Pogodziła nas recesja - rozmowa z Mirosławem Krutinem
fot: Bogdan Kułakowski
fot: Bogdan Kułakowski
Jak się zarządza tak potężną spółką mając przy skroni lufę związkowego pistoletu? Dla menedżera KGHM to pewnie prawdziwa próba charakteru?
Nie lada wyzwanie… A co do pistoletu, to za słowną przenośnią kryje się ogromna realna presja, pod którą działamy. Związkowcy twierdzą, że to zarząd przystawia im lufę do głowy, bo tak do niedawna odbierali uchwałę o konsolidacji.
Do realizacji której – już wiemy – w najbliższym czasie nie dojdzie. Przegrał Pan z recesją, czy może raczej z silnymi związkami zawodowymi?
Z recesją. Do podjęcia tej decyzji zmusił nas kryzys światowy, a w jego konsekwencji załamanie się cen miedzi. Przedstawiane dotychczas plany połączenia kopalń i hut miały charakter długoterminowych działań, obliczonych na uzyskanie efektu w ciągu 2–4 lat. Tymczasem dzisiaj KGHM potrzebuje działań przynoszących natychmiastowe efekty. Dlatego wstrzymaliśmy prace nad projektami integracji kopalń i hut. Jednocześnie podjęliśmy decyzję o realizacji programu oszczędności i poprawy efektywności, który w krótkim czasie przyniesie istotne efekty w skali całej Spółki.
Gdzie, w takim razie, będziecie Państwo szukać oszczędności?
W programie, o którego realizacji zdecydowaliśmy, znajdą się między innymi wszystkie elementy projektów integracji kopalń i hut, które mogą być zastosowane w oddziałach funkcjonujących na obecnych zasadach organizacyjnych. Szczegółów nie chciałbym jeszcze zdradzać. Mogę za to powiedzieć, że – ostrożnie licząc – co najmniej 200 milionów złotych powinniśmy w przyszłym roku zaoszczędzić dzięki centralizacji zakupów w grupie KGHM.
Płace w KGHM należą do najwyższych w kraju, a mimo to związkowcy chcieli podwyżki o 550 zł dla każdego pracownika. Zarząd i na to się nie zgadzał?
Rzeczywiście, jednym z postulatów w sporze zbiorowym była podwyżka płac. Na szczęście jednak dla firmy, działacze związkowi dali się przekonać, że przy dzisiejszych niskich cenach miedzi nie stać spółki na wzrost kosztów stałych o kolejne 150 milionów złotych.
Proszę mi wybaczyć, ale gdy jechałem do Pana z Katowic, rzucił mi się w oczy budowany w Lubinie, za pieniądze KGHM, najnowocześniejszy w Polsce stadion piłkarski i pomyślałem sobie, że tę spółkę stać jeszcze na dużo. Pewnie podobnie myśli załoga KGHM?
Cóż, jeśli spojrzymy w ten sposób, to okaże się, że KGHM stać nie tylko na 550 złotych podwyżki, ale na znacznie więcej. Tyle, że wówczas powinniśmy w konsekwencji zmienić swoje nastawienie i podejście do firmy. A tego robić nie możemy, bo gorsze wyniki finansowe odbiją się przede wszystkim na pracownikach i ich rodzinach.
A co do wspomnianego stadionu: to nie my zdecydowaliśmy o zaangażowaniu w jego budowę, a poprzedni zarząd i muszę się z tym pogodzić. Przecież nie zatrzymam budowy w połowie drogi. Chociaż przyznaję, że wolę wydawać pieniądze na maszyny górnicze i nowe technologie. I w tym kierunku będzie podążał obecny zarząd spółki. Przy okazji mogę Panu zdradzić, że już przestaliśmy finansować kilka nieefektywnych i naszym zdaniem nieracjonalnych przedsięwzięć za kilkadziesiąt milionów złotych, jak na przykład Centrum Zapasowe w COPI, czy samolot KGHM. Ten zarząd nie wydał ani grosza na coś, co byłoby firmie niepotrzebne. Wyda za to niemałe środki na to, co tej firmie jest bardzo potrzebne. Na ostatnim posiedzeniu rady nadzorczej zarząd złożył dwa projekty inwestycyjne – budowę pieca zawiesinowego w Hucie Miedzi Głogów i budowę bloków parowo-gazowych w Polkowicach i Głogowie. Ich przygotowanie zajęło nam pięć miesięcy, podczas gdy o tych projektach mówiło się w KGHM od długich lat. Realizacja tylko tych dwóch projektów kosztować będzie spółkę w najbliższych czterech latach około 2,4 mld złotych.
