PAP - wycielam
Według „Sierpnia 80”, dyrekcja „Szczygłowic” przez ostatnie półtora roku bagatelizowała zgłaszane przez jego przedstawicieli podobne przypadki, a pracowników uciszały kopalniane służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo. Górnicy mieli znać jednak rzeczywiste stężenie metanu z odczytu metanomierzy przenośnych.
„Dzięki rzetelnemu przedstawieniu tej sprawy przez media, w ostatnich dniach zgłosiło się do nas kilkanaście kolejnych osób, które potwierdzają wszystkie, bardzo konkretne okoliczności dotąd przez nas podnoszone. Te osoby będą to również potwierdzać w trwającym postępowaniu przed ABW” – zaznaczył w czwartek Ziętek.
Jeden z deklarujących zeznawania emerytowanych już górników, podczas czwartkowej konferencji prasowej powiedział dziennikarzom, że własnoręcznie – wraz z kolegą – odklejał pozaklejane czujniki metanomierzy, których odczyty w tym momencie miały natychmiast zmieniać się, wskazując niebezpieczne wartości stężeń gazów.
„Na co dzień na to nie zwracaliśmy uwagi, bo balibyśmy się pracować. Czujniki były dawane tak, by waliło w nie świeże powietrze. Jak się je ściągało i dawało niżej, było wybicie. Pracowałem na tej kopalni 25 lat, tak robiło się z czujnikami zawsze. Załoga zorientowała się o niebezpieczeństwie po wypadku z maja 2006 r. Po +Halembie+ też nic się nie zmieniło” – dodał.
Związkowcy z „Sierpnia 80” uważają, że w kopalni obowiązuje w tej sprawie milczenie narzucane przez dyrekcję kopalni – popieraną przez zarząd Kompanii Węglowej. Oceniają, że to działania dyrekcji są głównym powodem złych wyników kopalni. „Ta kopalnia jest w stanie wydobywać 14-15 tys. ton węgla na dobę, dzisiaj wydobywa 7 tys. ton” – powiedział Ziętek.
Kopalnia „Szczygłowice”, w związku z problemami geologiczno-górniczymi, od wielu miesięcy ma kłopoty z osiągnięciem zakładanych wskaźników wydobycia. Według Madeja, zamiast planowanych 14,5 tys. ton węgla na dobę, obecnie fedruje ok. 2 tys. ton mniej; w ciągu najbliższych kilku miesięcy wydobycie jednak powinno tam wrócić do normy.(PAP)