Polska proponuje Unii pakt energetycznej solidarności
Najważniejsza propozycja dotyczy definicji sytuacji kryzysowej uruchamiającej tzw. solidarność energetyczną. Obecnie jedna z unijnych dyrektyw stwierdza, że UE musi zareagować, gdy nastąpi \"znaczące zakłócenia dostaw\", czyli zagrożone jest ponad 20 proc. dostaw gazu dla całej wspólnoty europejskiej.
Tusk chce, by klauzula solidarności działała, jeśli zagrożone byłoby 50 proc. dostaw dla jednego państwa członkowskiego, choćby najmniejszego. Dodatkowo, proponuje on, by za \"znaczące zakłócenie dostaw\" uznać przerwę trwającą 4 tyg. (w zimie) i 6 tyg. (w lecie). Obecne przepisy mówią o aż o 8 tyg. bez względu na porę roku.
Wedle obecnej definicji o \"znaczącym zakłóceniu\" można mówić, gdy Rosja wstrzyma dostawy ponad 50% swoich odbiorców w UE, co jest mało prawdopodobne. Jeśli zaś np. Rosja zakręciłaby kurek tylko Polsce, to UE formalnie nie byłaby zobowiązana do uruchamiania klauzul solidarnościowych - podłą \"GW\".
Polski rząd chce też przekonać resztę Europy do pogodzenia polityki energetycznej z polityką klimatyczną. Rząd przekonuje, że takie kraje jak Polska powinny być potraktowane ulgowo, jeśli chodzi o zmniejszenie emisji, bo w ich przypadku bezpieczeństwo energetyczne, czyli spalanie własnego węgla, jest równie ważne co ochrona klimatu.
Dodatkowo, Tusk żąda, żeby państwa UE obowiązkowo robiły zapasy także gazu, a nie tylko ropy oraz żeby UE zaczęła współfinansować budowę infrastruktury energetycznej.
Ze względu na kryzys finansowy inicjatywa Tuska może zejść na szczycie na drugi plan - podkreśla \"GW\".