Pilchowice: Kopalniane pompy nie poradziły sobie z powodzią
W Pilchowicach koło Gliwic pompy zbudowane przez kopalnię za kilka milionów złotych miały uchronić domy przed zalaniem w niecce powstałej po fedrunku węgla. Jednak nie poradziły sobie z ostatnią powodzią - donosi w piątek katowicka "Gazeta Wyborcza".
Mieszkańcy zalanych posiadłości oskarżają kopalnię "Szczygłowice", która kilka lat temu postawiła na polu przepompownię i obiecywała, że sześć urządzeń dużej mocy automatycznie włączy się, gdy podejdzie woda.
W niedzielę po południu poziom wód zaczął gwałtownie rosnąć, ale mieszkańcy spokojnie czekali wierząc w działanie przepompowni. Ta jednak nie zadziałała, jak trzeba i wkrótce osiem domów znalazło się pod wodą aż po dachy.
Ludzie twierdzą - pisze "Gazeta Wyborcza" - że winna jest kopalnia, bo nie wykonywała regularnych przeglądów pomp. Wilhelm Krywalski, wójt Pilchowic, zapowiedział, że zażąda wyjaśnień od Kompanii Węglowej a mieszkańców odsyła do spółki po odszkodowania.
Tymczasem Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej, tłumaczy, że pompy konserwowano prawidłowo i feralnej nocy z niedzieli na poniedziałek włączyły się tak, jak powinny: - Wody było jednak tak dużo, że pompy nie dały sobie z nią rady. Przepompownię zaprojektowano tak, żeby poradziła sobie z taką ilością wody jak w 1997 roku. Nikt nie przewidział, że w tym roku skala powodzi będzie większa - powiedział Zbigniew Madej na łamach katowickiej "Gazety Wyborczej".
Kopalnia "Knurów-Szczygłowice" ściągnie do Wilczy w Pilchowicach dwie dodatkowe pompy, żeby osuszyć zalewisko.