Czy przekonał pan już wszystkich eurodeputowanych do nowoczesnych technologii „czystego węgla”?
- Unia Europejska zdecydowanie zamierza je wprowadzić. Na spotkaniach komisji energii podkreślam od trzech lat, że działania w tym kierunku są niezbędne i konieczne. Wśród eurodeputowanych nie ma dzisiaj w zasadzie sprzeciwu. Węgiel jest jedynym surowcem, mogącym w sposób długotrwały zapewnić światu wystarczającą ilość taniej energii. Jednak spośród wszystkich paliw najbardziej przyczynia się do efektu cieplarnianego i niezbędne są nowoczesne technologie spalania, aby ograniczyć, a potem wyeliminować emisję dwutlenku węgla. Jeśli Unia Europejska będzie wspierała wprowadzenie tych technologii, to w ciągu najbliższych pięciu-siedmiu lat będą one stosowane komercyjnie.
Sądzi pan, że plany ulokowania w tym czasie w Polsce, na Śląsku, dwóch bloków energetycznych, produkujących czystą energię z węgla, powiodą się?
- Wierzę, że Polska będzie kluczowym krajem w skali Europy, który jako pierwszy owe technologie wprowadzi.
Mimo, że nasze zapasy węgla stawiają nas w dobrej sytuacji jeśli chodzi o bezpieczeństwo energetyczne, to kurczowe trzymanie się tego surowca nie wydaje się dobrym pomysłem na przyszłość.
- Owszem, powinniśmy rozpocząć inwestowanie w energię atomową. Nie jest to jednak łatwa sprawa i trzeba będzie na konkretne rozstrzygnięcia trochę jeszcze poczekać. Ale przecież węgiel wykorzystywany oszczędnie, bezemisyjnie z równoległą produkcją prądu, ciepła i chemikaliów, to świetny surowiec na całe dziesięciolecia.
Czyli budować nowe kopalnie.
- Trzeba budować nowe szyby, uruchamiać nowe pokłady, to zadanie dla górnictwa. Trzeba jednak także zmieniać polską energetykę. Warto stawiać na naukę, na prace badawcze nad nowoczesnymi technologiami węglowymi i myśleć już o ich stosowaniu także we współpracy z zagranicznymi ośrodkami naukowymi z USA, z Południowej Afryki, no i oczywiście z Europy. Obiecująco zapowiadają się również plany współpracy naszych potentatów energetycznych z zachodnimi firmami.
Wątpliwości budzi jedynie sceptyczne podejście wielkich koncernów energetycznych oraz Niemiec i Francji do polskiej inicjatywy „solidarności energetycznej”. Co pan o tym sądzi?
- Jestem optymistą. Większość krajów Unii Europejskiej ma świadomość, że z energetyką jest podobnie, jak z każdą inną dziedziną gospodarki. W tym względzie potrzebna jest po prostu wspólna polityka dla wspólnego dobra. Jeśli eurodeputowani zdołali przekonać się do węgla, to przekonają się również do solidarności energetycznej. Nie ma obaw.
Mamy na to jeszcze pół roku i być może jest to dobry czas, aby pomyśleć o nadaniu większego tempa prywatyzacji polskiego górnictwa węglowego?
- Na pewno nie może być to proces chaotyczny i nieprzemyślany, ale pomysł prywatyzacji jest z pewnością dobry. Przykłady innych krajów europejskich dowiodły, że stopniowa prywatyzacja górnictwa dała dobre efekty ekonomiczne. Sprzyjała zwłaszcza konkurencji i zdrowym zasadom gospodarowania, ale też zapewniała ludziom pracę na godziwych warunkach. Sądzę, że prywatyzacja mogłaby uratować szereg słabszych kopalń, w których bez dużych inwestycji nie opłaca się eksploatować węgla. Mamy także dobre doświadczenia z Bogdanką, zarządzaną oddzielnie i bardzo skutecznie.
Jest szansa, aby w najbliższych latach śląski węgiel powędrował w głąb Unii Europejskiej jako konkurencja dla importowanego z Chin czy Afryki?
- Na pewno, ale nie koleją. Ogromny wpływ na cenę surowca ma jego transport. Trzeba raz jeszcze zastanowić się nad wykorzystaniem drogi wodnej. Chodzi o uruchomienie Odry i Kanału Gliwickiego. Wówczas nasz węgiel stałby się na pewno konkurencyjny na wszystkich europejskich rynkach, a nawet poza Europą. Transport barkami do Świnoujścia, czy też do Hamburga systemem połączeń przez Niemcy jest sprawą zupełnie realną.
Czy jest pan zatem gotów ponownie wesprzeć program „Odra 2010” zakładający doprowadzenie Odry do pełnej żeglowności?
- Owszem. Ten program został, niestety, przerwany i moim zdaniem po siedmiu latach należałoby ponownie do niego wrócić. Widzę możliwość wykorzystania na ten cel środków strukturalnych. Program „Odra 2010” pomógłby eksportowi, ale obecnie radziłbym mimo wszystko skupić siły na dobrym wykorzystaniu węgla w kraju.