Pół wieku jasnej perspektywy dla kopalń
Rozmowa z Andrzejem Szeymkiewiczem, prezesem zarządu Południowego Koncernu Węglowego SA
Chciałbym skupić się w tej rozmowie na przyszłości PKW, niemniej nie mogę nie zapytać o to, czy spółka przezwyciężyła już ubiegłoroczne kłopoty produkcyjne w Sobieskim?
Na szczęście tak i nasza najwydajniejsza ściana wraca do pełnej zdolności wydobywczej. Trzeba przy tym powiedzieć, że wyciągnęliśmy płynące z tej nadzwyczajnej sytuacji wnioski, a nauka, jaką dała nam przyroda, przyda się na przyszłość, aby ustrzec się podobnych komplikacji. Wdrożyliśmy – dotąd niestosowaną – nową metodę klejenia stropu i zdała ona w naszych warunkach egzamin. Trzeba podkreślić, że mamy skomplikowaną strukturę geologiczno-górniczą, ale i w takich warunkach musimy sobie radzić.
Po kiepskim roku ten zaczął się zatem dobrze?
Normalnie. Nie całkiem dobrze, ale właśnie normalnie. Wydobycie wraca do założonego poziomu i mamy nadzieję, że nie dotkną nas już tak zaskakujące problemy, z jakimi borykaliśmy się w minionym roku.
Jak duże zapotrzebowanie Grupy Tauron na paliwo musi zaspokoić wasz Koncern?
W myśl obowiązującej nas strategii mamy zaspokajać połowę zapotrzebowania Grupy na węgiel w perspektywie do 2060 roku. Już w przyszłym roku mamy więc osiągnąć zdolności produkcyjne na poziomie 5,8–5,9 mln t węgla handlowego rocznie, z czego około 4 mln t trafi do elektrowni i elektrociepłowni grupy.
Myślę, że inni przedsiębiorcy górniczy mogliby pozazdrościć Koncernowi widoków stabilnej produkcji na pół wieku naprzód. Skąd ten komfort?
Stąd, że żywotność już zainstalowanych i planowanych do uruchomienia jednostek Południowego Koncernu Energetycznego SA jest obliczona na taki mniej więcej okres. My, mając taką ilość zasobów, możemy się dostosować do tej skali zamówienia.
Przypuszczam, że oznacza to sięganie do nowych zasobów, poza eksploatowanymi już partiami złóż Sobieskiego i Janiny.
W perspektywie będzie następowało górnicze połączenie obu zakładów z wykorzystaniem węglozasobnych parcel zlokalizowanych między Jaworznem i Libiążem. Dodatkowym atutem takiego scalania obszarów obu kopalń jest to, że powierzchnia terenu nad perspektywicznym złożem nie jest zurbanizowana. Dominują nad nim tereny leśne, rolne i nieużytki, toteż obszar ten jest mniej wrażliwy na negatywne oddziaływanie eksploatacji górniczej.
Czy w tym sąsiedztwie jest aż takie bogactwo węgla, by móc myśleć o 50 latach eksploatacji na stałym poziomie?
Z całą pewnością wiemy, że zasoby, zalegające w obecnych obszarach kopalń oraz w perspektywicznych polach, są znaczne. Szacujemy, że te bilansowe wynoszą około 3 mld t. Sztuką jest natomiast to, by je właściwie rozpoznać, zewidencjonować, a następnie zaprojektować i rozciąć pod przyszłą eksploatację. Dlatego prowadzimy dziś – na niespotykaną w polskim górnictwie skalę – operację rozpoznania złoża otworami powierzchniowymi i dołowymi. W najbliższych latach wywiercimy prawie 40 powierzchniowych tylko otworów.
To też handicap Koncernu w przeciwiństwie do górnośląskich kopalń, gdzie po nowe zasoby schodzi się na ogół głębiej.
My mamy węgiel nie tylko w sąsiednich parcelach, ale i w głębiej zalegających pokładach. Ta pierwsza okoliczność jest tym cenniejsza, że schodzenie głębiej z wydobyciem zazwyczaj łączy się z kosztami oraz wzrostem zagrożeń naturalnych. W naszym przypadku poszukujemy więc złóż nie tylko atrakcyjnych w wymiarze ekonomicznym, ale też najbezpieczniejszych w eksploatacji.
Sięganie do tych złóż będzie się zapewne łączyło z dużego kalibru inwestycjami. Jakie są priorytety spółki w tej dziedzinie?
Inwestycjami o szczególnym znaczeniu są na pewno dwa projekty. Pierwszy to budowa „od trawnika” szybu Grzegorz dla Sobieskiego. W perspektywie szyb ma służyć udostępnieniu węgla zalegającego poniżej obecnego poziomu 500 m oraz – co niesłychanie ważne – wyeliminuje eksploatację podpoziomową w tym zakładzie. Dodatkowo stworzy techniczno-organizacyjne możliwości sięgnięcia po zasoby zalegające pomiędzy kopalniami spółki, a także skróci drogi dojścia ludzi i transportu materiałów do eksploatowanych partii. Perspektywicznie będzie też służył Janinie. Drugą inwestycją – tym razem w libiąskim zakładzie – będzie pogłębienie istniejącego szybu Janina VI, wraz z budową infrastruktury poziomu 800 m. Przedsięwzięcie to umożliwi pozyskanie węglozasobnego pokładu 207, a także i tam wyeliminuje wydobycie podpoziomowe.
Kiedy zaczną kręcić się koła Grzegorza?
To długa droga. W pierwszej połowie tego roku chcemy sfinalizować zgody korporacyjne. Byłoby dobrze, gdyby pod jego koniec można było już ogłosić przetarg na budowę. Samo drążenie rury szybowej jest przewidziane na lata 2013–2018 i już wtedy spełniałaby ona swoje funkcje wentylacyjne. Później – w miarę możności – byłaby rozbudowywana dołowa i powierzchniowa infrastruktura przyszybowa. I tu jesteśmy już w latach 2020–2022.
Ile miałby kosztować Grzegorz i czy spółka samodzielnie udźwignie tak kosztowną inwestycję?
W grę wchodzi około pół miliarda złotych, cała projekcja finansowa jest skonstruowana tak, że PKW poradzi sobie z tej miary nakładami.
Jest jeszcze Janina VI.
To inwestycja podobnego kalibru. W tym przypadku nakłady oscylować będą na poziomie 400 mln zł. W tym roku chcielibyśmy ogłosić przetarg na wykonanie otworu geologicznego, który byłby wstępem do etapu pogłębiania szybu. W dalszej kolejności prowadzone będą roboty związane z powierzchniową i dołową infrastrukturą techniczno-technologiczną.