Policja znalazła laptop i komórkę byłej rzeczniczki WUG
Jak podaje katowicka \"Gazeta Wyborcza\" policjanci namierzyli pasera, bo na kilka minut włączył telefon komórkowy. Zapewnia, że kupił sprzęt od znajomego, ale policjanci są pewni, że kłamie i dobrze wiedział o pochodzeniu łupów. Po zatrzymaniu paser został zwolniony, ma dozór policyjny.
Do kradzieży doszło po katastrofie w kopalni \"Śląsk\" (18 września), gdy media rozpisywały się o licznych nadużyciach i nieprawidłowościach w eksploatacji węgla, które wyjaśnia obecnie specjalna komisja WUG. Sprawa budziła emocje - zastanawiano się, czy zaginiony laptop mógł mieścić informacje ważne dla śledztwa w kopalni, czemu zdecydowanie zaprzeczał WUG i sama ofiara kradzieży.
Z relacji kobiety wynikało, że napastnik przewrócił ją i wyrwał torbę ze służbowym laptopem i komórką. - K..., to za tę kopalnię - miał powiedzieć. Usatalono tymczasem po przejrzeniu nagrań z monitoringu, że po pracy rzeczniczka poszła do restauracji \"Camelot\" a potem do pubu w \"Domu Prasy\". Kilka godzin później miała we krwi 3 promile alkoholu, za co nazajutrz zwolniono ją ze stanowiska.
Kamery zarejestrowały napastnika, który po napadzie ucieka z łupami. Jest poszukiwany - funkcjonarziusze liczą, że w ujęciu złodzieja pomogą zeznania pasera.