Piotr Duda: Solidarność ma być z ludźmi

Duda GAL

fot: Jarosław Galusek

Piotr Duda uważa, że podejmowane ze strony rządu działania są zdecydowanie niewystarczające i nie zapewniają skutecznej ochrony polskiej gospodarki i obywateli przed negatywnymi skutkami pakietu klimatycznego

fot: Jarosław Galusek

Rozmowa  z Piotrem Dudą, przewodniczącym NSZZ Solidarność.


Co w 31 lat po porozumieniach sierpniowych zostało z tamtej Solidarności?


Został związek zawodowy, który wypełnia całą pozapolityczną przestrzeń publiczną. Ci, którzy 31 lat temu w związku Solidarność strajkowali ramię w ramię z robotnikami, po wywalczeniu wolności odeszli do innych zadań – polityki, biznesu. Pozostali nadal zajmują się obroną praw pracowniczych, bo od tego się wszystko zaczęło. Po tych latach nadal widać, że istnienie związków zawodowych w Polsce jest ciągle konieczne. Związki są jedyną przeszkodą dla rządzących na drodze do realizacji ich liberalnych celów. Związek jest od tego, żeby bronić praw pracowniczych. Zbyt rzadko realizujemy słowa Jana Pawła II, ale ja wziąłem je sobie do serca. Ojciec Święty powiedział, że władza przechodzi z rąk do rąk, a Solidarność ma być z ludźmi. Po 31 latach nie zapomnieliśmy o tym. Jest nam trudno, bo niesiemy ze sobą bagaż historii i w związku zderzają się różne opinie, ale na pewno mamy jeden pogląd, mówiący, że związek zawodowy musi bronić spraw pracowniczych.


Solidarność pod wodzą Piotra Dudy sięga do klasycznej definicji związku zawodowego, ale nie zawsze jest to przez wszystkie środowiska postrzegane pozytywnie.


Tak, dlatego będę się starał, podobnie jak to było w regionie, przekonywać do tego, że między polityką a działalnością związkową jest cienka linia, której przekroczyć nie wolno. Od polityki nie uciekniemy do końca, bo pracownik podpisując deklarację członkowską Solidarności, nie określa swojej partyjnej przynależności, nie rezygnuje z własnych poglądów i nie zrzeka się także możliwości kandydowania do samorządu czy sejmu. Chodzi jednak o to, żeby związku zawodowego nie wykorzystywać do celów politycznych, nie przekładać problemów partyjnych na forum związkowe. 10 miesięcy temu, zostając przewodniczącym Solidarności, trafiłem na trudny okres, najpierw wybory samorządowe, teraz parlamentarne, stąd tak wiele różnych poglądów i emocji w związku.


Ma Pan na myśli zbliżające się obchody rocznicowe?


To my kilka lat temu wnioskowaliśmy, aby 31 sierpnia był Dniem Wolności i Solidarności, świętem państwowym i dniem wolnym od pracy. Jeśli chcieliśmy, aby to było święto państwowe, to musimy wziąć udział w jego organizacji. Zapraszamy władze państwowe bez względu na to, kto przy tej władzy aktualnie jest. Partnera do rozmów dobrało przecież wcześniej społeczeństwo poprzez wybory parlamentarne czy prezydenckie.


To znaczy, że uroczystości mają łączyć, a nie dzielić?


Zdecydowanie tak. Na Śląsku jesteśmy nauczeni, że jak pracujemy – to pracujemy, a jak świętujemy – to świętujemy. Ten jeden dzień jest świętem, a na pracę i spory mamy pozostałe dni w roku, gdy możemy gwizdać, tupać i wykazywać swoje niezadowolenie wobec liberalnej władzy.


Śląsko-dąbrowska Solidarność pod Pana przywództwem znana była z niekonwencjonalnych działań, mających na celu zapoznanie z historią, szczególnie w przypadku młodzieży. Czy takie inicjatywy będą kontynuowane na forum całego związku?


