mln t.
– To absolutny rekord, czyniący z naszego kraju trwałego importera tego surowca netto – zauważył prezes Węglokoksu.

 

Przestał być sexy

Ale wciąż wracającymi w trakcie sesji były pytania, co dalej z polskim górnictwem w Europie, gdzie węgiel przestał być sexy, a jego wydobycie jest niszczone pod presją unijnych biurokratów i ekologicznych pięknoduchów z forsowanym przez nich zabójczym pakietem energetyczno-klimatycznym.
Ani jedna z odpowiedzi górniczych przedsiębiorców nie tchnęła optymizmem.
– Cały świat rozwija górnictwo, a na Śląsku się zwija. W Polsce tylko Bogdanka odważyła się, żeby zmieniać swoje przedsiębiorstwo, zwiększać wydobycie, zatrudniać ludzi. Nam zostały tylko ambicje i duma. Nic poza tym. Wszyscy boimy się zmian. Boimy się ich my, zarządzający górnictwem, boją się nasze załogi, boją się zmian politycy. W Polsce od wielu lat brakuje odwagi, żeby coś z górnictwem zrobić – zżymał się prezes zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej Jarosław Zagórowski.
Dalej wyjaśniał, że tym, co klinczuje rozwój górnictwa i pogrąża jego szanse, są m.in. bariery prawne, trudne relacje z lokalnymi samorządami oraz rozpasanie liderów związkowych, przedkładających pistolet nad dialog.
– Na rynku węgla, co dawno już zrozumieliśmy, przetrwa tylko ten, kto potrafi produkować tanio, a więc łączyć masowe wydobycie po jak najniższych kosztach. Dlatego uznaliśmy, że szansą Bogdanki jest ucieczka do przodu – mówił prezes zarządu Bogdanki Mirosław Taras.
Ale i on nie pozostawiał suchej nitki na narzucanym Polsce schemacie zachowań, z unijną filozofią tzw. dekarbonizacji przemysłu i jej polityką klimatyczną.
Konsekwencja unijnej
przynależności
– Na całym świecie postępuje się dokładnie odwrotnie. Niestety, zapisaliśmy się do UE i musimy ponosić konsekwencje tego faktu. Jedną z nich będzie to, że część naszego przemysłu energetycznego po prostu wypadnie z gry i polskiej energii nie będzie się wytwarzało z węgla. Ta tak zwana zielona jest bardzo droga, a bloki węglowe nie będą budowane. Nie dostrzegam szansy na szybką budowę bloków atomowych. Wszyscy musimy zdawać więc sobie sprawę, że będziemy zmuszeni kupować energię z zewnątrz – kreślił niewesołą perspektywę Taras, dodając, że odwrócenie tego zabójczego trendu leży głównie w działaniach zaradczych polskiego rządu.
Otwartej dezaprobaty dla polityki klimatycznej UE nie taił też Roman Łój, prezes zarządu Katowickiego Holdingu Węglowego.
– Od 20 lat wszystkie działania w odniesieniu do górnictwa węgla kamiennego w Polsce sprowadzały się do zamykania kopalń i dławienia wydobycia. Odbywało się to z aktywnym udziałem ekspertów światowych, w tym zwłaszcza unijnych. I, niestety, pod ich głównie presją, mimo nie wyczerpanych zasobów, zamykano kopalnie, zasypywano szyby... Dziś, praktycznie rzecz biorąc, nie ma już do nich powrotu. I oto nagle obudziliśmy się ze świadomością, że węgla pomału zaczyna brakować – zżymał się Łój.
W ocenie szefa KHW odtworzenie i rozwój zdolności produkcyjnych będzie bardzo trudne, bo wymagałoby ogromnych nakładów finansowych. Roman Łój wyraźnie powątpiewa też w nasze przygotowanie do dekarbonizacji przemysłu.
– Jeśli myślimy o wysublimowanych technologiach w rodzaju podziemnego zgazowania węgla bądź sekwestracji CO2, to nie zapominajmy, że takie rozwiązania są albo w stadium projektów, albo już pracujących, bardzo drogich instalacji, nie do obronienia w warstwie ekonomicznej. Natomiast pozycję węgla w Polsce określa polityka energetyczna UE z jej klimatycznym pakietem. W moim przekonaniu ta polityka jest błędna. Błędna, ponieważ nie jest racjonalna ekonomicznie. Więcej: nikt jednoznacznie nie udokumentował ścisłego związku pomiędzy wzrostem emisji CO2, a zmianami klimatycznymi. Brak także wymiernego wpływu polityki UE na światową emisję CO2. Na dzień dzisiejszy państwa UE partycypują w 14,4 procent emisji światowej. Jeśli zatem chcemy do 2020 roku ograniczyć ją o 20 procent, to w skali globalnej w grę będzie wchodziło 3 procent, przy równoczesnym wzroście tejże emisji w Chinach, Indiach, Rosji, USA, Brazylii, itd., czyli w krajach, które tej polityki nie popierają. Skumulowany efekt będzie zatem żaden, natomiast państwa członkowskie UE wydadzą na ten cel kilkaset miliardów euro. Co uzyskają w zamian? Spadek konkurencyjności poszczególnych gospodarek i zapewne transfer wielu przedsiębiorstw, a być może całych gałęzi przemysłu poza obszar UE i wzrost bezrobocia – odpowiadał Roman Łój.

