Pikieta pracowników Ponar-Defum w Dąbrowie Górniczej

Blisko 100 pracowników Fabryki Obrabiarek Ponar-Defum i związkowców pikietowało przed siedzibą Urzędu Miasta w Dąbrowie Górniczej. Przynieśli ze sobą trumnę symbolizującą śmierć zakładu.

 

W ten sposób protestowali przeciwko zaplanowanej na koniec kwietnia komorniczej licytacji 2 działek należących do fabryki.

 

Gdyby leżące w centrum miasta tereny zostały sprzedane, majątek fabryki zostałby znacznie uszczuplony. To mogłoby zmniejszyć pomoc publiczną dla zakładu i doprowadzić do jego ostatecznej likwidacji - poinformował portal związkowy solidarnosc.kat.pl.

 

Władze miasta są jednym z największych wierzycieli zakładu i protestujący domagają się, aby wpłynęły na wstrzymanie licytacji działek.

 

- Rząd już podjął decyzję o wsparciu dla Ponar-Defum, potrzebna jest jeszcze zatwierdzenie tej pomocy przez Komisję Europejską. Dzięki temu wsparciu fabryka ma szansę na nowe zamówienia i uratowanie miejsc pracy. Jednak bez dobrej woli wierzycieli ta szansa zostanie zaprzepaszczona - mówi Krzysztof Piętak, szef zakładowej "Solidarności".

 

Związkowcy usłyszeli od prezydenta ustne zapewnienie, że jako gospodarz miasta zrobi wszystko, aby zakłada przetrwał. W czwartek odbędzie się spotkanie władz miasta z przedstawicielami pracowników Ponar-Defumu na temat przyszłości fabryki.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.