Od stycznia zapłacimy 20 proc. więcej za prąd
fot: ARC
Szwedzki Vattenfall Sales Poland i niemiecki RWE Polska bez zgody Urzędu Regulacji Energetyki podnoszą od lutego ceny energii
fot: ARC
- Więcej płacimy ludziom, rosną też ceny energii, która jest niezbędna do zasilania maszyn górniczych.
Węgiel drożeje również dlatego, że spada jego wydobycie. W pierwszym kwartale tego roku Kompania Węglowa i Katowicka Grupa Kapitałowa wydobyły prawie 2 mln ton węgla mniej niż przed rokiem - napisał \"Dziennik Polska\" Wall Street Journal.
- Niektóre pokłady musieliśmy zamknąć, bo ich eksploatacja groziła tąpnięciem ziemi. Ale nie jest prawdą, jak rozpowszechniały różne media, że ograniczamy je, by podnieść ceny węgla - mówi Zbigniew Madej.
Dziś za tonę węgla kopalnie żądają już około 245 zł, czyli prawie o 50 zł więcej niż rok temu.
Wzrost cen węgla wpłynie na koszt energii elektrycznej. Już dziś elektrownie zapowiadają, że będą musiały podnieść ceny za kilowatogodzinę. Zwłaszcza że poniosą też dodatkowe koszty zakupu uprawnień do emisji CO2. Zrekompensują sobie również koszty inwestycji poprawiających efektywność, które wymusza na nich obowiązujące prawo.
A to wszystko oznacza, że gospodarstwa domowe zapłacą za prąd nawet kilkanaście procent więcej - szacuje Jan Kurp, prezes Południowego Koncernu Energetycznego. Podwyżkę najbardziej odczują ci, którzy zużywają energię elektryczną do ogrzewania mieszkań.
Dziś za ogrzanie mieszkania o powierzchni 150 mkw. trzeba zapłacić rocznie ponad 8 tys. zł. Wzrost cen prądu o kilkanaście procent sprawi, że koszty te sięgną prawie 10 tys. zł rocznie.
Znacznie więcej tej zimy za ogrzewanie domu zapłacą też ci, którzy wykorzystują do tego celu gaz ziemny. Dziś paliwo to zaliczane jest do stosunkowo tanich. Roczne koszty ogrzewania gazem ziemnym 150-metrowego domu wynoszą około 5 tys. zł.
Wszystko wskazuje, że wzrosną nawet o 20 proc., jeśli paliwo to podrożeje tak, jak chce Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo. Urząd Regulacji Energetyki rozpatruje właśnie wniosek PGNiG w tej sprawie. Dystrybutor gazu twierdzi, że już teraz płaci więcej za surowiec Gazpromowi.
Zgodnie z kontraktem podpisanym z rosyjskim dostawcą cena zakupu gazu jest powiązana z kosztem baryłki ropy naftowej, a wylicza się ją na podstawie danych sprzed dziewięciu miesięcy. A jak pamiętamy, właśnie wtedy ceny ropy zaczęły gwałtownie rosnąć.
Nie powinien natomiast zdrożeć olej opałowy. Dziś na ogrzanie domu przy jego pomocy rocznie trzeba wydać około 7,5 tys. zł. Ceny tego surowca w nowym roku nie powinny jednak rosnąć, przynajmniej dopóki ceny ropy naftowej spadają.
Nie należy się spodziewać wzrostu cen gazu płynnego, dostarczanego przez dystrybutorów cysternami do specjalnych przydomowych zbiorników. Koszty ogrzewania nim są jednak od wielu lat prawie dwa razy wyższe niż gazem ziemnym.
W ostatecznym rozrachunku wciąż najbardziej opłacalne będzie opalanie domu drewnem, zwykłym węglem, a także tzw. węglem kwalifikowanym, czyli specjalnie brykietowanym. Ten ostatni uchodzi za bardziej wygodny i mniej uciążliwy. Dzięki odpowiedniej technologii wydziela on mniej spalin i pyłów.
Niewiele ustępują mu pelety. Są to prasowane pod ciśnieniem produkty z biomasy, na przykład z wiórów drewnianych.
Roczne ogrzewanie węglem kwalifikowanym i peletem to koszt od 2,5 do 3 tys. zł.
Zdaniem specjalistów warto zainwestować w tę technologię, mimo że dobrej jakości piec umożliwiający zamienne spalanie pelet i węgla kosztuje nawet około 9 tys. zł. Przy przejściu z opalania gazem na węgiel taka inwestycja zwróciłaby się po około czterech sezonach, a z gazu na pelety - po około pięciu latach.
Nic dziwnego, że coraz więcej Polaków decyduje się na taką inwestycję. Pięć lat temu Kompania Węglowa sprzedała 27 tys. ton węgla kwalifikowanego, w 2007 r. - już około 500 tys. ton, a w tym roku chce sprzedać ponad 800 tys. ton.
Jednak popyt jest już tak duży, że tego opału zaczyna brakować. To też może wpłynąć na wzrost cen. Problem jest także w tym, że im dalej od kopalni, tym węgiel jest droższy. W Katowicach indywidualny odbiorca może go kupić po 500 zł za tonę, a w Bydgoszczy - płaci już 800 zł.