 

Problem globalny, nie lokalny

Zdaniem wielu autorytetów, w tym byłego wicepremiera Janusza Steinhoffa, wdrożenie pakietu energetyczno-klimatycznego nie wpłynie w znaczący sposób na redukcję emisji, za to postawi pod znakiem zapytania rozwój górnictwa węgla kamiennego i stworzy problem substytucji nośników energii.
– Pakiet nie został poparty na konferencjach klimatycznych w Kopenhadze i Cancun. Nic nie wskazuje na to, żeby na kolejnej konferencji zdarzył się cud i redukcja dwutlenku węgla stała się problemem światowym – uważa były wicepremier.
Steinhoff wskazał, że zarówno problem ochrony atmosfery, jak i redukcji dwutlenku węgla, są problemami globalnymi i jeśli potraktujemy je lokalnie, to poza naruszeniem zasad konkurencji nie osiągnie się wymiernych efektów.
Na regionalne konsekwencje wprowadzenia pakietu zwrócił uwagę Zygmunt Łukaszczyk. Wojewoda śląski stwierdził, że dzisiaj nie ma alternatywy dla szeroko rozumianego przemysłu górniczego na Śląsku. Jego zdaniem najważniejszą reformą w Europie będzie utworzenie wspólnego rynku energii, a to pokazuje kierunek, w którym powinno pójść polskie górnictwo.
– Polskie górnictwo w odróżnieniu od światowego ma nieporównywalnie trudniejsze warunki funkcjonowania. Generuje wysokie koszty, ale nadal będzie motorem rozwoju naszego regionu. Receptą jest ucieczka do przodu. Przykładem takiego działania jest Bogdanka, a za chwilę będzie Jastrzębska Spółka Węglowa. Trzeba o tym mówić, bo w sensie mentalnym, w myśleniu o górnictwie, jesteśmy często jeszcze w latach 70. – diagnozował wojewoda.

Teraz albo nigdy

Z tezą, że polityka klimatyczna Unii Europejskiej rozstrzygnie losy polskiego górnictwa, zgodził się Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki.
– Mam wrażenie, że siła lobbingu w sprawie pakietu przewyższa rachunek ekonomiczny. Dlaczego Unia, która emituje dwutlenek węgla w 15 procentach, ma ponieść największe koszty redukcji? – pytał Markowski.
W jego opinii plany dotyczące redukcji dwutlenku węgla o 90 proc. do 2050 roku oznaczają nie tylko upadek górnictwa, ale koniec przemysłu w Europie.
– To się nie skończy na węglu, następny będzie gaz. Jak sądzę, głęboki sens tej filozofii polega na przejściu na energetykę atomową – prognozował.
Markowski podkreślił, że Polska wraz z objęciem prezydencji ma historyczną szansę, aby wpłynąć na politykę energetyczną UE. Pocieszył też, że nie wszyscy serio biorą zagrożenia dla polskiego węgla.

