Porozumienie z Brukseli to umiarkowany sukces

fot: Andrzej Bęben/ARC

Wzmożony handel uprawnieniami do emisji CO2 wynikający ze zbliżającego się terminu rozliczenia przez instalacje - spowoduje wzrost cen

fot: Andrzej Bęben/ARC

Uzgodnione w Brukseli ramy polityki klimatycznej UE do 2030 r. to umiarkowany sukces, głównie ze względu na ochronę przemysłu i fundusze na modernizację energetyki - uważa ekspert od ekonomii energetyki dr Maciej Bukowski z Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych.

W nocy z czwartku na piątek (23-24 października) szefowie państw i rządów uzgodnili m.in., że mniej zamożne kraje UE (z PKB poniżej 60 proc. średniej unijnej) - wśród nich Polska - będą mogły przekazywać darmowe pozwolenia na emisję CO2 elektrowniom do 2030 r. Według źródeł dyplomatycznych Polska energetyka będzie mogła otrzymać pulę darmowych uprawnień o wartości 31 mld zł.

Najmniej zamożne państwa UE podzielą się też środkami ze specjalnej rezerwy utworzonej z 2 proc. pozwoleń na emisję. Według nieoficjalnych wyliczeń Polska otrzyma ok. 7,5 mld zł do 2030 r. na modernizację energetyki. Z kolei państwa z PKB poniżej 90 proc. średniej unijnej dostaną też dodatkowe pozwolenia na emisję CO2. Dla nich przeznaczone będzie 10 proc. całkowitej sumy wszystkich uprawnień.

Zdaniem Bukowskiego ustalenia nie będą miały wielkiego znaczenia dla konkurencyjności polskiej gospodarki, bo energetyka ma tu mniejsze znaczenie niż się wydaje.

- Po wstępnej analizie konkluzji dużo ważniejsze są kwestie przemysłowe, zwłaszcza, jeśli chodzi o branże nie tyle energochłonne, co emisjochłonne - powiedział ekspert.

Jak wyjaśnił, europejskie przemysły energochłonne już w tej chwili płacą więcej za energię niż w USA, ale są znacznie bardziej efektywne energetycznie, więc koszty inaczej się rozkładają. Natomiast branże emisjochłonne, np. przemysł cementowy, gdzie proces technologiczny powoduje dużą emisję CO2, dostały pulę bezpłatnych uprawnień do wykorzystania do 2030 r., czyli dłużej niż pierwotnie planowano.

- To jest rozsądne, tzn. nie ma sensu ich karać za to, że inne fabryki po drugiej stronie granicy mogą nie płacić za te uprawnienia, a produkują według gorszej technologii. Te przemysły bardzo się poprawiły, jeśli chodzi o energochłonność procesów produkcyjnych, często używają energii odnawialnej albo spalają odpady - ocenił Bukowski.

Jego zdaniem dla energetyki ważniejsze są fundusze wynikające z przekazania na rzecz biedniejszych krajów Unii uprawnień do emisji, które będzie można sprzedać.

- Ten fundusz jest dobry i zgodny z propozycją, którą w WISE przygotowaliśmy wspólnie z Lewiatanem. On jest mniejszy niż zakładaliśmy, moim zdaniem właśnie dlatego, że Polska naciskała na pulę bezpłatnych uprawnień do wykorzystania do 2030 r. - powiedział ekspert.

Zwrócił uwagę, że warunkiem przyznania firmom bezpłatnych uprawnień do emisji jest spełnienie dodatkowych warunków.

- Co to znaczy, na razie nie wiadomo. Można założyć, że Komisja Europejska po prostu wypracuje nowe standardy technologiczne i inwestycyjne, które trzeba będzie spełnić, by otrzymać uprawnienia. Jaki ten standard będzie? Tego dziś nie wiemy, ale może on być dość wyśrubowany, wtedy polskie nadzieje na nowe elektrownie węglowe mogą się okazać płonne - powiedział Bukowski.

Zaznaczył też, że wcale nie jest powiedziane, że Polska otrzyma ok. 7,5 mld zł do 2030 r. na modernizację energetyki. Ostateczna kwota zależy bowiem od ceny, za jaką uda się sprzedać uprawnienia do emisji CO2, a trudno zgadnąć, jaka ona będzie. "Z punktu widzenia potrzeb modernizacyjnych całej energetyki te 7,5 mld zł to jest mało" - ocenił.

Europejscy przywódcy ustalili, że Unia Europejska ograniczy emisje CO2 o co najmniej 40 proc. do 2030 r. względem roku 1990. Porozumienie przewiduje, że udział energii ze źródeł odnawialnych w całkowitym zużyciu energii elektrycznej w UE wyniesie co najmniej 27 proc. w 2030 r. Cel ten będzie wiążący na poziomie całej Unii, ale nie dla poszczególnych państw członkowskich. Unia ustaliła też, że zwiększy efektywność energetyczną o co najmniej 27 proc. Cel ten będzie niewiążący.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

W tej katastrofie oficjalnie zginęło 24 górników, ale ofiar mogło być znacznie więcej

Dwadzieścia cztery osoby – to oficjalna liczba ofiar katastrofy, do której doszło 18 lipca 1956 roku w kopalni Boże Dary w katowickich Murckach. Nieoficjalnie mówi się, że ofiar – wybuchu gazów pożarowych i pyłu węglowego może być więcej. W kopalni  pracowali więźniowie polityczni pozbawieni praw publicznych. Ich życia nie wliczano do oficjalnych statystyk.

Kopalnia ludzi z charakterem. Fedrowali w trudnych warunkach, triumfowali w sporcie

Bielszowicka kopalnia przez ponad sto lat była jednym z symboli przemysłowej historii miasta. W czerwcu dokonała swego żywota. Przez dwie dekady towarzyszyliśmy bielszowickim górnikom w ich codziennej pracy. Relacjonowaliśmy sukcesy i porażki. Opisywaliśmy pasje. Dziś wracamy wspomnieniami do tamtych dni.

Biznes w dzielnicy, gdzie właśnie zamknięto kopalnię? W Bielszowicach przekonują, że to ma sens

Likwidacja kopalni wywołała u wielu mieszkańców Bielszowic lęk przed stagnacją i zamieraniem dawnego życia dzielnicy. Szansę w nowej rzeczywistości dostrzegli jednak twórcy kawiarni „U Sąsiadów”.

Sektor ciepłownictwa powrócił do zysków, ale potrzeby inwestycyjne są ogromne

Sektor ciepłownictwa powrócił do zysków, ale potrzeby inwestycyjne są ogromne - poinformował w raporcie Urząd Regulacji Energetyki.