Staramy się to robić także teraz. Jesteśmy po remoncie historycznej sali bhp, w której podpisano porozumienia sierpniowe, rozmawiamy z prezydentem Gdańska, aby organizować tam lekcje historii. Młodzi ludzie niejednokrotnie nie mają podstawowej wiedzy o historii najnowszej, dlatego trzeba szukać przekazu, który do nich dotrze. Tak powstał pomysł komiksu o wydarzeniach w kopalni Wujek, który na początku był trochę obśmiany, a potem wiele razy powielony, choćby w rysunkowej historii o życiu księdza Jerzego Popiełuszki. Być może na 30. rocznicę pacyfikacji Wujka przygotujemy film animowany o tych tragicznych wydarzeniach.


Nie obawia się Pan, że takie podejście do historii spotka się z krytyką bardziej konserwatywnych środowisk?


Na pewno części społeczeństwa się narażę, inni będą bić brawo, ale ja już się do tego przyzwyczaiłem. Staram się, po zasięgnięciu wielu opinii, podejmować śmiałe decyzje. Można się zacietrzewić i nic nie zrobić lub robić, co się da. Podczas niedawnego spotkania z kombatantami z lat 70. i 80. padło pytanie do autora Pomnika Poległych Stoczniowców w Gdańsku, dlaczego pomnik poświęcony jest „poległym”, a nie „pomordowanym”. Tylko że w tamtej rzeczywistości, gdyby uprzeć się przy tym drugim określeniu, pomnika nie byłoby w ogóle.


Czy w nadchodzących wyborach parlamentarnych Solidarność poprze którąś z opcji politycznych?


Nie ma takiej możliwości. Związek zawodowy Solidarność nie poprze żadnej partii politycznej. Pewnie że Komisja Krajowa może podjąć uchwałę o innym brzmieniu, ale wtedy przewodniczącym tego związku nie będzie już Piotr Duda, bo natychmiast złożę rezygnację. Jestem jednak przekonany, że członkowie Komisji Krajowej takiej decyzji nie podejmą. Stawiamy w swojej działalności na ludzi, a że ci ludzie kandydują z różnych partii… Polska scena polityczna jest póki co zabetonowana i w najbliższym czasie nic się tu nie zmieni. Jeżeli partia nie ma finansowania z budżetu, ma nikłe szanse na dostanie się do sejmu. W senacie będziemy wspierać osoby, które będą kandydować z okręgów jednomandatowych. Możemy liczyć na ich pomoc, choćby w takich kwestiach, jak podniesienie płacy minimalnej.


Solidarność ma być nie partią polityczną, lecz związkiem zawodowym, mocno upominającym się o prawa pracownicze?


Szczególnie młodzi ludzie, podpisując deklaracje członkowskie, chcą, żeby związek zawodowy był dla nich jak firma ubezpieczeniowa. Płacą składkę i chcą, w razie potrzeby, mieć pomoc. Oczywiście jesteśmy obciążeni bagażem historycznym i w Solidarności zawsze będzie dyskusja o tych sprawach. One nie mogą jednak dominować. Zresztą bałbym się, gdyby 700 tysięcy członków związku miało tylko jedno, identyczne zdanie i klaskało przewodniczącemu.


Jak ocenia Pan napiętą sytuację społeczną przed prywatyzacją JSW?


Skwituję to tak: po co ten cały cyrk? Osobiście rozmawiałem z ministrem Gradem, który twierdził, że nie będzie mógł dać gwarancji załodze. I co? Wszystko potoczyło się tak, jak miało się potoczyć. Gdyby pracodawca od początku był skłonny do zawarcia porozumienia, to strajk 24-godzinny byłby niepotrzebny. Ale widać komuś z tamtej strony zależało na zwarciu. Także w Kompanii Węglowej cały czas obserwuję podobny scenariusz wypadków. Nie wiem, czy pracodawcy tak boją się właściciela, że nawet w przypadku rozsądnego porozumienia podpisują je dopiero po groźbach. Może to gra ambicji, a może strach o stanowiska.


