Od ćwierć wieku wolno pamiętać o żołnierzach-górnikach

1503748556 powazki zolnierze gornicy r wielogorski wikipedia

fot: Wikipedia (Robert Wielogórski)

Pomnik żołnierzy-górników na warszawskich Powązkach

fot: Wikipedia (Robert Wielogórski)

Powołano go do życia w 1949 r., bo Rosjanie wywieźli do kopalń w głąb ZSRR ok. 50 tys. polskich górników. Lukę trzeba było zapełnić. Do Wojskowego Korpusu Górniczego zaczęli trafiać młodzi poborowi, których uznano za niepewnych politycznie.

Byli AK-owcy czy członkowie Narodowych Sił Zbrojnych, spora grupa powstańców warszawskich. Do tego potomkowie przedwojennej inteligencji i kułaków. Nie mieli wyboru, nie wiedzieli nawet, gdzie ich kierowano. Formacja istniała 10 lat. Przeszło przez nią ok. 200 tys. osób. Pracowali w nieludzkich warunkach: w kopalniach węgla, uranu i kamieniołomach. Czas służby to były 2 lub 3 lata, dniówka 16, a czasami nawet 20 godzin, oczywiście siedem dni w tygodniu. Wolna zaledwie jedna niedziela w miesiącu. Pracowali i mieszkali w katastrofalnych warunkach.

W nieludzkich warunkach
W tym roku Związek Represjonowanych Politycznie Żołnierzy-Górników obchodzi 25-lecie istnienia. Powołano go do życia dopiero w 1992 r., wcześniej, w PRL-u, nie było to możliwe.

- Główne obchody już za nami. Spotkaliśmy się z tej okazji w Warszawie. W Katowicach będziemy obchodzić Dzień Górnika. Z tej okazji będzie msza w Kościele Garnizonowym. Mamy nadzieję, że na 25-lecie uda się nam zrealizować coś, o co zabiegamy u polityków już od 10 lat, czyli dopisanie żołnierzy-górników do ustawy o kombatantach i osobach represjonowanych. To dla nas ważne i odsuwanie tematu w czasie przez kolejny rząd nas rani, bo powoli odchodzimy z tego świata - mówi Edmund Celoch, szef katowickiego oddziału Związku i przymusowy pracownik kopalni Bierut w Jaworznie. Dodaje, że 25 lat temu katowicki oddział liczył 5000 członków: - Dzisiaj to już tylko 856 byłych żołnierzy-górników.

W kopalni Guido w Zabrzu mają izbę pamięci. To nie dziwi, bo w zabrskich kopalniach żołnierze stanowili nawet 30 proc. załogi. W Bytomiu na terenie dawnej kopalni Rozbark rok temu odsłonięto pomnik upamiętniający ich tragiczne dzieje.

Przypomnijmy ich historię. W 1949 r. gen. Edward Ochab (ówczesny wiceminister obrony) wydał rozkaz skierowania do pracy w kopalniach 4000 poborowych. Pierwszy oddział trafił już w połowie października do Brzeszcz. Bataliony zaczęły się rozrastać. W szczytowym okresie liczyły ponad 30 tys., były obecne w każdej z kopalń. Żeby zostać do nich skierowanym, tak naprawdę wystarczyło mieć rodzinę na Zachodzie.

W 1950 r. na rozkaz marszałka Konstantego Rokossowskiego (ówczesny minister obrony) utworzono batalion przeznaczony do pracy w kopaniach uranu. Żołnierzy nie zabezpieczano przed promieniowaniem. Z ok. 3000 osób przeżyło niewielu. Instytut Pamięci Narodowej uznał to za jedną ze zbrodni stalinizmu w Polsce.

Nie wiadomo, ilu zginęło
Dwa lata przed rozwiązaniem batalionów w kopalni Barbara-Wyzwolenie w Chorzowie doszło do tragicznego pożaru. Tak naprawdę nie wiadomo, ile osób zginęło: może 80, może 120. W tym wielu żołnierzy. Ich śmierć można było ukryć, bo zjeżdżając pod ziemię nie pobierali numerków.

W niedzielę 21 marca 1954 r. na dół chorzowskiej kopalni zjechało 400 górników, w tym duża grupa żołnierzy i jeńców. Wieczorem na skrzyżowaniu chodników wybuchł pożar. Palił się przenośnik. Ewakuację rozpoczęto zbyt późno. Kopalniana atmosfera była już pełna trujących gazów i dymu. Kilkunastu żołnierzy próbowało wydostać się przez szyb wentylacyjny, ale na zlecenie władz kopalni wymontowano drabinki. Miało to zapobiec ucieczkom. Zapobiegło. Żołnierze udusili się na dnie szybu.

UB rozpoczął śledztwo, a raczej na siłę szukało winnych. Kolejną ofiarą tej tragedii stał się Emanuel Drużba, główny mechanik kopalni. Został oskarżony o sabotaż, podłożenie ognia i aresztowany. Co prawda sąd go uniewinnił, ale ta sprawa go zniszczyła. Zmarł kilka lat po wypadku.

Wśród żołnierzy-górników, którzy zamiast karabinów dostali łopaty, był Jan Bógdoł, syn oficera policji wywiezionego i zamordowanego przez NKWD w Miednoje. Jan trafił do kopalni w Mikulczycach. Po zakończeniu służby został aktorem. Zagrał m.in. w „Soli ziemi czarnej” i w „Perle w koronie”. Razem z nim służyli krewni żołnierzy spod Monte Cassino, powstańcy warszawscy, byli partyzanci i rolnicy, którzy mieli gospodarstwo większe niż 10 ha.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Wyjątkowa wystawa w Bieruniu. Odkryj fascynujące tajemnice KWK Piast

Na rynku w Bieruniu stanęła plenerowa wystawa „Bieruńsko gruba. Moje miejsce na ziemi”. Ekspozycja, którą można oglądać od 20 czerwca, przedstawia historię KWK Piast oraz losy lokalnej społeczności związanej z zakładem. Prezentowane są na niej materiały archiwalne oraz fotografie autorstwa Tomasza Liboski.

Jacek Korski: Pamiątka z przeszłości, czyli historia niezwykła pewnego kombajnu

W poniedziałek 15 czerwca miałem okazję obserwować pod ziemią w Kopalni Guido w Zabrzu otwarcie i penetrację na zasadach akcji ratowniczej wyrobiska, w którym przypuszczano, że znajduje się prototypowy kombajn ścianowy KDS-1. Na zasadach akcji ratowniczej, bo tak stanowią przepisy górnicze. Takie działanie miało kilka pozytywów - pisze Jacek Korski.

Gotowi na wielką metropolię?

Czescy samorządowcy nalegają na szybkie powołanie do życia metropolii, która połączyłaby Katowice z Ostrawą. Ogłosili to podczas dorocznego, XXXII Spotkania Biznesu Czech, Polski i Słowacji, które odbyło się w ub. tygodniu w ostrawskim magistracie.

Firmy z USA gotowe inwestować w Polsce w fabrykę paliwa do SMR i komponenty dla satelitów

Amerykańska spółka X-Energy deklaruje gotowość do zainwestowania w Polsce blisko 1 mld dolarów w ramach Zielonego Okręgu Przemysłowego Kaszubia. Z kolei Quantum Space rozważa produkcję w Polsce komponentów do satelitów oraz systemów służących ochronie i bezpieczeństwu infrastruktury satelitarnej w przestrzeni kosmicznej.