Pranie brudów na pewno nie jest wolontariatem
Na praniu górniczych brudów można zbić majątek. Po szychcie górnicy zostawiają zabrudzone koszule, spodnie, kalesony i onuce. W dużych kopalniach to nawet 50 ton odzieży miesięcznie. Ich praniem zajmują firmy zewnętrzne - napisała \"Gazeta Wyborcza\" w Katowicach.
W lutym \"Gazeta\" ujawniła, że najtaniej tę pracę wykonuje... Ogólnopolski Związek Zawodowy \"Rybnik 90\" (jego głównym zadaniem jest \"ochrona miejsc, warunków pracy oraz bezrobotnych\"). Wygrywał przetargi, bo robotę zlecał kobietom pod warunkiem, że wstąpiły do związku i jako jego członkinie pracowały na zasadzie wolontariatu. Związek co miesiąc wypłacał im po kilkaset złotych zapomogi, ale nie miały one oficjalnego wynagrodzenia, urlopu i świadczeń chorobowych. Dzięki temu Rybnik 90 nie musiał odprowadzać składek ubezpieczeniowych. Kobiety zgłaszały się za to w urzędach pracy jako bezrobotne i dostawały zasiłek. - Każdego ranka meldowałyśmy się jednak na kopalni i przez osiem godzin prałyśmy górnicze brudy - mówi Ilona Bujara, jedna z praczek.
Po naszej publikacji sprawą zainteresowała się Państwowa Inspekcja Pracy, która sprawdziła zasady zatrudnienia praczek z kopalń Południowego Koncernu Węglowego. Rybnik 90 przejął tam pranie ubrań. Kontrolerzy uznali, że zatrudnienie kobiet na zasadzie wolontariatu było niedopuszczalne, i złożyli pozew przeciwko związkowi zawodowemu. Proces toczył się parę miesięcy. W lipcu, tuż po złożeniu obciążających zeznań przed sądem, praczki zostały zwolnione. Nie mają z czego żyć, bo straciły też prawo do zasiłku - napisała \"GW\".
- Szef związku powiedział nam, że nie jesteśmy już potrzebne, bo przeszłyśmy na stronę inspekcji pracy - wspomina Bujara.
Kilka dni temu Sąd Pracy w Rybniku wydał jednak wyrok, który przywrócił praczkom nadzieję. - Sędziowie uznali, że w przypadku tych kobiet od 1 stycznia 2008 r. istnieje stosunek pracy - mówi sędzia Tomasz Pawlik, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gliwicach. Jeżeli to orzeczenie się utrzyma, Rybnik 90 będzie musiał podpisać z praczkami umowy o pracę i wyrównać im zaległe wynagrodzenie. - Z uwzględnieniem minimalnej pensji oraz wyrównaniem za urlop - tłumaczy Magdalena Skalmierska, rzeczniczka prasowa Okręgowego Inspektora Pracy w Katowicach.
Na razie wyrok jest nieprawomocny i nie wiadomo, czy Stanisław D., przewodniczący związku, złoży od niego odwołanie. Wczoraj nie odbierał naszych telefonów, nie odpowiadał też na SMS-y. Od czasu wydania sądowego orzeczenia nie kontaktował się także z praczkami.
- Chcemy wrócić do pralni i dalej pracować, ale na normalnych zasadach - mówi Bujara.
Wyrok rybnickiego sądu jest ważny także dla 20 kobiet piorących ubrania dla górników m.in. z kopalń Halemba i Szczygłowice. One także robiły to na zasadzie wolontariatu i w końcu zawiadomiły prokuraturę. Do sądu trafił już akt oskarżenia przeciwko liderowi Rybnika 90, który jest podejrzany o łamanie praw pracowniczych. Praczki z Halemby i Szczygłowic będą w jego procesie oskarżycielkami posiłkowymi.
- Mogą pójść także drogą przetartą przez kobiety piorące dla kopalń PKW i złożyć pozwy w sądzie pracy - mówi jeden z prokuratorów.