Opinia tygodnia: Szczere zdumienie młodego inżyniera
Dla niego macierze i algorytmy, na których oparte są programy informatyczne, nie mają większych tajemnic. Sam te programy pisze. Chodziło mu o prąd, bez którego nawet najbardziej wyszukane maszyny liczące są warte tyle, ile zapłacą za nie w skupie złomu.
Młody inżynier wysłuchując wystąpień po raz pierwszy uświadomił sobie zależność między jego – można rzec – wirtualną pracą a fedrowaniem węgla. Zrozumiał, że może nadejść taki dzień, że „nie odpali kompa”, bo w gniazdku nie będzie energii elektrycznej. Dlatego, że polskie elektrownie, w większości oparte na węglu, nie będą po prostu miały go na zwałach. Jakie tego mogą być powody, można przeczytać w obszernych relacjach z konferencji, które zamieszczamy w naszym portalu.
Z tego szczerego zdumienia młodego inżyniera nasuwa się jeszcze jeden wniosek. Dla większości społeczeństwa zależność między światłem i ciepłem w ich domach a wydobywanie i spalaniem węgla nie istnieje. Prąd w gniazdkach i ciepło w kaloryferach zawsze były, ewentualnie poza krótkimi przerwami wywołanymi awariami. Sądzą, że to nie może się zmienić. A wołanie górników o pieniądze na inwestycje początkowe, o ceny węgla odzwierciedlające koszty o sprawny transport, o dostosowanie do polskich realiów pakietu klimatycznego, jest jakąś fanaberią, która większości Polaków nie dotyczy. Oby to przekonanie nie okazało się w najbliższych latach złudne. Oby znowu nie były
podawane komunikaty o stopniach zasilania w energię elektryczną. Oby obcy termin blackout na stałe nie zagościł w języku polskim.
Z wiadomościami bywa często tak, że dla jednych są dobre, dla innych wręcz odwrotnie. Tak jest z informacją, że złotówka traci na wartości. Jeszcze latem eksporterzy maszyn i urządzeń górniczych rwali sobie włosy z głowy. Mocna złotówka znaczyła dla nich, że w najlepszym przypadku nie zarobią, a może nawet dopłacą do eksportu, chcąc się wywiązać z kontraktu. Teraz zacierają ręce, bo słaba złotówka oznacza dla nich większe wpływy. W odwrotnej sytuacji są ci producenci, którzy w swoich wyrobach mają dużo elementów z importu. Muszą płacić więcej za sprowadzane komponenty, a tym samym dochody lecą na łeb i szyję.