Syn Masztalskich potwornie się jąkał. Nie było na to żadnej rady. Aż pewien bywały w świecie znajomy poradził:
– Wy go musicie posłać do takij szkoły dlo jónkałów. Tam go wyuczóm, jak noleży godać. Masztalski tak się zdziwił, że aż za głowę się złapał i wykrzyknął:
– Ale po cóż?! Przeca łón i bez szkoły bardzo dobrze się jónko!
Były minister odpowiedzialny za górnictwo dzieli się tragicznymi wspomnieniami
- Zobaczyłem przerażający widok... cała rodzina karczmarza, którą znałem, leżała zamordowana na drabiniastym wozie przygotowanym do wywiezienia. Obok byli liczni niemieccy żołnierze. To straszne przeżycie – wspomina w swej książce Zdzisław Doszla.