 

Polska wyrazi sprzeciw

W polityce energetycznej Polski węgiel nadal traktowany jest jako stabilizator bezpieczeństwa energetycznego. Wprawdzie jego udział w energetycznym miksie spada do 56 proc., jednak tonażowo wielkość wykorzystywanego do produkcji energii węgla będzie porównywalna do obecnej. Na wzrost produkcji węgla wskazują prognozy Międzynarodowej Agencji Energii. Z drugiej strony analizy unijne ostrzegają, że Wspólnota w 2030 r. w 60 proc. będzie uzależniona od importowanych nośników energii.
– W tym kontekście powinniśmy walczyć, żeby Unia Europejska uznała znaczenie polskiego węgla jako nośnika wpływającego na jej bezpieczeństwo energetyczne. Przygotowany jest protest przeciwko dalszemu zaostrzaniu polityki klimatycznej, ponieważ przyjęcie proponowanych rozwiązań oznaczałoby zakończenie wydobycia węgla gdziekolwiek na terenie Europy – stwierdziła Joanna Strzelec-Łobodzińska.
Wiceminister wskazała także na ogromne koszty, jakie ponieść musiałoby polskie społeczeństwo, gdyby musiało się przestawić na inne, poza węglem, nośniki energii. Zadeklarowała także, że Polska optuje za rozwojem nowych technologii spalania i przetwórstwa węgla.
– Jeżeli te technologie nabiorą wymiaru przemysłowego i ekonomicznie opłacalnego, na pewno Polska będzie pierwszym krajem, który te technologie zastosuje. Dopóki tych technologii nie ma, stawiamy na poprawę sprawności wytwarzania – deklaruje wiceminister Strzelec-Łobodzińska, zaznaczając, że może to być sposób na osiągnięcie 20-procentowej redukcji.
Unii Europejskiej brakuje dziś wspólnej polityki energetycznej. Jest za to jej wizja. Jak zatem uporządkować energetykę Unii Europejskiej? Padła nawet konkretna propozycja: w Skandynawii – woda, we Francji – atom, we Włoszech, Hiszpanii i Chorwacji – słońce, w Niemczech – wiatr, a w Polsce – węgiel. Czy jedna taka wizja wspólnej polityki energetycznej Unii Europejskiej ma szansę na urzeczywistnienie? Zdaniem Andrzeja Kraszewskiego bardzo niewielkie. Unijną polityką rządzi przecież wielki biznes. Wygląda więc na to, że Bruksela dalej będzie wymuszać kolosalne wydatki na rzecz niezbadanych technologii wytrącania CO2.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Niepewność co do porozumienia USA-Iran nie ustępuje

Ceny gazu w Europie od zwyżek rozpoczynają nowy miesiąc. Na rynkach nie ustępuje niepewność związana z możliwym porozumieniem w sprawie zakończenia wojny USA-Iran i ponownym otwarciem cieśniny Ormuz, ważnego szlaku transportowego nośników energii z Zatoki Perskiej - informują maklerzy.

Surowcowe DNA Lubelszczyzny wyrasta z węgla

Bogdanka pokazuje logikę nowej polskiej polityki surowcowej. W IGSMiE PAN opracowano cyfrowy model geologiczny Lubelskiego Zagłębia Węglowego obejmujący 11 złóż, 40 pokładów węgla i 23 uskoki regionalne.

Ryzyko pożaru auta elektrycznego nie jest wyższe niż pojazdu spalinowego?

W pierwszym kwartale br. odnotowano 14 pożarów samochodów elektrycznych, to 0,59 proc. wszystkich pożarów pojazdów - wynika z danych PSP przenalizowanych przez firmę badawczą F5A. Eksperci uważają, że ryzyko pożaru auta BEV nie jest wyższe niż samochodów z innym rodzajem napędu.

Benzyna Pb95 - 6,05 zł za litr, diesel - 6,34 zł za litr

W poniedziałek litr benzyny 95 kosztuje nie więcej niż 6,05 zł, benzyny 98 - 6,63 zł, a oleju napędowego - 6,34 zł. Oznacza to spadek cen maksymalnych wszystkich paliw względem piątku.