Prawo: ekwiwalent bez biurokracji
fot: ARC
Zwały węgla
fot: ARC
Problemem „brakujących ekwiwalentów” być może zajmie się parlament kolejnej kadencji.
Sejm przyjął nowelizację ustawy o ekwiwalencie pieniężnym z tytułu prawa do bezpłatnego węgla dla osób uprawnionych z przedsiębiorstw robót górniczych. Aby go otrzymać, osoba uprawniona będzie zobowiązana złożyć tylko jeden wniosek za cały okres wypłaty zamiast kilku.
– Zmiany te wymusiło życie. W praktyce okazało się, że niektóre rozwiązania zawarte w ustawie można usprawnić. Największą bolączką była konieczność ponawiania co roku wniosków o ekwiwalent. Emeryci i renciści skarżyli się, że ich składanie jest kłopotliwe i męczące, chociażby z uwagi na stan zdrowia. Stąd udogodnienie – tłumaczy poseł Krzysztof Gadowski z Platformy Obywatelskiej.
Od przyszłego roku ci, którzy składali wnioski i otrzymali ekwiwalent od ZUS, nie będą musieli ponownie występować do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Inni, wnioskujący po raz pierwszy, muszą się zmieścić ze składaniem wniosków do końca pierwszego kwartału.
Co ciekawe, komisja sejmowa pracowała tym razem nad dwiema propozycjami nowelizacyjnymi, a rozpatrując projekty, bazowała na ekspertyzach prawnych Biura Analiz Sejmowych i opinii Ministerstwa Gospodarki.
Kwestia PBSz
– Chodzi o projekt Lewicy. Prawnicy BAS zakwestionowali w jego treści dwie sprawy: zamiar powiększenia grona osób uprawnionych o tych emerytów i rencistów, którzy ekwiwalent utracili od 1994 roku, oraz przywołanie w przepisach nazwy własnej Przedsiębiorstwa Budowy Szybów w Bytomiu. W kwestii PBSz umieszczenie jego nazwy w przepisach nie ma sensu. Wiadomo przecież, że mieści się ono w granicach definicji przedsiębiorstwa robót górniczych i to wystarczy. Ponadto emeryci i renciści pochodzący z tego zakładu pracy świadczenie deputatowe otrzymują. Co do 1994 roku jako wyjściowego, skutkować to może pozbawieniem pieniędzy z ekwiwalentu tych, którzy dotychczas go pobierali i pobierają nadal na mocy przepisów uchwalonych w 2007 roku. Mówimy tu o niebagatelnej liczbie niemal 10 000 osób, którym sądy potwierdziły zachowanie uprawnienia do deputatu, a którym nowelizacja w kształcie proponowanym przez Lewicę mogłaby po prostu zaszkodzić. Z tego powodu pomysł, w opinii ekspertów, poważnie uchybia konstytucyjnej zasadzie ochrony praw nabytych. Stałoby to wreszcie w sprzeczności z opinią Trybunału Konstytucyjnego, który wyraźnie wskazał, że warunkiem otrzymania ekwiwalentu jest utrzymanie uprawnienia wynikającego z Układu Zbiorowego Pracy, a nie jego pozbawienie. Były to wystarczające argumenty, by nie podejmować dalszych prac legislacyjnych nad tym projektem – wyjaśnia dalej Gadowski.
Będzie nowa ustawa?
Ponadto, jego zdaniem krąg osób, które w przyszłości mogłyby być uprawnione do deputatu, jest jeszcze otwarty.
– Nad sprawą trzeba się zastanowić. Nie możemy jednak próbować umieścić emerytów i rencistów, którym zakład pracy wypowiedział Układ Zbiorowy Pracy w połowie lat 90., w granicach ustawy o ekwiwalencie pieniężnym z 2007 roku, gdyż te przepisy dotyczą przypadku, gdy ktoś ekwiwalent utracił od stycznia 2002 i to z zupełnie innych powodów. Ale w to nie chcę teraz wnikać. Nie ukrywam, że wyroki sądów powszechnych o nieskutecznym wypowiedzeniu Układu Zbiorowego Pracy rzuciły na sprawę nowe światło. Wciąż próbuję rozwikłać zagadnienie rekompensaty ekwiwalentu za lata 1995–2001. Jest problem formalnoprawny co do sposobu zapisania go w postaci przepisów. Gdyby kwestia była prosta, dawno przedstawiłbym projekt ustawy. Myślę jednak, że to zadanie dla kolejnego parlamentu, gdyż w tej kadencji jest już zbyt mało czasu, by opracować projekt nowej ustawy, która rozwiąże problem „brakujących ekwiwalentów” – zwraca uwagę poseł Wojciech Saługa, również z PO.