Prywatyzacja to nowe wyzwanie dla związków zawodowych, związkowcy stają się pośrednio właścicielami przedsiębiorstwa.


Przerabialiśmy to już na podstawie spółek pracowniczych, w których większość akcji mają pracownicy. Obawiano się, że ludzie będą nieodpowiedzialni i będą jedynie oczekiwali wypłaty dywidendy. Okazało się, że takie spółki doskonale sobie radzą. Jeśli chodzi o samą prywatyzację, to uważam, że nie można wszystkiego za wszelką cenę prywatyzować tylko dlatego, że ktoś sobie założył uzupełnienie luki budżetowej. Poza tym, co to za prywatyzacja, jeśli mamy do czynienia z oddawaniem akcji strategicznych firm w ręce innego państwa? A tak też się zdarza. Nie zawsze to, co prywatne, jest dobre, wszystko zależy od zarządzania i menedżerów. Gdyby prezes firmy nie miał świadomości, że jego stanowisko zależy od opcji politycznej, ale starał się tak, jakby miał w firmie dopracować do emerytury, to sytuacja byłaby zupełnie inna. Widać to na przykładzie górnictwa: co ekipa rządząca, to inne pomysły i nowe kadry.


Kompania Węglowa i Katowicki Holding Węglowy powinny zostać sprywatyzowane?


Z prywatyzacją byłbym ostrożny, ale od lat domagamy się konsolidacji, zarówno w segmencie węgla koksującego, jak i energetycznego. Nie wiadomo dotąd, dlaczego wałbrzyska koksownia nie została włączona do Grupy Węglowo-Koksowej. Zasadne było, aby znalazła się w Grupie. Niepotrzebnie też minister Szarawarski oddał koksownię Zdzieszowice Mittalowi. To była spółka, która przynosiła milionowe zyski. Gdyby nie ta decyzja, JSW byłaby dzisiaj światową potęgą. Dlatego mam nadzieję, że w przypadku Kompanii, Holdingu i Węglokoksu rządzący pójdą raczej w kierunku konsolidacji.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Kolejny etap rewitalizacji szybu „Franciszek” w Rudzie Śląskiej

Władze Rudy Śląskiej podpisały umowę na kolejny etap rewitalizacji zabytkowego kompleksu szybu „Franciszek”. W zdegradowanych poprzemysłowych budynkach powstaną m.in. mieszkania wspomagane, a w przestrzeni pomiędzy budynkami miejsce integracji i aktywności dla mieszkańców.

Tempo zamykania elektrowni węglowych zwalnia. Surowiec wraca do łask, ale to nie potrwa długo

Bez węgla trudno będzie ustabilizować dostawy energii, gdy produkcja z elektrowni wiatrowych i słonecznych zacznie się wahać.

Sytuacja JSW na rynku stali i koksu. Europejscy producenci uruchamiają ponownie wielkie piece

W pierwszym kwartale 2026 r. europejski rynek stali wszedł w nowy etap regulacji klimatycznych. To początek pełnego wdrożenia unijnego mechanizmu CBAM (Carbon Border Adjustment Mechanism), który ma chronić lokalnych producentów przed nieuczciwą konkurencją z krajów o niższych standardach emisyjnych. Jak wyglądała w tym czasie sytuacja JSW?

Siódma stacja wodorowa już działa. Nowy punkt powstał w Gdyni, w Katowicach też już jest

Orlen uruchomił swoją siódmą w Polsce ogólnodostępną stację tankowania wodoru. Obiekt przy ul. Wielkopolskiej 239 w Gdyni jest przeznaczony dla samochodów osobowych, autobusów i ciężarówek. Inwestycja stanowi kolejny etap rozbudowy krajowej infrastruktury wodorowej, która ma wspierać rozwój niskoemisyjnego transportu i realizację strategii wodorowej Grupy Orlen.