PGE chce na parkiet
Na dzień konsolidacji kapitały własne grupy wynosiły 27 mld zł. - Naszą aspiracją jest ich potrojenie w ciągu pięciu lat. Budowanie wartości będzie naszym priorytetem. Możemy mówić o wzroście do 80-85 mld zł do 2012 r. Z analiz wynika, że ten cel jest realny – powiedział „Pulsowi Biznesu” mówi Paweł Urbański, prezes PGE .
Na czym zarząd chce budować wartość PGE? Szef grupy zapewnia, że nie na podwyżkach cen energii. Nie ukrywa jednak, że firma mocno na nie liczy.
- Obecne ceny w Polsce wyraźnie odbiegają od poziomu obowiązującego w Europie Zachodniej i u naszych południowych sąsiadów. Przy takich stawkach inwestowanie w nowe moce nie jest opłacalne. Jeśli w kraju mają zostać zrealizowane wszystkie projekty inwestycyjne, które są potrzebne, energia musi podrożeć — podkreśla prezes PGE.
Zdaniem Pawła Urbańskiego, media przesadzają, strasząc odbiorców energii wzrostem cen do 180-200 zł/MWh z obecnych 130 zł/MWh. Czyżby?
— 50-55 euro/MWh (180- -200 zł/MWh) to poziom cen na sąsiednich rynkach europejskich, który zapewnia rentowność inwestycji. Nie należy się jednak obawiać, że dogonimy sąsiadów… w ciągu jednego roku — mówi prezes PGE.
Jego zdaniem, realny jest wzrost stawek na hurtowym rynku energii o kilkanaście proc. w skali roku.
Jeśli ceny energii będą rosły powoli, lecz systematycznie, za pięć lat odbiorcy mogą jednak płacić rachunki wyższe o 15-25 proc. od dotychczasowych. W tym czasie stawki hurtowe mogą wzrosnąć nawet o blisko 50 proc.
Na szybki wzrost w wyniku przyłączenia do grupy gdańskiej Energi, o co od dawna zabiegał zarząd PGE, raczej nie ma szans. W każdym razie nie po październikowych wyborach. Politycy PO krytykują konsolidację pionową energetyki przeprowadzoną przez poprzedników. Są raczej skłonni częściowo odwrócić ten proces, wymuszając na państwowych grupach sprzedaż części aktywów. Jeśli przejdą od słów do czynów, mogą skutecznie pokrzyżować giełdowe plany zarządu PGE.