Wydaje się, że najlepsze lata spółka ma już za sobą. Produkcja miedzi jest coraz bardziej uzależniona od koncentratów, w tym także pochodzących z importu. Rudy miedzi eksploatowane są z pokładów o coraz gorszych parametrach. Złoże, w którym występuje 2 proc. miedzi, to już rarytas. Może zatem czas zmienić filozofię i postawić raczej na jakość, a nie na ilość produktu?
Oczywiście, że czas na zmianę mentalności. Jednym ze strategicznych planów spółki jest bardziej racjonalne gospodarowanie złożem. Nie chcę, jak to czasami w przeszłości bywało, gonić za złotą paterą, nie chcę wykazywać jak największego wydobycia, chcę zrównoważyć produkcję górniczą z możliwościami przetwórczymi naszych hut.
Skoro jesteśmy przy złożu, to może zapytam Pana o bardzo trudny projekt, jakim jest zagospodarowanie Pola Głogów Głęboki Przemysłowy?
Owszem, jest to projekt niezmiernie trudny technologicznie, bo pokład zalega na głębokości około półtora kilometra. Jednak równie trudna kilkadziesiąt lat temu była eksploatacja rud na głębokości 500–700 metrów. Ówczesna załoga KGHM podjęła się tego zadania i dzisiaj widać, że skutek jest bardzo dobry. Rzeczywiście, dziś nie mamy technologii, która pozwoliłaby eksploatować rudy poniżej 1200 metrów, choćby z uwagi na wysokie temperatury skał. Wierzę jednak, że w najbliższych latach wypracujemy metody, które sprawią, że będzie to możliwe. Kładziemy duży nacisk na realizację tego projektu.
A co się stanie, jeśli odpowiednie technologie jednak nie pojawią się tak szybko? Czy macie Państwo jakąś alternatywę? Może czas na dywersyfikację działalności? Może czas na to, by wejść w energetykę, o czym zresztą mówi się od dłuższego czasu?
Powiedzmy to jasno – jeśli ustanie wydobycie rudy, to nikt nie wymyśli takiej alternatywy, która zapewniłaby nowe miejsca pracy dla tysięcy górników i hutników.
Ale za kilkanaście lat, może trochę dłużej, złoża rudy, tak czy owak, zostaną wyczerpane…
Przy obecnych technologiach wyczerpanie złoża może nastąpić za około 30 lat. Mając to na uwadze, poszukujemy nowych technologii, które pozwoliłyby wydobywać rudę z niedostępnych obecnie pokładów poniżej 1200 metrów. To wydłużyłoby wydobycie jeszcze o kolejne 20–30 lat.
Rzeczywiście, myślimy też o dywersyfikacji działalności. Na podawanie szczegółów jednak jest jeszcze trochę za wcześnie.
Czy boi się Pan dekoniunktury, która powoli zaczyna się rysować na rynku surowców?
Dekoniunktura już właściwie stała się faktem. Cena miedzi spadła z 9 tys. USD za tonę w lipcu do poniżej 4 tys. USD obecnie. Czy się jej obawiam? Jako prezes firmy z jednym z najwyższych na świecie kosztów produkcji miedzi, na pewno nie mogę jej lekceważyć.
Co właściwie oznacza „drogi” na rynku miedzi? Czy może Pan na przykład zdradzić, jak się kształtuje koszt produkcji?
Nie spotkałem się z tym, żeby BHP Billiton albo Rio Tinto podawały do publicznej wiadomości informacje o swoich kosztach i marży, więc odpowiem enigmatycznie, że nasze koszty są mniejsze niż cena sprzedaży miedzi.
Ale dekoniunktura to też dobry czas na akwizycje, na tanie zakupy. Co z Państwa projektami akwizycyjnymi? Ostatnio dużo mówiło się o waszych potencjalnych zakupach w Laosie.
Póki co, nie ma tanich projektów, bo świat żyje w przekonaniu, że miedź jest bardzo droga. A to nie sprzyja egzotycznym inwestycjom w poszukiwanie złóż i wydobycie. Na razie bardziej martwię się tym, by to KGHM nie stał się czyimś „projektem akwizycyjnym”.
Rozmawiał: Jacek Srokowski