Orlen kupi na aukcji estry za miliardy
fot: orlen.pl
Związki w Orlenie zgodziły się na zamrożenie płac w tym roku
fot: orlen.pl
Orlen, największy producent paliw w kraju, dziś przeprowadzi elektroniczny przetarg na zakup estrów metylowych (służących jako domieszka do oleju napędowego, a także jako samoistne paliwo). Dostawy mają być realizowane w całym 2009 r. W tym czasie Orlen chce kupić maksymalnie 550 tys. ton estrów. Wartość kontraktu to tajemnica handlowa, ale eksperci z branży jego wartość szacują na około 2,3 mld zł (577,5 mln EUR) przy cenie za tonę wynoszącą 1050 EUR. Ten kąsek może być trudny do przełknięcia dla krajowych wytwórców estrów. Warunki przetargu, jakie podyktował im Orlen, wywołały oburzenie. Firmy, które otrzymały zaproszenie do udziału w przetargu, zastanawiały się nawet, czy go nie zbojkotować. Wizja intratnego kontraktu była jednak silniejsza - napisał \"Puls Biznesu\".
Orlen w warunkach kontraktu zastrzega elastyczność dostaw estrów w granicach plus minus 25 proc. bez konieczności aneksowania umowy.
— To wyjątkowo niewygodny zapis, który z dnia na dzień może pozbawić producentów biokomponentów jednej czwartej wartości kontraktu. Zachwieje się cały łańcuch produkcyjny i pojawią się problemy z dostawą surowca — ocenia Tomasz Pańczyszyn z Krajowej Izby Biopaliw.
Producenci estrów domagają się możliwości negocjacji zmian warunków umowy i jej aneksowania. Chcą też, by Orlen dwa tygodnie wcześniej informował ich, że potrzebuje mniej biokomponentów. Dla PKN jednak możliwość rezygnacji w każdej chwili z 25 proc. zakontraktowanej dostawy jest wygodna.
— Taki zapis pozwala elastycznie reagować na ewentualną zmianę zapotrzebowania lub sytuacji na rynku — mówi Beata Karpińska z biura prasowego Orlenu.
Wytwórcy estrów nie rozumieją też, dlaczego formuła cenowa dla estru rzepakowego, który zamierza kupować Orlen, ma mieć odniesienie do notowań FAME (czyli estru pochodzenia roślinnego, np. z soi, z oleju palmowego i zwierzęcego), a nie do notowań RME (czyli estrów oleju rzepakowego). Ich zdaniem, może to promować importerów, a nie rodzimych producentów biokomponentów.
— Notowania są tylko jednym z elementów formuły cenowej. Zawiera ona też inne mechanizmy, które pozwalają uwzględniać w zakupach estry rodzaju FAME i RME — wyjaśnia Beata Karpińska.
— Niepokoi nas, że biokomponenty będą kupowane bezpośrednio do produkcji B100 [samoistne paliwo — przyp. red.]. To może doprowadzić do sytuacji, w której również surowiec do produkcji biokomponentów, np. olej rzepakowy, musiałby pochodzić ze składów podatkowych. Taki niedoprecyzowany przez Orlen zapis w umowie uprzywilejowuje dostawców z Niemiec, których cały łańcuch produkcyjny funkcjonuje w ramach składu podatkowego — mówi Tomasz Pańczyszyn.
Zastrzegł jednak, że toczą się negocjacje również w tej sprawie i Orlen może zmienić ten zapis. Zdaniem płockiego giganta, sprawa się wyjaśniła.
— Ktoś błędnie zinterpretował zapisy dokumentów przetargowych. Sytuacja wygląda dokładnie odwrotnie. W związku z tym, że zastosowaliśmy rozwiązanie: kupujemy biokomponent i usługowo z tej puli dostawcy wytwarzają nam B100, dostawcy surowca (oleju rzepakowego) nie muszą mieć składów celnych — przekonuje Beata Karpińska.