Prawnicy poznawali trud górniczej roboty w kopalni „Bolesław Śmiały”

Sędziowie, prokuratorzy i adwokaci zjechali dziś do podziemi kopalni „Bolesław Śmiały” w Łaziskach Górnych. Organizatorem wyprawy była redakcja „Trybuny Górniczej”.  Prawnicy – jak sami przyznali - wywieźli z sobą na powierzchnię niezapomniane wrażenia.

- Uważam, że każdy, kto publicznie wypowiada się o górnictwie powinien zjechać na dół i zobaczyć pracę na ścianie – podkreślił prokurator Leszek Goławski z Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach. Michał Szułczyński, rzecznik gliwickiej prokuratury zaliczył w życiu kilkadziesiąt zjazdów i to wcale nie z racji prowadzonych śledztw. Zanim został prawnikiem ukończył...techniczną eksploatacje złóż.

- Ten dzisiejszy zjazd nie miał sobie równych. Niskie pokłady dały mi „po plecach”. Wyraźnie to czuję – skomentował krótko. - Górnicza robota jest nie do przecenienia. Mam olbrzymi podziw i szacunek dla ludzi, którzy przepracowują tu tyle lat – przyznał adwokat Adam Wawrzynek.

Sędzia Tomasz Bukalski z Sądu Okręgowego w Katowicach nigdy wcześniej nie brał udziału w podobnej wyprawie. - Styl pracy i zarządzanie kopalnią wywarły na mnie spore wrażenie. Chylę czoła przed górnikami. Wszystkie środowiska powinny poznać etos tej pracy. Tak uważam – przyznał. Wizytę w kopalni „Bolesław Śmiały” zakończył wspólny obiad z przedstawicielami dyrekcji zakładu i Wyższego Urzędu Górniczego, który przyjął patronat nad wydarzeniem.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.