PKW: Kwalifikacje cennym kapitałem
fot: ARC
Na rynku pracy nie jest łatwo o górników z odpowiednim przygotowaniem zawodowym, doświadczeniem oraz koniecznymi uprawnieniami
fot: ARC
Najodleglejsze fronty w kopalniach Południowego Koncernu Węglowego dzieli od podszybia po kilka kilometrów. Górnicy najpierw jadą więc 5 km tzw. pulmanami, później przesiadają się na kolejki, by wreszcie ostatni kilometr do ściany przemierzać pieszo. To powoduje spore przerwy, kiedy kosztowne maszyny bezczynnie czekają na wymianę załogi. Z myślą o lepszym wykorzystaniu sprzętu zarząd spółki rozmawia ze związkowcami o pięciozmianowej organizacji pracy.
W styczniu zapadła decyzja o skompletowaniu pod tym kątem dwóch dodatkowych zespołów ścianowych. I mimo że pracy w zakładach PKW wygląda dziś około 4 tys. chętnych, to dobranie do końca kwartału 120 osób do takich ekip wcale nie rysuje się gładko. Chodzi przecież nie o zatrudnienie kogokolwiek, lecz górników z odpowiednim przygotowaniem zawodowym, doświadczeniem oraz koniecznymi uprawnieniami. Z rynku pracy na ogół trudno takich wyłuskać, zaś personalni w kopalniach powstrzymują się od kadrowego sabotażu w firmach usługowych lub zakładach innych przedsiębiorców górniczych. Bardziej naciskają natomiast, by zawodowe uprawnienia zdobywali już zatrudnieni w spółce ludzie z odpowiednim stażem. Chętnie zatrzymują też dłużej tych, którzy – to sprawa ich indywidualnych motywacji – nie palą się do emerytury mimo nabytych już do niej uprawnień. Koncern jest wreszcie otwarty na napływ fachowców z kopalń innych spółek, które czeka restrukturyzacja zatrudnienia.
Młodość i wykształcenie
W styczniu Południowy Koncern Węglowy zatrudniał 6100 pracowników, w tym 3077 w jaworznickim Sobieskim i 2809 w libiąskiej Janinie. I ten pułap zatrudnienia – w ocenie wiceprezesa zarządu spółki ds. pracy Tadeusza Bożka – jest w gruncie rzeczy optymalny. Ale nie oznacza to wcale zatrzaśnięcia drzwi przed reflektantami do pracy w obu kopalniach, lecz jedynie komfort przebierania wśród chętnych.
– Przed sześcioma laty, kiedy powstawał Koncern, średni wiek pracowników sięgał prawie 45 lat. Każdy cokolwiek obyty z realiami górnictwa wie, co to znaczy. Do dziś ta średnia spadła do nieco ponad 38 lat. Do odmłodzenia załogi przyczyniło się m.in. przejęcie w 2006 r. górników ze zlikwidowanego wówczas PRG Chrzanów – mówi Małgorzata Kowalska, kierownik Działu Zarządzania Zasobami Pracowniczymi i Doskonalenia Zawodowego w PKW.
Wśród pretendentów do pracy w koncernie ludźmi specjalnego traktowania są świeżo upieczeni technicy górniczy i młodzi inżynierowie z dyplomami Akademii Górniczo-Hutniczej. I w Jaworznie, i w Libiążu PKW ma patronackie szkoły średnie plus zaoczne technikum górnicze. I przyszli technicy, i inżynierowie już w trakcie nauki i studiów doświadczają specjalnej opiekuńczości firmy w postaci gwarancji zatrudnienia, dogodnego scenariusza zajęć praktycznych oraz pomocy stypendialnej. Na szczególny bonus mogą liczyć dzieci tutejszych górników, choć, oczywiście, nie zwalnia on od wymogu dobrych wyników w nauce i pomyślnie zdanego egzaminu zawodowego.
– W ubiegłym roku zaangażowaliśmy 13 młodych inżynierów i przeszło 40 techników. W tym będzie podobnie. Zwykle do pracy przychodzą we wrześniu–październiku. Będziemy trzymali dla nich miejsca – zapewnia wiceprezes Tadeusz Bożek.
Priorytetem studiująca córka
Na drugim biegunie dyrektorom kopalń spółki wcale nie śpieszy się z pozbywaniem się najbardziej doświadczonej kadry. Tylko w tym roku w obu zakładach uprawnienia emerytalne uzyska około 400 pracowników. Tę wyrwę w załodze trzeba wypełnić. Ale nabycie uprawnień niekoniecznie jednak oznacza, że tylu realnie odejdzie z pracy.
– Bywa tak, że mimo 25 lat dołu, niektórzy z pracowników – bo a to córka na studiach, a to dom do rozbudowy – chcieliby jeszcze popracować 3–4 lata. Cóż, emerytura jest prawem pracownika, więc dyrektorzy wychodzą zwykle naprzeciw tym indywidualnym preferencjom. Rzecz w tym, że musimy monitorować to zjawisko i zawczasu wiedzieć, i planować, w jakim tempie będzie ubywało załogi. Dlatego przed nastaniem pory stażu emerytalnego, dyrektorzy pytają zbliżających się do tej granicy pracowników, kiedy chcieliby odejść z kopalni. Z tych indywidualnych deklaracji układany jest scenariusz uzupełniania załogi. Inaczej – gdyby uwzględnić dłużej pracujących i z nabytymi uprawnieniami z zeszłego i tego roku – to raptem z miesiąca na miesiąc odeszłoby nam 680 pracowników, czyli przeżylibyśmy kadrowy wstrząs – tłumaczy wiceprezes Bożek.
Referencją solidność
Dopiero dalszym polem rekrutacji pracowników w harmonijnym uzupełnianiu załogi kopalń PKW jest rynek pracy i współdziałanie z organizującymi go urzędami. Małgorzata Kowalska utrzymuje, że głównym kryterium jest nie tyle wiek reflektanta, bo na angaż – o ile tylko legitymuje się szczególnymi kwalifikacjami – może liczyć nawet osoba po czterdziestce. Największe szanse mają natomiast ci z przygotowaniem technicznym, przydatnym w górnictwie bądź predestynującym do przyuczenia się do potrzebnych pod ziemią zajęć.
Jednocześnie wiceprezes Tadeusz Bożek otwarcie przyznaje, że personalni bardzo uważnie studiują świadectwa pracy kandydatów pod kątem ich wcześniejszej solidności pracowniczej. To dmuchanie na zimne nie dziwi w kontekście doświadczeń z własnego poletka z pracownikiem-rekordzistą, który w ciągu 5 lat miał przeszło 400 dni chorobowego po 3–4 dni.